fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Zmiany w OFE to manewr, żeby się mocniej zadłużać

Mirosław Gronicki od lipca 2004 do końca października 2005 sprawował urząd ministra finansów w rządzie Marka Belki
Rzeczpospolita, Marcin Łobaczewski MŁ Marcin Łobaczewski
Rozmowa z Mirosławem Gronickim, byłym ministrem finansów
Rz: Rząd nazywa swoją propozycję zmian w OFE „ulepszeniem systemu emerytalnego". Czy rzeczywiście to jest krok w dobrą stronę?
Mirosław Gronicki: Propozycje przedstawione przez rząd,  w każdym z wariantów, zmierzają do kompletnej likwidacji OFE. Przy czym pierwszy z proponowanych wariantów najwyraźniej może się okazać niezgodny z konstytucją, więc mówię tu o pozostałych dwóch. Na Węgrzech system zlikwidowano w ciągu 2–3 tygodni. U nas potrwa to 3–6 miesięcy. To, co robi Jacek Rostowski, ma na celu jedno – uzyskanie pewnej swobody manewru w finansach publicznych. Teraz możemy się jeszcze mocniej zadłużyć, byleby jakoś przetrwać do wyborów.
Przecież teoretycznie Polacy mogą wybrać OFE.
To jest wymuszony wybór, nie rzeczywisty. Polacy otrzymają trzy miesiące na deklaracje, w którym systemie chcą być. Na Słowacji, gdzie zaufanie do systemu funduszy emerytalnych jest znacznie większe niż w Polsce, tylko 5–10 proc. osób wybrało odpowiednik naszego ZUS. Jeśli u nas stanie się odwrotnie, a ustawa wejdzie w życie w styczniu, to w maju znakomita większość środków z OFE trafi do ZUS. Minister Jacek Rostowski uważa, że to najlepsze rozwiązanie dla finansów publicznych.
Problemem finansów publicznych nie jest OFE, tylko pierwszy filar, który wymaga dofinansowania przez podatników kwotą 70 mld zł. Te 11 mld zł, które ZUS dostanie z OFE, nie rozwiąże problemów systemu ubezpieczeń społecznych. Problemem jest cały system emerytalny, OFE są jego elementem, ale nie są sednem tego problemu. A cała manipulacja, którą przeprowadził Jacek Rostowski, miała na celu pokazanie OFE i pieniędzy na nie wydawanych jako głównej przyczyny wysokiego długu publicznego i obciążeń przyszłych emerytów. A zaproponowane przez rząd rozwiązanie nie ma nic wspólnego z dobrem przyszłych emerytów.
Rząd twierdzi, że ZUS jest bardziej efektywny i bezpieczny niż OFE w zarządzaniu emeryturami. Nie jest tak?
Rostowski posługuje się statystykami, które pokazują, że waloryzacja ZUS w ostatnich latach wyniosła 6,8 proc. Pamiętajmy, że w tym roku nasza gospodarka mocno spowolniła, więc jeśli weźmiemy średnią dynamikę wzrostu z lat 2009–2013, to waloryzacja ZUS wyniesie 4,9 proc. Jest też pytanie, czy ta obietnica Jacka Rostowskiego, że emerytura każdego, kto przejdzie do ZUS, wzrośnie co roku o tyle, ile rosła gospodarka w ostatnich 5 latach, zostanie utrzymana w przyszłości. Rzadko mi się to zdarza, ale tu zgadzam się z Leszkiem Balcerowiczem, który przy okazji zmian w waloryzacji składek do ZUS mówił, że politycy są dobrymi Mikołajami, którzy przynoszą prezenty. A skoro Rostowski pokazał już, że przewiduje wzrost deficytu w pierwszym filarze, to czy taka waloryzacja będzie do utrzymania? Pamiętajmy, że w ciągu ostatnich 13 lat sposób waloryzacji rent i emerytur zmieniał się chyba cztery razy. To są decyzje polityczne.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA