fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Weening, czyli lekcja gry na czas

Pieter Weening – koniec wieńczy dzieło
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Cicho jechał, najdalej zajechał: Holender Pieter Weening wygrał Tour de Pologne. Poobijany Rafał Majka był czwarty.
Nie był ani razu na podium etapu, nie rzucał się w oczy podczas ucieczek, w klasyfikacji generalnej też aż do mety był poza czołową trójką, nie wkładał żadnej z koszulek dla liderów dodatkowych klasyfikacji. Na scenę wyszedł dopiero w finałową sobotę w Krakowie. A zaczynał dzień na piątym miejscu.
Za metą finałowej jazdy na czas opowiadał z twardym fryzyjskim akcentem, że nie myślał na trasie o stratach i przewagach, chciał po prostu dojechać jak najszybciej. To jego pierwsze zwycięstwo w wyścigu WorldTour.
Osiem lat po tym, jak wybierano go na kolarza roku w Holandii: za etapowe zwycięstwo w Tour de France, do dziś ostatnie holenderskie. Jest też Weening ostatnim Holendrem, który wkładał różową koszulkę lidera Giro d’Italia, w 2011 roku.
We wspomnianym 2005 roku przyjechał też na Tour de Pologne i był drugi, przegrywając ledwie o 5 sekund z Luksemburczykiem Kimem Kirchenem. Teraz jechał tak, by na każdym etapie jak najmniej stracić, puszczał przodem kolejnych kandydatów na bohaterów.
Rafała Majkę, który był liderem przez trzy etapy. Hiszpana Jona Izaguirre, który zabrał Majce żółtą koszulkę, gdy wyścig wjechał w Tatry. Francuza Christophe’a Riblona, który wygrał najważniejszą wspinaczkę włoskiej części Tour de Pologne, na Passo Pordoi, a na przedostatnim etapie został liderem po wspólnej ucieczce z Darwinem Atapumą. Wreszcie: Bradleya Wigginsa i Fabiana Cancellarę, największe gwiazdy jubileuszowego 70. wyścigu.

Kraksa Majki

Obaj w sobotniej finałowej jeździe na czas z Wieliczki do Krakowa w końcu, zgodnie z oczekiwaniami, byli na pierwszym planie. Wiggins, zagubiony od początku sezonu, szukający formy sprzed roku – i ówczesnej wagi chyba też – w Krakowie pojechał jak mistrz. Drugiego Cancellarę wyprzedził na 37-kilometrowej czasówce o 56 sekund. Trzeciego Taylora Phinneya o kolejne 18.
Wiggins w Polsce był szeregowym pracownikiem grupy Sky, a nie liderem, i w klasyfikacji generalnej ostatecznie znalazł się na 48. miejscu. Jazdę na czas, do której kolarze startowali w odwróconej kolejności, zdążył skończyć, zanim najlepsi w wyścigu ruszyli. Było jasne, że etapowego zwycięstwa nikt mu już nie zabierze, i zaczęła się zabawa w liczenie sekund.
Po sześciu dniach ścigania, przejeździe przez Dolomity i Tatry, wspinaczkach pod góry, jakich wcześniej w Tour de Pologne nie było, różnica między liderem a dziesiątym kolarzem wyścigu wynosiła ledwie 41 sekund.
Nawet piątkowy etap do Bukowiny, choć wymieszał kolejność w czołówce i właściwie pogrzebał szansę na polskie zwycięstwo w wyścigu – Rafał Majka przewrócił się na ostatnich kilometrach, nie mógł doskoczyć do ucieczki Riblona i Atapumy, spadł na trzecie miejsce – nie porwał peletonu tak, żeby straty były nie do odrobienia w sobotę. Choć nie dla Majki, bo on jest znacznie lepszy na górskich etapach niż w jeździe na czas. Ale dla Weeninga, tracącego ledwie 27 sekund, jak najbardziej.
Do wygrania całego wyścigu wystarczyło mu szóste miejsce w czasówce. Już na półmetku był z przodu, Riblon nie wytrzymał tempa i z pierwszego spadł na trzecie miejsce. Drugi był Izaguirre, ze stratą 13 sekund do Weeninga.

Braterstwo krwi

Zmęczony Majka, z opatrunkiem na kolanie – rana po sobotnim upadku była tak głęboka i bolesna, że miał problemy, by przespać ostatnią noc wyścigu – nie obronił trzeciego miejsca.
Nie potrafił się cieszyć czwartym, ale zapowiedział, że jeszcze tu wróci, po wygraną. Jak Weening. Holender między etapowym zwycięstwem w Tour de France a sukcesem w Polsce właściwie tylko raz przez te osiem lat wyskoczył na wielką scenę: gdy dwa lata temu wygrał etap i został liderem Giro. W tym roku też jechał dookoła Włoch, potem odpoczywał, patrzył z daleka, jak jego australijska grupa Orica GreenEdge robi raban w Tour de France: najpierw blokując swoim autobusem metę, potem zabierając na cztery dni żółtą koszulkę, dla Simona Gerransa i Daryla Impeya.
Wcześniej Weening przez siedem lat jeździł w grupie Rabobank, już nieistniejącej, rozwiązanej po raporcie USADA w sprawie Lance’a Armstronga. Bank ogłosił, że stracił wiarę w czyste kolarstwo i wycofuje się ze sponsorowania.
W następnych miesiącach zdemaskowano najpierw doktora Geerta Leindersa, byłego lekarza Rabobanku, a ostatnio grupy Sky, któremu może grozić w Belgii proces za doping. Potem – cały system dopingowy Rabo, w wydanej w Holandii książce „Bloedbroeders” (czyli „Braterstwo krwi”).
Weening, wplątywany przed laty w aferę Humanplasma – wiedeńskiego banku krwi, którego miał być klientem, jak wielu kolarzy – ale bez dalszego ciągu, przeniósł się do Oriki na rok przed wybuchem skandalu. Inni grają tam główne role, on patrzy na to z boku. To się nazywa wyczucie czasu.
Końcowa klasyfikacja 70. Tour de Pologne:
1. P. Weening (Holandia/Orica) 31:58.07; 2. J. Izagirre (Hiszpania/Euskaltel) strata 13 s; 3. Ch. Riblon (Francja/AG2R) 16 4. R. Majka (Polska/Saxo-Tinkoff) 26; 5. S. Henao (Kolumbia/Team Sky) 51; 6. E. Capecchi (Włochy/Movistar) ten sam czas; 7. D. Pozzovivo (Włochy/AG2R) 1.14; 8. I. Basso (Włochy/Cannondale) 1.38 9. T. Kangert (Estonia/Astana) 2.35; 10. Ch. Sorensen (Dania/Saxo-Tinkoff) 2.50
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA