fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Maryja, matka Jezusa Guido Chiesa - recenzja

"Maryja, matka Jezusa"
Vivarto
Niekonwencjonalna "Maryja, matka Jezusa" włoskiego reżysera Guido Chiesa od piątku w kinach – pisze Marek Sadowski
Postać matki Jezusa, Maryi, pojawiała się na ekranie bardzo często, ale zazwyczaj na drugim planie. Niewiele jest filmów, w których byłaby główną bohaterką, mało opowiadało o jej życiu. Jednym z nich jest „Mater Dei" (1951) Emilia Cordero, którego scenariusz powstał na podstawie nowotestamentowych apokryfów. Rozpoczyna się od młodości Matki Bożej i kładzie nacisk na jej przymioty – tej, która wyjednuje dla ludzi łaskę u Boga. Z kolei w „Marii z Nazaretu" (1994) Jean Delannoy pokazał z perspektywy matki najważniejsze etapy życia i męki jej syna.
Włoski reżyser Guido Chiesa w filmie „Maryja, matka Jezusa" (w oryginale zatytułowanego skromniej „Jestem z tobą"), konsekwentnie odcinając się od wszelkich ciągot hagiograficznych, całkowicie uczłowieczył niezwykłą bohaterkę swego filmu (graną przez dwie aktorki-amatorki: Nadię Khlifi – młoda i Rabeb Srairi – dorosła).
Jesteśmy w Palestynie ponad 2 tysiące lat temu, w kraju pod panowaniem Rzymian i despotycznego żydowskiego króla Heroda. Młoda dziewczyna z pasterskiej rodziny poślubia wdowca z dwojgiem dzieci, Józefa z Nazaretu (Mustapha Benstiti). Wychowana przez rodziców w duchu miłości i wzajemnego szacunku, z trudem znosi patriarchalne stosunki panujące w nowym domu. Z natury pogodna i przychylnie nastawiona do świata młoda kobieta przeciwstawiająca się nadmiernemu karaniu dzieci nawet za błahe przewinienia czy sprzeciwiająca się obrzędowi obrzezania budzi zdziwienie w nowej rodzinie i naraża się na srogi gniew szwagra, pełniącego rolę głowy rodu. Za nim stoi wielowiekowa tradycja i wspierające go szacowne grono ortodoksyjnych mędrców (jednego z nich gra Jerzy Stuhr).
Maryja nie jest jednak zdeterminowaną buntowniczką z feministycznym odchyleniem. To kobieta inteligentna i sprytna, zdająca sobie sprawę, że z mędrcami może wygrać jedynie ich bronią – zapisanym w Biblii Słowem Bożym. I udowodnić im niekonsekwencję w jego interpretacji. Jej główny cel to ukształtowanie człowieczeństwa w dorastającym Jezusie.
Ten sugestywny portret matki i jej relacji z synem, wspieranej dyskretną obecnością Józefa, nakręcił Chiesa w przypominających Palestynę sprzed tysiącleci surowych plenerach tunezyjskiej prowincji, z udziałem miejscowych aktorów, w większości amatorów. Zagrali w swoim ojczystym języku wywodzącym się z hebrajskiego, aramejskiego i arabskiego.
Religia od dawna inspirowała malarstwo, rzeźbę, architekturę, literaturę i muzykę. Naturalne więc było, że po tematy religijne sięgnęli twórcy zaraz po narodzinach kina. Już w 1897 r. Louis Lumiere sfilmował w Czechach widowisko pasyjne ukazujące życie Jezusa od pokłonu trzech króli aż po zmartwychwstanie. Ówczesne środki techniczne służyły do celów czysto ilustracyjnych, np. aby przedstawić cuda i cudowność zdarzeń. Były to zazwyczaj żywe obrazy, konstruowane stosownie do wyobrażeń i gustów epoki.
Na zainteresowanie filmowców tematami religijnymi nie wpływały względy ideowe, duchowe czy artystyczne, ale komercyjne. W latach następnych tematyka się rozszerza, a zyski przestały być jedyną inspiracją. Ekranizowano więc wybrane fragmenty Starego i Nowego Testamentu, biografie świętych i błogosławionych, ludzi związanych z Kościołem, kapłanów, zakonników, filmowano powieści uznawane za dzieła pisane w duchu chrześcijańskim.
Od lat 70. XX wieku interpretacje tematów ewangelicznych stały się bardziej swobodne. I w tym nurcie należy umieścić najnowszy film Guido Chiesa. Wielką zaletą jego opowieści religijnej o narodzinach Chrystusa i życiu jego ziemskich rodziców są wspaniałe zdjęcia i oddanie realiów życia tamtego okresu.
Zwiastun filmu "Maryja, matka Jezusa"
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA