fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Nawet na wschodzie duże podwyżki

Adobe Stock
Podlaskie jest liderem wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw. W ubiegłym roku skoczyły o 8 proc. W czołówce też Wielkopolska i Małopolska.

– Stawki dla pracowników idą w górę, bo nie ma ludzi do pracy o wysokich kwalifikacjach – mówi „Rzeczpospolitej" Artur Siennicki, właściciel firmy budowlanej Merkury z województwa podlaskiego. – Na razie z problemem rąk do pracy radzimy sobie, zatrudniając cudzoziemców – dodaje.

Podobnie może być w większości podlaskich firm, bo to właśnie to województwo okazało się liderem wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw. W całym 2017 r. średnie wynagrodzenie było aż o 8 proc. wyższe niż w w 2016 r. (przeciętnie w kraju wzrost wyniósł 5,9 proc.), a w samym grudniu 2017 r. – o ponad 10 proc. więcej niż rok wcześniej (średnio w kraju – 7,3 proc.).

Jedną z przyczyn tak szybkiego wzrostu płac na Podlasiu może być ogólne ożywienie w regionie. Zatrudnienie zwiększyło się tam w ciągu całego roku o 7,3 proc. (w kraju – o 4,5 proc.), a produkcja sprzedana przemysłu – o 14,4 proc. (w kraju – 6,7 proc.).

Ożywienie na rynku

Także Suwalska Specjalna Strefa Ekonomiczna miniony rok może zaliczyć do udanych. – Tylko w 2017 r. na obszarze strefy pojawiło się aż 14 nowych podmiotów, reprezentujących takie branże jak: metalowa, szkutnicza, spożywcza, papiernicza, poligraficzna, drzewna – informuje Monika Orzechowska z SSSE. – Łącznie przedsiębiorcy zadeklarowali utworzenie ponad 270 nowych oraz utrzymanie ponad 1600 miejsc pracy. Z doświadczenia jednak możemy powiedzieć, że często zatrudnienie jest znacznie wyższe niż deklarowane – dodaje. Do tego przedsiębiorcy zadeklarowali inwestycje na prawie 270 mln zł. Obecnie na obszarze całej strefy zatrudnionych jest ok. 10 tys. osób.

Oczekiwania rosną

Bardzo szybko rosną też płace w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku czy w Małopolsce, czyli w regionach, które i tak są mocno rozwinięte gospodarczo. W Wielkopolsce podwyżki w ubiegłym roku sięgnęły średnio 7,2 proc., zatrudnienie wzrosło o 5,4 proc., a stopa bezrobocia spadła na koniec roku do 3,7 proc. (najmniej w kraju). – Potrzebujemy pracowników, a zainteresowanie pracą nawet wśród osób zarejestrowanych jako bezrobotne jest niewielkie – zaznacza Krzysztof Kłosowicz, współwłaściciel firmy Topmet Light oraz członek Rady Wielkopolskiego Związku Pracodawców Lewiatan.

Nieźle jest także w nieco mniej rozwiniętych województwach – takich jak kujawsko-pomorskie, świętokrzyskie czy lubuskie – wynika z analizy „Rzeczpospolitej". Z kolei najsłabiej pod względem dynamiki wynagrodzeń wypada województwo podkarpackie i woj. warmińsko-mazurskie.

– Ale to wcale nie znaczy, że u nas nie ma presji płacowej – podkreśla Artur Rozmus, prezes Podkarpackiego Związku Pracodawców. – Może tego jeszcze nie widać w statystykach wynagrodzeń, ale z naszych doświadczeń wynika, że przedsiębiorcy coraz częściej spotykają się z wyższymi oczekiwaniami płacowymi. Trzeba na nie reagować, bo firmy się rozwijają, potrzebują więcej ludzi, a Ukraińcy, choć mają do na blisko, wolą migrować do innych województw – opisuje Rozmus. – Presja płacowa jest ogromna – wtóruje Mirosław Hiszpański, prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Pracodawców Prywatnych. – Przede wszystkim na stanowiskach wymagających średnich i wyższych kwalifikacji. Jeśli chodzi o prace proste, to tu niedobory pracowników uzupełniają Ukraińcy. W niektórych firmach stanowią oni 50 proc. załogi i więcej. Nie wiem, co byłoby bez nich – wyjaśnia Hiszpański.

 

W woj. warmińsko-mazurskim w 2017 r. płace w firmach wzrosły rok do roku ogółem o 5,3 proc., ale np. w gastronomii i hotelarstwie o 8,6 proc., a w transporcie – o 7,6 proc. W woj. podkarpackim to wzrost o 5,5 proc., za to w firmach świadczących usługi dla innych firm (np. ochroniarskie czy sprzątające) – o 12,6 proc., a w handlu – o 7,4 proc.

Zdaniem ekspertów rynku pracy wcześniej czy później presja płacowa przełoży się na wzrost wynagrodzeń praktycznie wszędzie. Z punktu widzenia pracujących to dobra informacja, gorsza dla pracodawców. Dla nich wzrost wydatków na płace to po prostu wzrost kosztów działalności. Te firmy, które mają wysokie marże, mogą w pewien sposób wziąć podwyżki na siebie.

Konieczne inwestycje

Ale firmy bez takiej przestrzeni finansowej zapewne zaczną przekładać koszty na wyższe ceny produktów i usług, co czasami oznacza albo utratę konkurencyjności i likwidację firmy, albo inflację, która osłabia realny wzrost zarobków Polaków.

– By uniknąć przykrych konsekwencji nadmiernego wzrostu płac, firmy muszą jak najszybciej inwestować w automatyzację, usprawnienie procesów produkcyjnych, wyposażenie stanowisk pracy. Mam nadzieję, że władze stworzą ku temu odpowiednie warunki – podkreśla Kłosowicz. – Firmy muszą, i zresztą to powoli robią, zmienić model biznesowy na mniej pracochłonny, a bardziej zaawansowany – wtóruje Hiszpański.

– To konieczne działania do wzrostu wydajności pracy. Jeśli tego nie osiągniemy, cały ten trend nominalnego wzrostu płac nic nam nie da. Zamiast gonić Europę Zachodnią, będziemy stać praktycznie w miejscu – dodaje Kłosowicz.

Najmniej zarabia się na Warmii i Mazurach

Pod względem nominalnej wysokości wynagrodzeń liderem jest Mazowsze. Średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw w 2017 r. sięgnęła tu ok. 5,4 tys. zł brutto, a w samym grudniu – ponad 5,8 tys. zł. W Warszawie przeciętne wynagrodzenie w ostatnim miesiącu roku wyniosło zaś 6,23 tys. zł brutto. Mazowieckie firmy najwięcej płacą wysokiej klasy specjalistom – z branży ICT już prawie 8,6 tys. zł brutto (średnio w roku), a z tzw. sektora działalności profesjonalnej (to m.in. prawnicy, doradcy, inżynierowie) 7,9 tys. zł. W handlu zarabia się 5,5 tys. zł brutto. Najniższa średnia płaca, jak pokazują przedstawione w poniedziałek dane regionalnych urzędów statystycznych, jest w woj. warmińsko-mazurskim (3,68 tys. zł brutto średnio w 2017 r.). Tu także najlepiej płacą firmy z branży telekomunikacyjnej i informatycznej (4,9 tys. zł), ale na drugim miejscu – z obsługi rynku nieruchomości – 4,5 tys. zł. W handlu zaś 3,2 tys. zł.

Opinia

Andrzej Kubisiak, dyrektor Zespołu Analiz i Komunikacji, Work Service

Presja płacowa występuje już w całej Polsce, ale we wschodnich regionach, gdzie historycznie bezrobocie jest wyższe, jej skuteczność jest mniejsza. Dlatego, o ile w Wielkopolsce, na Śląsku, Mazowszu czy Dolnym Śląsku zatrudnienie pracowników podstawowych z płacą minimalną niemal nie ma już miejsca, to na Warmii i Mazurach czy Podkarpaciu jeszcze występuje. Co więcej, dysproporcje na średnich poziomach płacy potrafią przekraczać 1500 zł brutto i to także w województwach, które ze sobą sąsiadują. Dlaczego tak się dzieje? Jest to mieszanka dostępności kadr na lokalnych rynkach z poziomem uprzemysłowienia. W warunkach, gdy rywalizacja o pracowników jest ograniczona, a kandydaci nie mają dostępu do różnorodnych ofert, wówczas poprawa warunków zatrudnienia postępuje wolniej.—a.b.

Przeczytaj też komentarz Anity Błaszczak, dziennikarki "Rzeczpospolitej" na ten temat: Żegnamy biznes oparty na niskich kosztach pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA