fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Krwawy koniec Ramadanu

Tuz Churmatu – wybuch samochodu zabił tu 10 osób
PAP/EPA
Zachodnie służby specjalne spodziewały się ataków na ambasady, a tymczasem terroryści związani z Al-Kaidą uderzyli w irackich cywilów.
Okazją do zorganizowania krwawej łaźni było święto Eid al-Fitr, kończące w sobotę obchodzony przez muzułmanów miesiąc ramadan. Choć Irak od miesięcy jest sceną licznych zamachów, których intensywność przypomina już najgorszy czas szyicko-sunnickiej wojny z 2006 r., to zorganizowana w weekend seria eksplozji samochodów-pułapek okazała się wyjątkowo tragiczna w skutkach.
Oprócz Bagdadu bomby wybuchły także w Kirkuku, Nasiriji, Karbali i Tuz Churmatu. Łącznie zginęło 90 osób, około 300 zostało rannych. Ostateczny bilans „weekendu horroru” może się okazać jeszcze tragiczniejszy, wielu ciężko rannych nadal bowiem walczy o życie.
Jak zwykle celem zamachów okazali się głównie cywile. Wypełnione ładunkami wybuchowymi samochody-pułapki wybuchały na zatłoczonych targowiskach i na ruchliwych ulicach. Najtragiczniejszy okazał się atak przeprowadzony przez kierowcę samobójcę w mieście Tuz Churmatu na północ od Bagdadu. Zamachowiec zabił tam 10 osób i ranił blisko 50. Jako że większość ataków była zapewne dziełem sunnickich rebeliantów, celem okazało się też święte miasto szyitów Karbala. Także w Kirkuku eksplozja zebrała krwawe żniwo tuż obok szyickiego meczetu.
Mimo iż amerykańskie służby specjalne spodziewały się pod koniec ramadanu prowokacji i zamachów przeciwko zachodnim przedstawicielstwom dyplomatycznym, to jednak do takich ataków nie doszło. Być może skuteczne okazały się środki podjęte po domniemanym podsłuchaniu rozmów przywódców ugrupowań islamistycznych, którzy z inspiracji Nasira Wuhajsziego, szefa Al-Kaidy Półwyspu Arabskiego, mieli podjąć decyzje o zaatakowaniu ambasad państw zaangażowanych w wojnę z terroryzmem. Po ewakuacji większości placówek i wzmocnieniu ochrony taka ich akcja okazałaby się bezcelowa.
Sprowokowanie serii zamachów w targanym wewnętrznym konfliktem Iraku okazało się znacznie prostsze, tym bardziej że od kwietnia sytuacja w tym kraju jest skrajnie napięta. Siły rządowe zdławiły wówczas protesty sunnitów w mieście Hawidża, zabijając kilkadziesiąt osób. Sunnici potraktowali to niemal jako akt wojny ze strony premiera Nuriego al Malikiego i po okresie względnego spokoju wznowili wojnę zamachów. Ich niezadowolenie wzmaga dodatkowo nieudolność rządu, który nie potrafi zapewnić takich podstawowych usług jak choćby regularne dostawy prądu, i oskarżenia sprawujących władzę polityków o korupcję.
Do destabilizacji przyczyniła się też lipcowa akcja, podczas której sunnickie komanda zaatakowały więzienia, w tym bagdadzkie Abu Ghraib, uwalniając kilkuset więźniów, w tym najgroźniejszych bojowników Al-Kaidy. Niemal natychmiast po ich uwolnieniu wzrosła liczba ataków na żołnierzy i aktów terroru, co sygnalizuje, że uwolnieni przyłączyli się do walki z władzami.
Bezpieczeństwa w kraju nie poprawia też sąsiedztwo z targaną wojną domową Syrią. Tamtejsi bojownicy, także należący do ugrupowań fundamentalistycznych, często traktują Irak jak zaplecze logistyczne, bez trudu przekraczając słabo kontrolowaną granicę. Werbują także Irakijczyków na wojnę i szerzą ideologię dżihadu.
Mimo iż siły amerykańskie opuściły Irak już półtora roku temu, to Waszyngton nadal wspiera bagdadzki rząd w walce z terrorystami. Jen Psaki, rzeczniczka Departamentu Stanu, w specjalnym oświadczeniu potępiła weekendową falę przemocy, informując, że rząd amerykański wyznaczył nagrodę w wysokości 10 mln dolarów za pomoc w ujęciu Abu Bakra al-Bagdadiego, szefa irackiego oddziału Al-Kaidy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA