fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Rak jelita grubego: Wielu śmierci można by uniknąć

Liczba osób chorych na raka jelita grubego rośnie, a choroba coraz częściej dotyczy również ludzi młodych.
Adobe Stock
Sytuacja chorych na raka jelita grubego jest w Polsce dramatyczna – codziennie z jego powodu umierają średnio 33 osoby. Dlaczego liczba zgonów jest aż tak duża? Nowotwór wykrywany jest późno, a pacjenci w zaawansowanym stadium choroby nie mogą u nas liczyć na refundację nowoczesnych leków w III i kolejnych liniach leczenia – alarmują lekarze i pacjenci.

W Polsce mamy jeden z najwyższych wzrostów zachorowań na raka jelita grubego w całej Europie. Rocznie zapada na niego 18 tys. chorych, z czego 11 tys. umiera – średnio aż 33 osoby dziennie. Co gorsza, według najnowszych danych problem będzie narastał – szacuje się, że w 2025 r. zachoruje ponad 24 100 osób - ok. 15 000 mężczyzn i 9 100 kobiet.

Rak jelita grubego jest drugim co do częstości powodem zgonów z przyczyn onkologicznych w Europie. W Polsce rocznie umiera aż 63 procent pacjentów, podczas gdy w innych krajach ok. 40 proc. Wyniki leczenia są u nas nadal gorsze od wyników w krajach takich jak m.in. Turcja, Czechy, Łotwa, Litwa czy Estonia. Biorąc pod uwagę kryterium pięcioletniego przeżycia, plasujemy się na przedostatnim miejscu w Europie, a wskaźniki te są u nas aż o 10 punktów procentowych niższe niż np. we Francji czy Niemczech. Zdaniem ekspertów wcześniejsze rozpoznawanie raka oraz zapewnienie chorym nowoczesnego leczenia, zgodnego ze standardami europejskimi, mogłoby zmienić przygnębiające statystyki.

Niedoceniana kolonoskopia

Rak jelita grubego, podobnie jak wiele innych nowotworów, przez wiele miesięcy, a nawet lat może rozwijać się bezobjawowo. Gdy pojawiają się dolegliwości i trafiamy do lekarza – zwykle mamy już do czynienia z zaawansowanym stadium raka. Dlatego zdaniem specjalistów tak ważne są regularne badania, przede wszystkim kolonoskopowe.

- Rola badań przesiewowych jest kluczowa. Niestety, nie są one w naszym kraju wykorzystywane w dostatecznym stopniu. Dzięki kolonoskopii można nie tylko wykryć raka, ale też zmiany, które poprzedzają rozwój nowotworu. Chodzi o gruczolaki, które można zaobserwować w czasie badania kolonoskopowego i je usunąć. Na każdy tysiąc wykonanych kolonoskopii, u około 30 osób można nie dopuścić do rozwoju raka, wycinając gruczolaki – przekonuje prof. dr hab. n. med. Marek Wojtukiewicz, kierownik Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, ordynator Oddziału Onkologii Klinicznej w Białostockim Centrum Onkologii. I dodaje, że nawet jeśli zmiana w polipie okaże się rakiem w bardzo wczesnym stadium, można ją w trakcie kolonoskopii wyciąć, unikając tym samym zabiegu operacyjnego.

Specjaliści podkreślają, że późna rozpoznawalność raka jelita grubego jest głównym powodem złego rokowania u chorych.

- Jeżeli nowotwór jest wykryty w stadium zerowym, wówczas 5-letnie przeżycie wynosi aż 100 proc., jeśli w I stadium – od 85 proc. do 100 proc. w II – od 50 do 80 proc., zaś w stadium najbardziej zaawansowanym tj. IV,  mniej niż 5 proc. chorych przeżywa 5 lat – przyznaje prof. Wojtukiewicz. Niestety, jak zaznacza, w Polsce nawet w 60 proc. przypadków raka jelita grubego diagnozuje się w zaawansowanym stadium rozwoju, tj. III lub IV, z czego aż u ok. 30 procent pacjentów w stadium IV, kiedy obecne są już przerzuty odległe. Tacy pacjenci są w najgorszej sytuacji. Nie tylko z powodu samego zaawansowania choroby, ale też w wyniku braku dostępu do wszystkich opcji terapeutycznych, z których mogą skorzystać chorzy w innych krajach Unii Europejskiej.

Wąskie granice leczenia

Podstawową formą leczenia nowotworu, który nie dał jeszcze przerzutów, jest chirurgiczne wycięcie zmiany, a następnie jeśli to niezbędne - farmakoterapia. Z kolei w przypadku choroby zaawansowanej (z obecnością przerzutów odległych) stosuje się farmakoterapię sekwencyjną. Sekwencyjność polega na tym, że po zakończeniu leczenia określonym programem chemioterapii czy leczenia ukierunkowanego na cele molekularne, w przypadku progresji choroby lub braku efektu terapeutycznego danego rodzaju farmakoterapii, przechodzi się do kolejnej linii leczenia, gdzie stosuje się leki o innym mechanizmie działania.

Od połowy 2017 roku chorzy na zaawansowanego raka jelita grubego w Polsce mają już możliwość skorzystania z nowoczesnych leków w I i II linii leczenia, w zależności od molekularnych cech nowotworu. Niestety, wciąż ogromnym problemem jest brak dostępu do terapii w III i IV linii leczenia, co byłoby szansą na przedłużenie życia chorym w zaawansowanym stadium choroby.

Według wytycznych światowych i europejskich towarzystw naukowych, po wykorzystaniu  dostępnych terapii w I i II linii leczenia, w kolejnych liniach należy włączyć triflurydynę/tipiracyl, co pozwala na wydłużenie życia pacjentów przy dobrej tolerancji i stosunkowo niewielkich działaniach niepożądanych takiej terapii.

Lek ten jest refundowany w 24 krajach UE. Ma on udowodnioną klinicznie skuteczność - bezpośrednio atakuje DNA komórek nowotworowych, hamując wzrost guza i opóźniając postęp choroby. Co ważne dla pacjentów, lek podaje się w tabletkach, a terapia nie wymaga hospitalizacji.

–  Z powodu późnego rozpoznawania raka jelita grubego, grupa chorych potrzebujących kolejnych linii leczenia wynosi ok. 20-40 proc. chorych. Trzeba bowiem pamiętać, że u części pacjentów, u których nowotwór rozpoznany był w stadium I, II czy III, po pewnym czasie choroba ulega progresji i pojawiają się przerzuty odległe. Wówczas nowe leki są dla tych chorych jedyną szansą. Wielu chorych pozostaje w dobrym stanie ogólnym, dzięki leczeniu mogliby nawet kontynuować pracę zawodową – tłumaczy prof. Wojtukiewicz.  

 

Apele bez odzewu

W Polsce tylko rak jajnika jest leczony zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, co oznacza, że pacjentki mają dostęp do nowoczesnych terapii i podobne szanse na leczenia jak pacjentki w innych krajach UE. W przypadku raka jelita grubego, przedstawiciele organizacji pacjenckich apelują od dwóch lat o refundację leków w III i IV linii leczenia. Piszą petycje do ministra zdrowia, spotykają się z decydentami – jak na razie bezskutecznie.

Według szacunków koszt refundacji leczenia, o które walczą, wyniósłby w pierwszym roku ok. 7 mln złotych, a jego beneficjentami byłoby ok. 500 pacjentów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA