fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ta wstrętna biurokracja

materiały prasowe
Mimo postępującej cyfryzacji załatwienie czegokolwiek w urzędzie oznacza z perspektywy Kowalskiego konieczność wielogodzinnego stania w kolejkach.
Think before you print. Pomyśl, zanim wydrukujesz. Takie hasło widnieje na końcu niemal każdej wiadomości elektronicznej, jaką otrzymuję, niezależnie od źródła jej pochodzenia. Próbując przebrnąć przez kolejne stosy e-maili, pomyślałem ostatnio, że przydatne mogłoby być podobne hasło, wyświetlające się przed wysłaniem wiadomości. Think before you send. Pomyśl, zanim wyślesz.
Nie chciałbym tym stwierdzeniem nikogo zniechęcać do kontaktu e-mailowego ze mną czy z kimkolwiek innym. Chodzi o to, że jesteśmy dziś zasypywani ogromną liczbą wiadomości, które nie niosą ze sobą żadnej wartości dodanej. Wśród tych wiadomości dwa rodzaje są szczególnie uciążliwe.
Pierwszy z nich to oferty i propozycje zupełnie oderwane od funkcji, jaką ja, adresat, pełnię, czy od profilu działalności organizacji, którą reprezentuję. Rozumiem, że reklama jest dźwignią handlu i że firmy chwytają się różnych sposobów zachęcania potencjalnych nabywców do zapoznania się z ich ofertą. Niemniej jednak, zanim taka oferta zostanie wysłana, należałoby poznać profil odbiorcy.
Gdybym był prezesem kliniki ortodontycznej, być może byłbym zainteresowany ofertą mydeł w kształcie szczęki z firmowym logo, ale jako osoba zarządzająca bankiem – już niekoniecznie. W pracy mogę liczyć na wsparcie sekretariatu zarządu w filtrowaniu tego typu ofert. Prywatną skrzynką e-mailową zarządzam sam i bardzo często otrzymuję podobnie nietrafione oferty, wielokrotnie od firm, z których usług korzystam od lat i które powinny już znać mój profil klienta.
Inny rodzaj informacji, który wielu – w tym mnie – przyprawia o skok ciśnienia, to wszelkie wiadomości mające związek z biurokracją i wymagające podjęcia czynności, z których nic nie wynika, a których wykonanie zabiera cenny czas. Liczba tego typu wiadomości rośnie niestety w postępie logarytmicznym. Wiele osób tego doświadcza, ale zdaje się, że nikt nie potrafi temu zaradzić.
Kolejne raporty, sprawozdania czy ewaluacje sprawiają, że mamy coraz mniej czasu na zajmowanie się sprawami naprawdę ważnymi, czy to zawodowymi, czy prywatnymi. Lekarze nie mają czasu na leczenie pacjentów, bo muszą poświęcać go na papierologię. Przedsiębiorcy nie mogą skupić się na pozyskiwaniu nowych zamówień, bo wypełniają druki i tabelki. Mimo postępującej cyfryzacji załatwienie czegokolwiek w urzędzie oznacza z perspektywy Kowalskiego konieczność wielogodzinnego stania w kolejkach. Nie mówiąc już o innym wymiarze biurokracji, jakim jest przerzucanie odpowiedzialności w kwestii podejmowania decyzji z jednej jednostki na inną.
Jak napisał C.N. Parkinson, brytyjski historyk i pisarz, „jeśli istnieje sposób na odłożenie decyzji, biurokracja – prywatna czy publiczna – znajdzie go". Parkinson jest również autorem teorii mówiącej o tym, że gdy instytucja przekroczy liczbę tysiąca urzędników, nie potrzebuje do istnienia świata zewnętrznego, a całą jej uwagę zajmują jej własne, wewnętrzne sprawy. Niezależnie od tego, jak liczna jest organizacja czy społeczność, w której funkcjonujemy, starajmy się być trochę mniej skupieni na sobie i naszych wewnętrznych sprawach, a trochę bardziej otwarci na innych. I ograniczać biurokrację do naprawdę niezbędnego minimum.
Autor jest prezesem HSBC Banku Polska
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA