Sądownictwo

Sąd: Znany naukowiec to TW Piotr

Fotorzepa, RP Radek Pasterski
Koniec głośnej sprawy lustracyjnej profesora Uniwersytetu Śląskiego prof. Jana Iwanka. - Był tajnym współpracownikiem SB, ale nie skłamał w oświadczeniu lustracyjnym - uznał sąd w Katowicach. Wyrok nie jest prawomocny.
Sąd Okręgowy w Katowicach wydał nieprawomocne orzeczenie uznając, że prof. Jan Iwanek, pełniący funkcję publiczną dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, przyznał się do współpracy z SB i złożył zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. W oświadczeniu w części A profesor przyznał, iż był współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa, natomiast w części B zaprzeczył współpracy. Tłumaczył, że "jego kontakty z SB były oficjalne, a nie tajne i że nie wiązały się z otrzymywaniem od funkcjonariusza żadnych poleceń".
- Jan Iwanek w oświadczeniu w części A przyznał się do współpracy z organami bezpieczeństwa państwa i Sąd Okręgowy uznał, iż w tym zakresie oświadczenie to jest zgodne z prawdą - mówi prok. Andrzej Majcher z katowickiego IPN, które oskarżało prof. Iwanka o kłamstwo lustracyjne. Jan Iwanek w części B oświadczenia zaprzeczył bowiem współpracy. Tłumaczył, że jego kontakty z SB nie wyczerpują definicji współpracy określonej w „ustawie lustracyjnej" i dlatego IPN skierował sprawę do sądu. - Sąd w ustnym uzasadnieniu orzeczenia jednoznacznie wskazał, że Jan Iwanek był tajnym i świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa, natomiast uznał, iż ocenie podlega jedynie część A oświadczenia – w związku z czym oświadczenie lustrowanego uznał za zgodne z prawdą - wyjaśnia prok. Majcher.
Proces toczył się - na wniosek profesora - z powodu ważnego interesu prywatnego - z wyłączeniem jawności. IPN ustalił, że prof. Iwanek podpisał zobowiązanie do współpracy z SB przyjmując pseudonim „Piotr", wielokrotnie kontaktował się z funkcjonariuszem SB i wykonywał jego polecenia. Przekazywane przez Jana Iwanka informacje były - w opinii IPN - wykorzystywane w pracy operacyjnej SB, za co był on wielokrotnie nagradzany finansowo (dwukrotnie otrzymał także nagrody rzeczowe). Iwanek twierdził, że jego podpisy są sfałszowane. Przeczy temu opinia grafologiczna. Według IPN 22 pisemnych doniesień i 10 pokwitowań odbioru pieniędzy Iwanek podpisał osobiście. Mediom tłumaczył potem, że faktycznie w czasie studiów jako działacz organizacji młodzieżowej podjął współpracę z SB. Sprawa Iwanka jest głośna w środowisku akademickim od kilku lat, kiedy Marek Migalski, europoseł i politolog UŚ nazwał profesora "ubeckim kapusiem". Profesor wytoczył Migalskiemu karny proces o zniesławienie. - Uzasadniał to tym, że UB została zlikwidowana dwa lata przed jego narodzeniem a słowo kapuś go obraża - mówi "Rz" Migalski. Sprawa została zawieszona, bo Parlament Europejski nie zgodził się na uchylenie Migalskiemu immunitetu. - Przegrany proces karny pozbawia mnie możliwości nauczania studentów, a wygrana profesora który donosił na kolegów ale się do tego przyznał już nie. Ot, paradoks - mówi dr Migalski. Prof. Iwanek jest dziś kierownikiem Zakładu Systemów Politycznych Państw Wysoko Rozwiniętych na UŚ w Katowicach. "Rz" odmówił komentarza w sprawie wyroku. IPN czeka na uzasadnienie wyroku. - Mamy satysfakcję, że sąd potwierdził nasze oskarżenie i dowody. Po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku zdecydujemy czy złożymy od niego apelację - mówi "Rz" prok. Andrzej Majcher.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL