fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Ostatni rysunek Sławomira Mrożka dla „Rzeczpospolitej”

rp.pl, Sławomir Mrożek Sławomir Mrożek
Wspomnienie Janusza Drzewuckiego, sekretarza „Plusa Minusa” w czasach, gdy publikował w nim Sławomir Mrożek
Przez wiele lat Sławomir Mrożek był współpracownikiem dodatku do „Rzeczpospolitej" „Plus Minus". Drukował tu swoje teksty, m.in. dotyczące tego, jak wystawiać jego sztuki teatralne, udzielał wywiadów, ale co najważniejsze publikował rysunki, które zamieszczaliśmy na pierwszej stronie „Plusa Minusa". Najpierw rysunki te przesyłał faksem, potem drogą pocztową poprzez kancelarię adwokacką w Krakowie.
W sprawie tych rysunków kontaktowała się z pisarzem zazwyczaj red. Elżbieta Sawicka, ale w lipcu 2003 roku wyjeżdżając na urlop przekazała mnie, ówczesnemu sekretarzowi „Plusa Minusa", instrukcję, że zapas rysunków się kończy, pan Sławomir niebawem powinien dosłać nowe, a jeśli nie dośle, to trzeba dzwonić do Krakowa do kancelarii adwokackiej i prosić o następne rysunki.
Kiedy ostatni rysunek z zapasów zesłałem w piątek do druku, wiedziałem, że nie ma co czekać, trzeba dzwonić. Wykręciłem numer telefonu w Krakowie, który dostałem od red. Sawickiej. Po chwili po drugiej stronie odzywa się spokojny głęboki głos „tak, słucham" i wywiązuje się następująca rozmowa:
Ja: – Dzień dobry, tu Janusz Drzewucki z „Rzeczpospolitej" z Warszawy, mam nadzieję, że dodzwoniłem się do kancelarii adwokackiej prowadzącej sprawy pana Sławomira Mrożka?
Głos w telefonie: – A o co chodzi?
Ja: – Państwo przesyłacie nam rysunki pana Mrożka, które drukujemy na pierwszej stronie „Plusa Minusa". Niestety zapas tych rysunków właśnie się wyczerpał. W związku z tym dzwonię do państwa z następującą prośbą: czy moglibyście państwo, a raczej: czy mógłby pan mecenas poprosić pana Mrożka w imieniu moim i mojej redakcji o następne rysunki z cyklu „Kazanie na górce", bo bez tych rysunków nie wyobrażamy sobie naszego dodatku.
Głos w telefonie: – Ale moim zdaniem powinniście mieć w redakcji jeszcze jeden rysunek.
Ja: – To prawda, ale ten rysunek ukaże się w jutrzejszym wydaniu, natomiast nie mam już żadnego rysunku do wydania przyszłotygodniowego, stąd mój telefon.
Głos w słuchawce: – Rozumiem, rozumiem, to się da załatwić.
Ja: – Wie pan, mam taką prośbę, czy byłby pan tak miły i poprosił pana Mrożka nie o jeden, lecz o kilka rysunków od razu? Dzięki temu nie musiałbym dzwonić do pana za tydzień w tej samej sprawie, nie zabierałbym niepotrzebnie panu jego cennego czasu. Mam zresztą nadzieję, że tym telefonem pod koniec tygodnia nie sprawiam panu mecenasowi wielkiego kłopotu? A poza tym, wie pan, wolałem zadzwonić z pewnym wyprzedzeniem, żeby pana Mrożka nie alarmować prośbą o telefon w ostatniej chwili.
Głos w słuchawce po nieco dłuższej chwili milczenia: – Proszę się tak nie mitygować, nie ma żadnego problemu, zwłaszcza, że mam dwa rysunki gotowe, jeszcze dzisiaj je panu wyślę.
Ja: – A zatem mam szczęście, dziękuję panu mecenasowi, a przy okazji bardzo proszę przekazać mistrzowi Mrożkowi moje podziękowania i pozdrowienia.
Głos w słuchawce: – Też się cieszę, dziękuję, tu mówi Sławomir Mrożek.
Ja (skonsternowany): – Ojej, cały czas myślałem, że rozmawiam z adwokatem pana Mrożka, tymczasem rozmawiam z samym panem Mrożkiem? To znaczy sam sobie stworzyłem sytuację, że tak powiem „jak z Mrożka"! Czuję się w tej chwili niczym bohater jednego z pańskich utworów.
Głos w słuchawce (który okazał się głosem Sławomira Mrożka): – Aż tak źle pan jednak nie wypadł.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA