fbTrack

Publicystyka

Patriotyzm to nie faszyzm. Pisze Irena Lasota

Irena Lasota
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
To nie szowinizm, faszyzm ani ksenofobia doprowadziły do odrodzenia niepodległości w krajach bałtyckich czy na Kaukazie, lecz pozytywny nacjonalizm, czyli patriotyzm. I to w niezrozumieniu tego zjawiska przejawia się marksistowsko-komunistyczne myślenie Michnika – podkreśla publicystka „Rz”.
Posłuchałam właśnie na Facebooku niedawnego wystąpienia Adama Michnika w jakimś klubie w Łodzi. Przez pierwszych kilkanaście minut niewielka grupka ludzi, siedząca w tylnych rzędach, skandowała hasła, z których usłyszałam kilka: „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” i „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” – stare hasła, które odnosiły się najprawdopodobniej do przyjaciół i protegowanych Adama Michnika, takich jak Jaruzelski czy Kiszczak. „Przeproś za brata” – to hasło było moim zdaniem chybione (Michnik zresztą od razu i lekceważąco powiedział: „przepraszam, już zresztą przeprosiłem”), gdyż naczelny „Gazety Wyborczej” nigdy brata nie bronił. W odróżnieniu od innych swoich protegowanych takich jak Lesław Maleszka czy wyżej wymienieni generałowie.

Sposób „komandosów”

Uważam, że wykrzykiwanie choćby najsłuszniejszych haseł na salach wykładowych jest bez sensu i mimo że staje się wydarzeniem medialnym, powoduje raczej gniew i irytację wśród osób, które wykrzykujący starają się przekonać do swoich racji. Myślę, że lepiej jest pikietować salę wykładową, trzymając w rękach mądre plakaty, i rozdawać dobrze przygotowane ulotki. I dobrze jest też przygotować się do wykładu, zasiąść na sali i zadawać celne pytania. Prowadzący zebranie oraz Michnik zaczęli od krytykowania krzyczących. Padały zgodne słowa: faszyści, nacjonalizm, karbunkuły, faszyzm, trucizna, żołnierze wyklęci...
Tak zwani komandosi, do których w latach 1966–1968 należeli i Adam Michnik, i autorka tego tekstu, właśnie tym wyprowadzali z równowagi partyjnych lektorów i zjednywali sympatyków w czasie dyskusji uniwersyteckich. Znaliśmy temat i nie tylko rozdzielaliśmy między sobą pytania, ale rozsiadaliśmy się strategicznie w różnych częściach sali. Tym samym sposobem zresztą w 2000 roku, na Pierwszym Światowym Zjeździe Wspólnoty Demokracji (kolejna ogromnie kosztowna międzynarodowa bzdura) w Warszawie, udało się zakłócić obrady i choć trochę przyhamować zaliczenie Rosji do tejże wspólnoty. Związani z IDEE uczestnicy z kilkunastu krajów stali w kolejce do każdego mikrofonu i gdy jednemu odbierano głos, następny podchodził i mówił: „W związku z ludobójczą wojną, którą Rosja prowadzi przeciwko Czeczenii, uważam, że...” Ale jedno hasło (chyba ostatnie, po którym protestujących wyproszono z sali) zabrzmiało wówczas, gdy głos zabrał Michnik, i było odpowiedzią na jego słowa. Było celne: „Patriotyzm to nie faszyzm”.

Bezinteresowne credo

Prowadzący zebranie oraz Michnik zaczęli od krytykowania krzyczących. Padały zgodne słowa: faszyści, nacjonalizm, karbunkuły, faszyzm, trucizna, żołnierze wyklęci... Przez następną godzinę szef „Wyborczej” wygłaszał swoje credo: jaskiniowy antykomunizm w Sejmie IV RP, demokracja kanibali, Węgry, czyli pełzający zamach stanu, dziki nacjonalizm, te krzyki pod adresem prezydenta i premiera, destrukcja państwa, pochodnie to pogańskie zwyczaje, lustracja to szukanie haka na przeciwnika, odrzućmy grzech, ale grzesznikowi dajmy szansę, rasizm, ksenofobia, Radio Maryja, zdemontowaliśmy komunizm bez szubienic, bez antykomunizmu, zaciskałem zęby, żeby nie mścić się na Kiszczaku, czystki antykomunistyczne byłyby antypaństwowe, nasi postkomuniści przystosowali się do demokracji, Jaruzelski w stu procentach lojalny, Kaczyński, Macierewicz – fuj, ale Niesiołowski swoje zrozumiał; po co krytykować Nowaka, Kopacz, Gronkiewicz-Waltz, to nie są ważne tematy... Wyznał też Michnik, że wszystko, co robił w opozycji, było bezinteresowne, dziś nie chodzi na żadne rocznice, nie celebruje swojego męstwa, nie chce odszkodowań finansowych ani żadnych nagród. Zapomniał pewnie o skandalu, jaki wywołali jego przyjaciele, gdy prezydent Lech Kaczyński nie nadał mu Orderu Orła Białego w 30. rocznicę wydarzeń marcowych, i że przyjął to odznaczenie w listopadzie 2010 roku, w wyniku czego zresztą rozpadła się dotychczasowa kapituła Orła Białego. Michnik wyznał również (ciekawe, że jedni ludzie po prostu mówią, a inni muszą zawsze coś wyznawać), że zaraz po upadku komunizmu w 1989 roku doznał olśnienia, patrzył na Kaukaz, rumuńsko-węgierskie konflikty, Słowaków śpiewających nacjonalistyczne pieśni, wojny w Jugosławii i doszedł do jakże ważnego wniosku – ostatnim stadium komunizmu jest etniczny szowinizm. Dlatego należało się dogadać z komunistami.

Popis ignorancji

Tu Michnik popisał się ignorancją i powierzchownymi sądami na temat zjawisk, które zachodziły w świecie komunistycznym od 1988 roku. Otóż to przede wszystkim właśnie komuniści podsycali wszędzie bez wyjątku konflikty etniczne i narodowościowe, manipulowali nimi i wykorzystywali je w celu utrzymania władzy. Gdy komunizm zaczął słabnąć, wtedy konflikty te wypłynęły na powierzchnię. Ale to nie szowinizm, faszyzm ani ksenofobia doprowadziły do odrodzenia niepodległości w krajach bałtyckich czy na Kaukazie, lecz pozytywny nacjonalizm, czyli patriotyzm. I to w niezrozumieniu tego zjawiska przejawia się marksistowsko-komunistyczne myślenie Michnika. Ta błędna przesłanka nie pozwala mu zrozumieć, że „patriotyzm to nie faszyzm”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL