fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Wzrost wynagrodzeń ma przyspieszyć do ponad 6 proc.

Adobe Stock
Przeciętna płaca w gospodarce w 2022 r. może przekroczyć 5,8 tys. zł – wynika z rządowych prognoz. Płaca minimalna zapewne wynosić będzie co najmniej 3 tys. zł, ale eksperci postulują reformę jej ustalania.

Po pandemicznym załamaniu polska gospodarka ma wrócić na ścieżkę dosyć szybkiego rozwoju. W przyjętych we wtorek założeniach do budżetu państwa na 2022 r. rząd oczekuje, że PKB w tym roku wzrośnie o realnie 3,8 proc. (wobec 2,7 proc. spadku w 2020 r.), w 2022 r. – o 4,3 proc. Inflacja w tym roku ma spaść do 3,1 proc. (wobec 3,7 proc. w 2020 r.), a w przyszłym – do 2,8 proc.

Konserwatywne oceny

– Naszym priorytetem jest szybki rozwój polskiej gospodarki i sukcesywny wzrost PKB. W najbliższym czasie ważne będzie dalsze wzmocnienie inwestycji, przy jednoczesnym utrzymaniu dobrego stanu finansów publicznych – podkreślał we wtorek minister finansów Tadeusz Kościński.

Od stanu gospodarki zależą bowiem dochody i możliwości wydatkowe budżetu państwa. Resort finansów nie podaje jednak na razie, jak sobie wyobraża te podstawowe wielkości ani jak na kondycję finansów publicznych wpłynie realizacja Polskiego Ładu.

– Prognozy makroekonomiczne są dosyć konserwatywne – ocenia z kolei Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Bank prognozuje, że PKB w 2021 r. wzrośnie o 5,4 proc., a w 2022 r. o 5 proc., zaś inflacja wynosić będzie odpowiednio 4,4 i 3,6 proc. Z kolei według szacunków Banku Pekao SA tempo rozwoju gospodarki może sięgnąć 5,5 proc. w 2021 r. i 5,6 proc. w 2020 r., a inflacja odpowiednio – 4 proc. i 3,8 proc.

Budżetówka bez podwyżek

– Zarówno wyższe tempo rozwoju gospodarczego, jak i wzrost cen są korzystne dla budżetu, a ostrożność w ich prognozowaniu może wskazywać, że resort finansów przygotowuje nas do wyższego deficytu. Tak naprawdę więcej na temat kondycji finansów państwa dowiemy się jednak dopiero jesienią, gdy m.in. znane będą ustawy towarzyszące reformie podatkowej – ocenia Benecki.

Całkiem nieźle, z punktu widzenia budżetu, ale też i „zwykłych" Polaków, może wyglądać sytuacja na rynku pracy. Jak prognozuje rząd, stopa bezrobocia spadnie do 5,8 proc. na koniec 2022 r., liczba pracujących pozostanie stabilna, a dynamika płac ma wrócić do poziomów bliskich sytuacji sprzed pandemii.

I tak w tym roku przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej ma wrosnąć o 6,2 proc., do prawie 5,5 tys. zł na miesiąc brutto, a w 2022 r. – o kolejne 6,4 proc. – do nieco ponad 5,8 tys. zł na miesiąc.

Takie wzrosty prawdopodobnie ominą jednak sferę budżetową. Jak zapowiada rząd, wskaźnik waloryzacji wynagrodzeń w tej części gospodarki ma wynosić zero procent, co oznacza, że nie będzie automatycznych podwyżek dla wszystkich.

Płacowe minimum

– Polski rynek pracy staje się coraz bardziej napięty i takie wzrosty wynagrodzeń są bardzo prawdopodobne – zauważa Adam Antoniak, ekonomista Pekao SA. – Zewsząd płyną głosy, że brakuje pracowników, wzmaga się presja na wzrost płac. A że firmy mają możliwości przerzucania rosnących kosztów w ceny swoich produktów, to rośnie i inflacja, i płace – wyjaśnia.

Od wskaźników makroekonomicznych zależy też wysokość wynagrodzenia minimalnego. Rząd nie przedstawił jeszcze swojej propozycji na 2022 rok, ale można wyliczyć, że powinno ono wzrosnąć o co najmniej 184,7 zł do 2984,7 zł (z 2800 zł w 2021 r.)

– To podwyżka wynikająca z wymogów ustawowych, czyli wzrostu o inflację i dwie trzecie dynamiki PKB – wyjaśnia Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich. – A że rząd lubi okrągłe liczby, to pewnie pojawi się kwota 3000 zł – dodaje.

Organizacje pracodawców podkreślają, że 3 tys. zł płacowego minimum byłoby jeszcze do przyjęcia, ale mają nadzieję, że nie będzie to więcej. Warto tu przypomnieć, że przed pandemią prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił wzrost płacy minimalnej do 4 tys. zł do 2024 r. – Gdyby wrócić do tego pomysłu, oznaczałoby to, że w 2022 i 2023 r. musiałaby ona wzrosnąć o kilkaset złotych. Dla firm, które zatrudniają najwięcej osób o minimalnym wynagrodzeniu, a jednocześnie zostały najbardziej uderzone przez pandemię z branż usług dla ludności, byłby to szok nie do udźwignięcie – ostrzega Kozłowski.

Jaki region, taka płaca

Eksperci przypominają, że płaca minimalna w Polsce już osiągnęła poziom 50 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce. I zamiast jej podnoszenia do jakichś określonych kwot nominalnych, należy raczej przemodelować cały system jej ustalania. Podczas wtorkowej konferencji zorganizowanej przez rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw przedstawiono pomysł na regionalizację płacy minimalnej.

Jak argumentuje w swoim raporcie Fundacja Republikańska, dyskusja nad regionalizacją płacowego miniumum jest istotna głównie ze względu na istniejące między regionami duże różnice w poziomie rozwoju gospodarczego i wysokości wynagrodzeń, a także pośrednio – kosztów utrzymania. W Polsce jest kilka powiatów, gdzie administracyjne minimum jest wyższe niż średnie wynagrodzenia na lokalnym rynku, oraz kilka powiatów, gdzie wynosi ono zaledwie ok. 30 proc.

Fundacja zaproponowała kilka sposobów, jak dostosować najniższe wynagrodzenia do rzeczywistości na lokalnych rynkach. Jej zdaniem mogłoby to oznaczać, że w jednych regionach mogłoby ono być niższe niż obecnie, w innych – wyższe.

Regionalizacji sprzeciwiają się jednak stanowczo związki zawodowe. – Nie widzę żadnego uzasadnienie dla takich rozwiązań – komentowała Barbara Surdykowska w NSZZ Solidarność. – Trzeba się skupić na strukturze wynagrodzeń, wzroście udziału płac w PKB w powiązaniu ze wzrostem produktywności, jak proponuje KE, a nie na obniżaniu płacy minimalnej – przekonywała.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA