fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Lech wygrał, ale odpadł

Podający piłkę Szymon Pawłowski (z prawej) z Lecha i atakujacy Egidijus Vaitkunas z Żalgirisu Wilno
PAP/serwis codzienny, Jakub Kaczmarczyk Jakub Kaczmarczyk
Wicemistrzowie Polski na kolanach. Wygrali 2:1 z Żalgirisem Wilno, ale pożegnali się z Europą już po trzeciej rundzie kwalifikacyjnej
To dramat dla poznańskiego klubu – przede wszystkim sportowy, ale także finansowy i wizerunkowy. Drużyna, która ponoć budowana jest według dokładnie napisanego planu, gdzie nic nie dzieje się przypadkowo, została wyeliminowana przez anonimowego wicemistrza Litwy. Wicemistrzowie Polski przypominali na boisku zbieraninę piłkarzy, których ktoś zmusił do gry w europejskich pucharach za karę.
Mecz zaczął się od kompromitacji poznańskich kibiców, którzy wywiesili obraźliwy transparent: „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem". Do poziomu trybun dostosowali się zawodnicy. Mieli szybko odrobić straty i zapomnieć o koszmarze sprzed tygodnia z Wilna, kiedy przegrali 0:1. Zamiast tego biegali bez pomysłu – byli wolniejsi od przeciwników, przegrywali większość pojedynków. Polski trener Żalgirisu Marek Zub przed meczem dawał Lechowi 30 procent szans na awans, co miejscowi odbierali, jako arogancję. Zub mówił też, że drużyna z Poznania ma problemy z wytrzymałością, a najgroźniejszym napastnikiem w drużynie Mariusza Rumaka jest Piotr Reiss, który przecież zakończył już karierę. Niestety dla polskiej piłki – Zub miał rację.
W przygotowaniach Lecha do sezonu popełniono spore błędy. Wielu zawodników ma problemy z kontuzjami, rekonwalescencja niektórych – jak Rafała Murawskiego – dziwnie się przedłuża. Piłkarzom Lecha być może czasami brakuje ambicji, ale problem zdaje się być poważniejszy. Może by i chcieli biegać więcej i szybciej, ale nie są w stanie. Lech w czwartej rundzie kwalifikacyjnej miał być drużyną rozstawioną, pieniądze za awans do fazy grupowej były ważną częścią w budżecie. Teraz zacznie się ponowne zaciskanie pasa.
Prowadzenie gościom dał Rytis Leliuga, który zanim strzelił gola, minął pięciu gospodarzy. Wtedy Lech do awansu potrzebował trzech goli, a że do 29 minuty, kiedy goście zdobyli bramkę, nie stwarzał zagrożenia, sytuacja wydawała się beznadziejna. Rumak bał się zaryzykować, Lech wyszedł na drugą połowę bez zmian. Nie minęło dziesięć minut, a trener zdecydował się wprowadzić dwóch nowych zawodników, ale nie zmienił taktyki, nie poświęcił żadnego obrońcy, żeby wzmocnić siłę ataku. Lech wygrał w Poznaniu fartownie – trzy minuty przed końcem gola strzelił Łukasz Teodorczyk, a w ostatniej minucie strzałem samobójczym Luka Perić ustalił wynik meczu na 2:1 dla gospodarzy. Lech chyba dopiero wtedy uwierzył, że jest w stanie jeszcze wywalczyć awans, ale trudno było go wspierać, pamiętając o beznadziejnych 180 minutach walki z Żalgirisem.
Jeszcze przed spotkaniem szefowie Lecha zapewnili, że niezależnie od wyników drużyny w Europie, trener Rumak zostanie na stanowisku. Przeciwników na trybunach ma jednak teraz znacznie więcej, niż zwolenników. Lech po trzech meczach w lidze ma trzy punkty, z Ligą Europejską już się pożegnał. To duże rozczarowanie, zacznie się szukanie winnych.
Lech Poznań - Żalgiris Wilno 2:1 (0:1)
Bramki: dla Lecha - Łukasz Teodorczyk (87), Luka Peric (90-samobójcza); dla Żalgirisu - Rytis Leliuga (29).
Żółte kartki: Łukasz Teodorczyk (Lech); Vaidotas Silenas, Paulius Janusauskas, Luka Peric, Georgas Freidgeimas (wszyscy Żalgiris).
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA