fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Jak w „Drogówce"

Marek Derlatka
archiwum prywatne
Przy zatrudnianiu w policji umiejętność rzutu piłką lekarską okazuje się ważniejsza od zbadania kręgosłupa moralnego kandydata – uważa adwokat.
Po serii głośnych wpadek policji, z których wystarczy wymienić postawienie zarzutów natury korupcyjnej 10 z 15 policjantów z „drogówki" z Łowicza oraz kompromitujące nagrania wyznaczania minimalnej liczby mandatów w toruńskiej komendzie policji czy kuriozalne przypadki wystawienia mandatu samemu sobie przez funkcjonariusza policji z Białogardu, nasuwa się pytanie o kondycję polskiej policji.
Czy bulwersujący film Wojciecha Smarzowskiego zatytułowany „Drogówka" kreuje zupełnie fikcyjny obraz stróżów prawa w Polsce? Oczywiście, prawem twórców filmu jest zniekształcanie rzeczywistości i przyciąganie widza żelaznymi pewnikami: przemocą i seksem. Jednak przerysowany obraz policji nie jest w 100 procentach zmyślony, może zawierać szczyptę prawdy.

Pogoń za statystyką

Powszechnie wiadomo, że miernikiem wydajności pracy zarówno policji, jak i innych służb, inspekcji i straży jest magiczna liczba wykrywalności stwierdzonych przypadków łamania prawa. Nigdzie nie dochodzi tak często do naruszania norm prawnych jak na drogach publicznych. Wprawdzie liczba śmiertelnych wypadków w Polsce maleje, jednak najwięcej wykroczeń wciąż popełniają kierowcy.
Pogoń za statystyką doprowadza zatem do opisanego wcześniej ustalania minimów mandatów, co jest zgodne z założeniami administracji rządowej, która przewiduje wpływy z mandatów na poziomie 1,5 miliarda złotych rocznie.
Szlachetnym celem ustawiania wszechobecnych fotoradarów oraz tradycyjnych kontroli policyjnych kierujących pojazdami jest poprawa bezpieczeństwa na drogach. Jednak fatalny stan dróg w połączeniu z radarami sprawia, że poruszanie się po polskich drogach staje się koszmarem. Za stan dróg nie odpowiada policja, ale jeżeli przełożeni w wulgarnym języku wyznaczają swoim podwładnym limity mandatów, to już co najmniej budzi zażenowanie. Pomijając fakt, że ten sam policjant może wystawić mandat za używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym, a ma problem z doborem słów, to zmuszanie podwładnych do kolekcjonowania mandatów wystawia fatalną ocenę pracy policji. Sytuacja ta dowodzi, że nie prewencja, zapobieganie czynom zabronionym, lecz praca na wskaźniki statystyczne jest priorytetem akurat toruńskiej komendy. Zarzuty korupcyjne postawione dwóm trzecim funkcjonariuszy „drogówki" z Łowicza są dowodem nie tylko nieodpowiedniego wynagradzania policjantów, ale też słabej selekcji przy ich zatrudnianiu, gdzie umiejętność rzutu piłką lekarską jest ważniejsza od zbadania kręgosłupa moralnego kandydata.
Być może ma to też związek ze zbyt łagodną polityką karną i wysokością kar za przestępstwa korupcyjne. Jeżeli człowiek miałby świadomość, że za jedną łapówkę zapłaci jej dziesięciokrotność, trzy razy zastanowiłby się nad jej przyjęciem. Nie trzeba od razu wsadzać łapówkarzy do więzienia, kara o charakterze finansowym jest o wiele bardziej dolegliwa niż kilkumiesięczny czy nawet kilkuletni pobyt za kratkami. Wyeliminowanie korupcji z życia publicznego jest niemożliwe, ale ograniczenie jej występowania jest jak najbardziej realne. Wystarczy, aby człowiek wiedział, że to mu się po prostu nie opłaca. Do tego zaś prowadzi matematyczne porównanie miesięcznego wynagrodzenia oraz grożącej kary grzywny. Ryzykowanie utraty wysokiego uposażenia oraz perspektywa zapłaty wielokrotności przyjętej łapówki czyniłoby jej przyjęcie nieopłacalnym.

Konieczne zmiany

Policja w Polsce jest niedoinwestowana – tak jak prawie wszystko: służba zdrowia, szkolnictwo, wymiar sprawiedliwości i tak dalej. To prawda powtarzana bez przerwy i powszechnie znana. Jednak lekarstwem na słaby stan policji (która od 15 lat nie potrafi wykryć zabójcy swojego byłego szefa) nie jest tylko przeznaczenie na jej utrzymanie większej kwoty z budżetu. Zresztą skąd ją wziąć, bo chyba nie z mandatów?
Konieczne są poważne zmiany. Można zaproponować na przykład konsolidację służb, inspekcji i straży. Zadania Straży Gminnej, Inspekcji Transportu Drogowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego z powodzeniem mogłaby wykonywać policja, która przecież kiedyś je wykonywała. Pieniądze na utrzymanie wyższych stanowisk w tych podmiotach trafiłyby do szeregowych policjantów, którzy rzadziej ryzykowaliby utratę dobrej pensji dla 50 złotych łapówki. Podniesienie progu kwalifikacji kradzieży jako już nie wykroczenia, ale przestępstwa, pozwoliłoby więcej spraw załatwiać w trybie mandatowym, a zatem zwiększenie uprawnień policji odciążyłoby również sądy, które szybciej mogłyby orzekać w poważniejszych i bardziej skomplikowanych sprawach.
Zmiany są konieczne także w systemie naboru kandydatów do pracy w policji oraz szkoleń funkcjonariuszy, tak aby większą wagę przywiązywać do lepszej selekcji pod kątem predyspozycji o charakterze psychologicznym, a nie wyłącznie fizycznym. Nie jest też prawdą, że likwidacja przywilejów emerytalnych zniechęci do pracy w policji. Jeżeli jej funkcjonariusz będzie pracował w godnych warunkach, sam nie będzie zainteresowany szybkim przejściem na emeryturę, a dla sześćdziesięciolatków są też inne zajęcia niż tylko ściganie bandytów.
To tylko część zmian, które są potrzebne, aby filmowa „Drogówka" pozostała jedynie artystycznym, fikcyjnym obrazem polskiej policji.
Autor jest adwokatem, wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA