fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Wyprawka szkolna to bubel

Wyprawka, której w pełni nie da się wykorzystać, to kolejna z długiej listy wpadek minister edukacji Krystyny Szumilas
Fotorzepa, Sławomir Mielnik Sławomir Mielnik
Rząd obiecał upośledzonym uczniom ekstrapieniądze na zakup podręczników, które... nie istnieją.
W tym roku szkolnym rząd postanowił wspomóc finansowo nie tylko uczniów zdrowych, ale i upośledzonych. Program wyprawki szkolnej objął dzieci słabowidzące, niesłyszące oraz te z upośledzeniami umysłowymi.
Dostali oni także dodatkowy przywilej. MEN, które jest autorem tego rządowego rozporządzenia, przewidziało ekstradopłatę do zakupu podręczników i pomocy szkolnych w wysokości 770 zł, ponadtrzykrotnie wyższą od standardowej kwoty 225 zł. Postawiło jeden warunek. Warunek, którego się nie da spełnić.
W rozporządzeniu czytamy, że o wyższą kwotę dofinansowania mogą się ubiegać tylko ci uczniowie, którzy kupią podręczniki przeznaczone do kształcenia specjalnego dopuszczone do użytku przez ministra właściwego do spraw oświaty i wychowania. I tu zaczynają się schody. – Lista takich podręczników przeznaczonych dla uczniów upośledzonych w stopniu umiarkowanym i znacznym nie istnieje  – mówi „Rz" Małgorzata Chowaniec, wicedyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego (SOSW) w Nowym Targu.
Zapytaliśmy MEN, co w takiej sytuacji mają zrobić rodzice? Rzecznik prasowy wskazał nam listę, która jest wykazem podręczników przeznaczonych do kształcenia specjalnego, jednak zdaniem ekspertów można je wykorzystywać tylko do pracy z uczniami upośledzonymi w stopniu lekkim.
– Uczniowie z większym stopniem upośledzenia kształcą się według innej podstawy programowej niż uczniowie zdrowi i ci upośledzeni w stopniu lekkim. Podręczniki z tej listy nie są przydatne w naszej pracy – mówi nam Chowaniec.
Wyjaśnia, że jej podopieczni nie mają takich przedmiotów jak język polski, matematyka czy biologia.
Ponownie więc poprosiliśmy MEN o wyjaśnienie. Tym razem rzecznik napisał nam, że „ze względu na specyficzny charakter edukacji oraz indywidualny poziom rozwoju i tempa przyswajania wiedzy nie opracowuje się odrębnych podręczników dla uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym lub znacznym". – No to jak mam wydać te pieniądze? – pyta Chowaniec, wskazując, że chodzi o 40 tys. zł, które dla tego sektora edukacji to ogromny zastrzyk gotówki.
Problem z podręcznikami dla uczniów upośledzonych pojawił się w 2009 r., kiedy duet Katarzyna Hall – Krystyna Szumilas postanowił zreformować programy nauczania w polskich szkołach. Wcześniej istniały podręczniki dla uczniów upośledzonych w stopniu umiarkowanym i znacznym. Szkoły zamawiały je poprzez kuratoria i otrzymywały bezpłatnie.
Cztery lata temu to się zmieniło. – Po zmianach programowych nie powstały żadne podręczniki, które można byłoby wykorzystać w pracy z uczniami o umiarkowanym czy znacznym stopniu upośledzenia. Nauczyciele sami przygotowują materiały  – mówi nam logopeda z SOSW nr 9 w Warszawie.
Jeszcze inne światło na sprawę rzuca wpis z internetowego forum dla dyrektorów szkół. – W sprawie podręczników dla „umiarkowanych" usłyszałam w MEN, iż ministerstwo ma świadomość, że takie podręczniki nie istnieją, a wpisując wysoką kwotę dofinansowania, liczyło na to, że wydawnictwa szybko coś wydrukują  – pisze jedna z dyrektorek. Była minister edukacji Krystyna Łybacka nie chce uwierzyć, że taki bubel prawny został zatwierdzony przez rząd. – Podejrzewam, że nikt w departamencie prawnym MEN nie był w stanie wyobrazić sobie, że nie ma czegoś takiego jak lista podręczników dla uczniów upośledzonych. Taka lista zawsze istniała. Pytanie, dlaczego nie skompletowano jej po reformie, przecież tym uczniom także należy się normalny dostęp do podręczników  – mówi Łybacka, która zapowiedziała interpelację poselską w tej sprawie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA