fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Nie rozmawialiśmy o pieniądzach

Robert Lewandowski
AFP
Napastnik Borussii Dortmund o zamieszaniu w klubie, buncie w kadrze i liczeniu punktów.
"Rz": Na zgrupowanie przyjechał pan po cichu, zamiast wejść frontowymi drzwiami jak wszyscy, wybrał pan drogę przez garaż. Bał się pan niewygodnych pytań?
Robert Lewandowski: Nie, niczego się nie bałem. Do domu też często wchodzę przez garaż. Czas dla kibiców znalazłem później. Nikogo nie unikałem, ale wiedziałem, że trzeba zacząć od wyjaśnienia kilku spraw.
Kolejne zgrupowanie zaczęło się od zamieszania, które nie ma nic wspólnego z piłką nożną. Udało się wyjaśnić sporne rzeczy z prezesem Zbigniewem Bońkiem?
Sprawa niepotrzebnie została nagłośniona. Nie było też tak, jak podawały niektóre media; rozmawialiśmy o różnych rzeczach, a nie o pieniądzach. Spotkaliśmy się z prezesem i ustaliliśmy przede wszystkim, że nie będziemy niczego załatwiać przez dziennikarzy. Nie widzę jakiegoś wielkiego problemu, wzięliśmy udział w reklamie i wyjaśniliśmy sobie, jak tego typu sytuacje powinny wyglądać w przyszłości.
Ustaliliśmy z prezesem, że nie będziemy spraw załatwiać przez dziennikarzy
Trener Waldemar Fornalik stwierdził, że chociaż został pan w Borussii wbrew woli, nie zabraknie panu chęci do gry na takim poziomie, jak w poprzednim sezonie.
Gdy problemy się nagromadzają, do głosu dochodzą emocje i na jaw wychodzą niepotrzebne sprawy. Rzeczywiście mówiłem, że w Dortmundzie poczułem się oszukany i nie wiedziałem, czy będzie to miało wpływ na moją formę, ale wyjaśniłem już wszystkie nieporozumienia, zgrzyt się skończył, wszystko jest w porządku. Spokojnie skupiam się na grze w Borussii i reprezentacji Polski. Nie przewiduję żadnych kłopotów. To, co dzieje się poza boiskiem, w życiu prywatnym czy gabinetach prezesów znika, kiedy rozgrywa się mecz. Naprawdę potrafię się odciąć. Zapominam o wszystkim.
Zdążył pan już zapomnieć o remisie z Mołdawią?
Nikt już o tym nie pamięta, takie jest życie sportowca. Za długie analizowanie słabych wyników nie wpłynęłoby na nas dobrze. Mecz z Danią jest ważny, dobrze, że mamy okazję zagrać towarzysko, zanim wrócą eliminacje. Wypada wygrać, żeby przystąpić do spotkania z Czarnogórą z innego pułapu. Z podniesioną głową i wiarą we własne umiejętności.
Widzi pan, że z tą wiarą jest teraz słabo?
To normalne, nic nie buduje atmosfery wokół drużyny tak jak wyniki. Są zwycięstwa, jest pewność siebie, a to ułatwia podejście do kolejnych spotkań. Po zwycięstwie z Danią łatwiej byłoby nam się pozbierać, nie ma co ukrywać, że remis w Kiszyniowie boli, warto więc trochę poprawić sobie humor.
Liczycie punkty?
To nie ma sensu, sytuacja jest prosta. Jeśli myślimy o mundialu, musimy wygrać wszystkie mecze do końca. To trudne, ale wykonalne. Jak to mówią – dopóki piłka w grze. Nie ma co bujać w obłokach i myśleć o spotkaniu z Anglią czy Ukrainą, bo najpierw trzeba pokonać Czarnogórę we wrześniu w Warszawie. Pierwszy krok to teraz Dania, potem pomyślimy o następnych. Trzeba twardo stąpać po ziemi.
Trener Waldemar Fornalik znowu powołał kilku nowych zawodników. Myśli pan, że mogą coś dać kadrze?
Na tym polega reprezentacja, że powołania dostają najlepsi. To trener tworzy listę, w klubie jest inaczej, bo ma się cały sezon na ciężką pracę. Tutaj trzeba przyjechać, zrobić swoje i czekać na następny mecz. Nowi zawodnicy mogą dać nową jakość.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA