fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Zostanie tylko wata

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Polską politykę od 2005 roku kształtuje spór między PO a PiS. PiS jest trwałą formacją. To PO jest kandydatem do zniknięcia ze sceny. Jej działaczy spajają wyłącznie interesy. To ugrupowanie zniknie i będziemy o nim czytać tylko w książkach historycznych – mówi Elizie Olczyk poseł PiS.
Minister kultury Bogdan Zdrojewski zapowiadał przed wakacjami, że rząd jest bliski zastąpienia abonamentu telewizyjnego opłatą audiowizualną. Myśli pan, że nareszcie do tego dojdzie i media publiczne zyskają źródła finansowania?

Jarosław Sellin: Nie wierzę, żeby rząd PO dokonał jakiejkolwiek zmiany. Od 6 lat co jakiś czas pojawiają się zapowiedzi rozwiązania problemu mediów publicznych i zawsze kończyło się na zapowiedziach. Zresztą kilka dni temu minister Zdrojewski mówił, że na razie nie ma żadnej ustawy tylko założenia i analizy. W PO, zresztą powoli upadającej, nie ma woli politycznej załatwienia tej sprawy.

Może partia opozycyjna powinna przetestować tę wolę i złożyć własny projekt ustawy o opłacie audiowizualnej?

Po pierwsze, wszystko, co ma stempel PiS, jest w Sejmie z góry odrzucane. A po drugie, to jest zadanie Platformy. Premier Donald Tusk osobiście jest odpowiedzialny za uśmiercenie tradycyjnego sposobu finansowania mediów publicznych, czyli abonamentu. Bo skoro jako szef rządu mówił, że abonament jest nieuprawnionym haraczem i należy go zlikwidować, to obywatele odczytali tę wypowiedź wprost – abonamentu nie trzeba płacić. Nasze środowisko nie ma powodów, żeby darzyć sympatią TVP w obecnym kształcie, która ze względu na wyraźne przegięcia ideowo-polityczne upodabnia się do mediów komercyjnych. Mimo to jesteśmy za silnymi mediami publicznymi jako trwałymi instytucjami i jeżeli PO nie rozwiąże problemu finansowania tych mediów, to my na pewno bardzo szybko to zrobimy, gdy przejmiemy odpowiedzialność za państwo. Choć bardzo możliwe, że za dwa lata przejmiemy gruzowisko.
Donald Tusk mówił, że abonament jest haraczem i należy go zlikwidować. Obywatele odczytali tę wypowiedź wprost – abonamentu nie trzeba płacić A może wam, tak jak i PO, już nie zależy na tych mediach? Walczycie o TV Trwam, pojawiły się nowe media, przychylne PiS. Media publiczne przestały być wam potrzebne.

To nieprawda. Popieramy istnienie mediów publicznych nie tylko z powodów politycznych, ale także ze względu na konieczną ofertę kulturową w sferze mediów elektronicznych. Jesteśmy za tym, by promowały one kulturę narodową, wartości patriotyczne, szacunek dla wartości chrześcijańskich. Skoro Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, zdominowana przez PO i SLD, przydzielając najważniejsze miejsca na cyfrowym multipleksie naziemnym, postawiła na prymitywną rozrywkę, łącznie z disco polo, to przynajmniej media publiczne powinny podnosić aspiracje kulturowe Polaków.

Miejsce na multipleksie dostała też Telewizja Trwam, ale wyraźnie jest niezadowolona, skoro rozpętała awanturę wokół opłaty koncesyjnej.

Potrzeba było prawie dwuletniej awantury, aby TV Trwam dostała to miejsce. Moim zdaniem to była próba jej zakneblowania. Słyszałem, że w środowisku PO media dzielone są na „kontrolowane” i „niekontrolowane”, a TV Trwam bez wątpienia zalicza się do tych drugich, a więc nie zasługiwała na lepszą możliwość docierania do odbiorców dzięki cyfrowemu multipleksowi. Na dodatek miejsce na razie jest zajęte, bo zajmuje je telewizja publiczna.

Ale w końcu je zwolni.

Póki nie zobaczymy, póty nie uwierzymy. Ponadto już teraz żąda się wysokiej opłaty od TV Trwam. A skoro ma ona zacząć nadawać dopiero w połowie przyszłego roku, to dlaczego płacić ma już teraz? Skoro KRRiT narobiła takiego bigosu, że doszło do wielkich manifestacji w obronie TV Trwam, nawet w miasteczkach, które nigdy takich akcji nie widziały, to też niech cierpliwie poczeka na tę wysoką opłatę koncesyjną.

Czy nie sądzi pan, że robicie awanturę niewspółmierną do problemu? Może po prostu chodzi wam o podgrzewanie sporu politycznego?

Manifestacje, które się odbywały w obronie TV Trwam dotyczyły nie tylko tego problemu, ale też obrony wolności słowa, bo mamy z tym kłopot pod tą władzą. Treści konserwatywne z trudem przebijają się do opinii publicznej również z powodów mnożonych przeszkód administracyjnych.

Odbiorca konserwatywny chyba nie może narzekać na ofertę medialną. Jest kilka tygodników konserwatywnych, portale internetowe, TV Republika. TV Trwam wkrótce zacznie nadawać na multipleksie.

I bardzo mnie to cieszy. Tylko proszę zwrócić uwagę, że wszystkie te media stworzyli ludzie, którzy wcześniej pracowali w mediach publicznych na poważnych stanowiskach lub tworzyli tam poważne programy i zostali wyrzuceni w ramach największej czystki, jaką przeżyły media publiczne, jesienią 2010 roku, gdy władzę w TVP przejęły PO, SLD i PSL. Zniknęło wówczas z anteny kilkanaście programów i kilkanaście ważnych nazwisk. Ci ludzie powinni mieć prawo przedstawiać wrażliwość konserwatywną również w ofercie mediów publicznych.

Być może będziecie mieli szansę to zmienić za dwa lata. PiS coraz lepiej wypada w sondażach. Kłopot jest tylko z ewentualnym koalicjantem.

Nie martwi mnie to. Jak ktoś wygrywa wybory, to zawsze ustawia się kolejka do rozmów o współrządzeniu.
Do tej pory oferta była szersza, a teraz coraz mniej partii ma szanse na miejsce w parlamencie.

To zaraz po wyborach powstaną nowe byty i ustawią się w kolejce do rozmów o współrządzeniu. Ale oczywiście walczymy o to, żeby rządzić samodzielnie. To jest realne. Wtedy nie będziemy mieli tego dylematu.

Czy dlatego postanowiliście odebrać marsze 11 listopada narodowcom, żeby nie pozwolić im nadmiernie wyrosnąć?

Wśród naszych sympatyków jest zapotrzebowanie na to, żeby w to święto narodowe, niepodległościowe, maszerować z flagami i pieśnią patriotyczną na ustach, oddając hołd bohaterom. Postanowiliśmy dać ludziom szansę maszerowania pod naszymi sztandarami, z którymi się utożsamiają, a nie skazywać ich na współuczestnictwo w uroczystościach tworzonych przez grupy marginalne, które na dodatek wykorzystują marsze, by udowadniać swą rzekomą potęgę polityczną.

Wygląda to raczej na pacyfikowanie wszelkiej konkurencji na prawicy.

Gwarantem zmian w Polsce jest PiS, a nie marginalne grupy, których jedynym sukcesem może być uszczknięcie nam promila głosów. A komu to służy? Establishmentowi III RP, który chce, żeby wszystko pozostało tak, jak dotąd. Nie jesteśmy zainteresowani wzmacnianiem takich sił.

Może lepiej byłoby pozyskać tych ludzi dla PiS. Prof. Jadwiga Staniszkis uważa też, że po różnych rozstaniach działaczy z tą partią, jest to ugrupowanie wyjałowione, brakuje w nim osobowości, młodości i energii. I że prezes powinien wyciągnąć rękę do zgody z tymi, którzy odeszli.

Ależ Jarosław Kaczyński wyciąga do nich rękę co jakiś czas. Przypomnę ostatnie żartobliwe powiedzenie do Zbigniewa Ziobry – „wróć do ojca”. Tyle, że do takich decyzji trzeba dwojga, a na razie po tej drugiej stronie tej woli powrotu nie widzę.

Pan sam kiedyś odszedł z PiS i powrócił. Ciężki jest los powracających.

Nie. Myśmy powrócili do PiS 10 kwietnia 2010 roku. To ma znaczenie. Uważam, że w przyszłości każdy polityk prawicy będzie oceniany przez pryzmat tego, jak się zachował po tym właśnie dniu, gdzie się wówczas albo później znalazł. Po 10 kwietnia 2010 roku PiS trzeba było wzmocnić i myśmy to zrobili. Choć obserwatorzy polskiej polityki na ogół w to nie wierzą, czasami decyzje polityczne podejmowane są z powodów moralnych, a nie tylko chłodnej kalkulacji politycznej. Dzisiaj w Prawie i Sprawiedliwości każdy człowiek prawicy odnajdzie swój nurt, bo są u nas konserwatyści, ludzie o wrażliwości chadeckiej, narodowej, niepodległościowej czy ludowej.

Ci, którzy odeszli po 10 kwietnia, źle zrobili?

Źle zdiagnozowali sytuację polityczną. Bo polską politykę od 2005 roku kształtuje spór między PO a PiS. To dwie różne wizje Polski, jej statusu, godności, nawet honoru. I ten spór musi ostatecznie się rozstrzygnąć.

W jaki sposób?

Jedna z tych partii musi zostać ostatecznie pokonana. PiS jest trwałą formacją, ma bardzo wierny, niezwykle doń emocjonalnie przywiązany, duży elektorat. Dziś już widać, że to PO jest kandydatem do zniknięcia ze sceny. Nie bardzo już wiem, dlaczego dziś ktoś miałby być przywiązany do tej partii, wiązać z nią jakieś nadzieje, pozytywne emocje. Jej działaczy spajają wyłącznie interesy. To klasyczna partia władzy, która, gdy władzę straci, rozpadnie się. Grzegorz Schetyna nie będzie chciał nadal pracować z Tuskiem, Tusk z Jarosławem Gowinem itd. Ta formacja zniknie i w ten sposób rozstrzygnie się ów spór, o którym mówiłem. O PO będziemy tylko czytać w książkach historycznych.

Wielu ludzi PO jest razem jeszcze od czasów Kongresu Liberalno-Demokratycznego i przeżyli niejeden zakręt polityczny. Dlaczego akurat teraz mieliby zakończyć współpracę?

Bo partia bez idei nie przetrwa. A Donald Tusk zdradził wszystkie ideały Platformy, która miała być konserwatywno-liberalna, a została przez niego przekierowana na lewo. To, co PO wyprawia z ustawami światopoglądowymi, z implementowaniem rewolucji genderowej w Polsce, to jest „pełzający zapateryzm”. Tusk co prawda teraz mówi, że nie będzie popierał przyspieszania rewolucji obyczajowej, ale Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocniczka rządu ds. równości, uparcie dąży do przyjęcia dyrektywy promującej i instytucjonalizującej ideologię gender i forsuje dyrektywę o parytetach płci w kierownictwach firm. Polski Sejm się temu sprzeciwił, a ona nadal w to brnie. Jeździ na spotkania europejskie i opowiada, że Polska zobowiąże się do wprowadzenia takich uregulowań. Władza wykonawcza ignoruje wolę władzy ustawodawczej, a winna temu pani minister nie jest odwoływana. Więc to musi być decyzja Tuska, by brnąć w te ideologiczne szaleństwa. To jego pani minister, z jego „autorskiego rządu”. PO zatraciła wartości konserwatywne, a i z ideałów liberalnych gospodarczo też jej niewiele zostało, bo wyłącznie podwyższa podatki i zadłuża kraj.

A może, jak głoszą niektórzy specjaliści od wizerunku, naprawdę jesteśmy w fazie postpolityki, w której ideowość tylko przeszkadza?

Klasyczna polityka z ideami, wartościami i czytelnym programem nie umarła. Zabawa w postpolitykę to jest pomysł na jedną, góra dwie kadencje. Potem zostaje w rękach wata.

Jarosław Sellin jest posłem PiS. W okresie PRL działał w opozycyjnym Ruchu Młodej Polski. W latach 1998–1999 był rzecznikiem prasowym rządu Jerzego Buzka, w latach 1999–2005 – członkiem KRRiT, a w latach 2005–2007 – wiceministrem kultury i dziedzictwa narodowego w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA