fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Lekarze: brakuje ludzi do obsługi respiratorów, przeżyją najsilniejsi pacjenci

Szpital covidowy
AFP
Lekarze coraz częściej muszą wybierać, kogo podłączyć do respiratora. – Wybieramy tych, którzy rokują wyleczenie – mówią. Brakuje też personelu do obsługi urządzeń.

Lawinowo przybywa chorych z ciężką postacią Covid-19, którzy wymagają leczenia na stanowisku intensywnej terapii. W niektórych miejscach medycy muszą wybierać, kogo podłączyć do respiratora.

– Musimy zawężać kryteria. Osoby nierokujące: starsze, obciążone innymi chorobami, które przed pandemią podłączylibyśmy do respiratora, dziś zostawiamy na zwykłym oddziale, zachowując miejsce dla tych, którzy mają większe szanse na przeżycie – mówi anestezjolog z oddziału covidowego w Krakowie. Powód? – Zbyt mała liczba personelu. Co z tego, że kogoś podłączymy do urządzenia, jeśli nie będzie komu się nim zająć.

Czytaj też:

Covidowa papierologia przeszkadza leczyć

Tomasz Pietryga: Zaklęcia nie pomogą

Podobne obserwacje ma rezydent od kilku miesięcy dyżurujący na covidowym oddziale zakaźnym w Łodzi.

– Specjaliści mówią, że obsługa respiratora jest prosta, ale ja mogę tylko stać i słuchać piszczącej maszyny. Kończy się tym, że dzwonię po anestezjologa pracującego w innym budynku. Zanim przebierze się w kombinezon i do nas dobiegnie, mija kilkanaście minut. Przez ten czas pacjentowi zdąży się pogorszyć, a kilka razy zdarzyło się, że zmarł, zanim doczekał się interwencji – mówi rezydent.

Dr Konstanty Szułdrzyński ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie już latem ostrzegał, że problemem jest nie liczba respiratorów, lecz wykwalifikowany personel do ich obsługi. – Podłączenie do urządzenia nie jest problemem, choć wymaga specjalisty. Trzeba pamiętać, że pacjent pod respiratorem wymaga profesjonalnej opieki, którą zapewni tylko przeszkolony zespół. A z tym w Polsce jest problem. Europejskie Towarzystwo Intensywnej Terapii zaoferowało placówkom przeszkolenie załogi. Zgłosił się tylko jeden polski szpital – ubolewa dr Szułdrzyński.

Choć rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz zapewnia, że respiratorów jest pod dostatkiem, a dyrektorzy placówek mogą zgłaszać zapotrzebowanie na nie do wojewodów, w wielu szpitalach zaczyna brakować wolnych urządzeń. – Intensywnie używana aparatura też się psuje, a dyrekcja nie zawsze zdąży zamówić nową – twierdzą lekarze.

– Działamy na granicy wydolności. W Małopolsce są pojedyncze wolne miejsca, ale sytuacja jest dynamiczna – ostrzega dr Piotr Watoła z OZZL.

Decyzję, kogo podłączyć do respiratora, a kogo pozostawić na oddziale, trzykrotnie musiał podejmować prof. Krzysztof Simon, ordynator oddziału zakaźnego w szpitalu przy Koszarowej we Wrocławiu, który mówił o tym w wywiadzie dla Radia Eska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA