fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Z Krakowa na Dach Świata - Tybet 2013

Wyprawa Tybet 2013. Stare i nowe

Kiedyś
DISCOVER 4X4
3 sierpnia 2013, Old Tingri
stan licznika: 10 034 km
Kilometry nawijamy coraz wolniej. Dziennie posuwamy się o plus-minus 250-300 kilometrów. Nie tylko dlatego, że ciągle się wspinamy lub zjeżdżamy. Po prostu często robimy postoje. Albo by coś tam do jedzenia uwarzyć. Albo znaleźć stację benzynową (niemal niewykonalne) lub sklep. Albo by powalczyć o wymianę waluty (równie trudne). Albo by wreszcie się na tutejsze odmienności pogapić.
Kiedyś w kotlinach górskich były nieregularnie rozrzucone domy z zagrodami. Współczesna polityka „wyrównywania szans" propagowana przez władze chińskie polega na budowaniu minimalnie nowocześniejszych domków w rzędach ulicówek. Tybetańczykom chyba się to nie do końca podoba, bo wiele nowych zagród jest pustych. Niektóre z kolei zasiedlone będą zimą, gdy pasterze wrócą z wypasu.
Wszystkie stare domy (i parterowe i bogatsze piętrowe) mają starannie rzeźbione i malowane odrzwia, okiennice i krawędzie dachu. Ten ostatni uzupełniony jest na krawędziach „krenelażem" ułożonym z kostek lub plastrów suszonego nawozu bydlęcego (na opał) lub w zamożniejszych domach drewnem i chrustem. W narożnikach dachów stroszą się „wiechy" o religijnym przeznaczeniu, a całość uzupełniona jest flagami modlitewnymi. Często ukoronowaniem domostwa lub wejściowej bramy jest... czerwona chińska flaga z sierpem i młotem. Na podwórkach stoją kopcowe dymniki, w których żarzy się jałowiec, okadzając gospodarstwo i odstraszając złe moce.
Wszystkich nie odstrasza, w miasteczkach główne uliczki przejmowane są przez imigrantów z Chin właściwych. Domy budują większe, w europejskim stylu, a ich przestronne partery przeznaczone na biznesy handlowe lub usługowe nie pozostawiają wątpliwości. Wkrótce „połkną" małe sklepiki i warsztaty Tybetańczyków. Zdarza się też, że Chińczykom Han nie chce się wciskać w uliczki domków i lepianek, ale np. kilometr dalej budują nową dzielnicę lub wręcz miasteczko, które szybko przejmuje rolę centrum. Zostaje tylko stara nazwa, uzupełniona angielskim przedrostkiem „New". Tybetańczykom przykleja się wzgardliwe „Old". Czy „Old" nabierze kiedyś wartości zabytkowej, czas pokaże. Ale biorąc pod uwagę dynamikę chińskiej gospodarki, zabytki też zostaną zbudowane od nowa.
Nie tylko my się na „tubylcze" obrazki gapimy, ale i gapią się wszyscy na nas. Fotografują komórkami nas i nasze pojazdy, dotykają... Wygląda na to, że jesteśmy nie lada atrakcją. Bywa to szczególnie uciążliwe dla naszych beniaminków. Dotknięcie blond dziecka przynosi chyba tutejszym kobietom szczęście, albo ma inne magiczne znaczenie.
Aaa... byłbym zapomniał! Dziś przekroczyliśmy Brahmaputrę, świętą rzekę Hindusów, która tutaj bierze swój początek, okrąża Himalaje od wschodu, by skierować się w stronę Gangesu i Oceanu Indyjskiego. Śpimy w hostelu przeznaczonym dla trekingowców himalajskich. Nie ma ani jednego, bo hostel podły, brudny, ale z oryginalną tybetańską kuchnią. Oryginalność polega na tym, że można w kuchni popatrzeć... jak to się robi. No i apetyt automatycznie mija bezpowrotnie...
Szczegóły na www.rp.pl/Tybet2013 oraz na stronie www.discover4x4.com.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA