fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

„Polskie obozy” – nowa wojna

Twitter
Jerzy Haszczyński
W obronie prawdy o drugiej wojnie światowej polska dyplomacja chce iść nawet do sądu.
MSZ rusza z ofensywą przeciwko nieprawdziwym określeniom historycznym pojawiającym się w światowych mediach. Najważniejszym z nich, i zwalczanym przez polską dyplomację razem z „Rzeczpospolitą" już od ośmiu lat, są „polskie obozy koncentracyjne" czy „polskie obozy zagłady".
Resort ma pomysł, by w odniesieniu do kłamstw historycznych używać nowego określenia: „wadliwe kody pamięci". Liczy, że zadomowi się ono w debacie publicznej w Polsce i za granicą, zwłaszcza w Niemczech i krajach anglojęzycznych.
Główna walka toczy się teraz w Internecie, poprzez który rozmnażają się krzywdzące dla Polski określenia. MSZ, zwalczając ich używanie, nie chce do nich bezpośrednio nawiązywać. – Nie chcemy powielać określeń „polskie obozy". Przekaz od polskiej dyplomacji ma brzmieć: to są wadliwe kody pamięci – powiedział „Rz" pomysłodawca, wiceminister MSZ do spraw prawnych i traktatowych Artur Nowak-Far.
Tylko w zeszłym roku dyplomaci interweniowali 120 razy, gdy w mediach pojawiały się „polskie obozy". Niekiedy z oporami, ale redakcje na ogół wyrzucają kłamliwe określenia z internetowych wersji tekstów.
W tym tygodniu polscy dyplomaci stoczyli przy pomocy internautów zwycięską bitwę z autorką tekstu w czołowym francuskim tygodniku „Le Point", która pisała o „polskim obozie" w Płaszowie.
W zeszłym roku Polska musiała interweniować 120 razy. Tak często używano na świecie określenia „polskie obozy"
Takie bitwy i wymiany zdań toczą się między innymi na Twitterze, gdzie szczególną skuteczność ma konto, którego nazwa wyraźnie wskazuje na sprawcę zbrodni: @GermanNaziCamp. Po polskiej stronie interweniują tam nie tylko Polacy, aktywni są Amerykanie, Kanadyjczycy i Francuzi.
Na tym nie koniec. W rezerwie jest jeszcze broń prawna przeciwko tym, którzy rozpowszechniają wadliwe kody pamięci. MSZ chce uświadomić polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, że używanie kłamliwych nazw może być naruszeniem dóbr osobistych. – Tożsamość narodowa, godność narodowa związana z dramatycznymi wydarzeniami wojennymi, może być dobrem osobistym – powiedział nam wiceminister Nowak-Far, ekspert prawa europejskiego. Wskazuje on na działalność radcy prawnego Lecha Obary, który właśnie pod takim zarzutem pozwał w imieniu Polaka, potomka ofiary Trzeciej Rzeszy, niemiecki dziennik „Die Welt" za użycie terminu „polski obóz" w odniesieniu do Majdanka.
– Chodzi o artykuły 23–24 kodeksu cywilnego. Katalog dóbr osobistych jest w nim otwarty. Powinny trafić do niego dobra takie jak prawo do prawdy historycznej, do nienaruszania tożsamości narodowej czy godności. Bo powtarzanie takich kłamliwych określeń można odczuwać jako krzywdę – powiedział „Rz" mecenas Obara.
Prowadzenie zdecydowanej polityki historycznej zasygnalizował już we wrześniu minister Radosław Sikorski w wywiadzie dla tygodnika „Die Zeit". Za skandaliczny uznał serial niemieckiej telewizji publicznej „Nasze matki, nasi ojcowie", gdzie żołnierze AK zostali przedstawieni jako antysemici. „Wstydzicie się za Holokaust i wiecie, że zostaliście pokonani pod Stalingradem. Ale nie zadajecie sobie trudu, żeby się dowiedzieć, jak wasi ojcowie czy dziadkowie zachowywali się u nas" – powiedział Sikorski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA