fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory we Francji

Jędrzej Bielecki: Emmanuel Macron to nie jest silny prezydent

tv.rp.pl
Dwie trzecie ludzi, którzy głosowali na Emmanuela Macrona, zrobiło to dlatego, by nie pozwolić dojść do władzy Marine Le Pen. - To nie jest francuski Obama, to nie jest silny prezydent – uważa Jędrzej Bielecki, dziennikarz działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”.

- We Froncie Narodowym może dojść do rozliczenia, czy nie można było osiągnąć lepszego wyniku – twierdzi gość poniedziałkowego programu #RZECZoPOLITYCE.

 

- Owszem, jest to wynik (Marine Le Pen w drugiej turze – przyp. red.) poniżej oczekiwań, o których mówiliśmy na początku tygodnia, ale nadal jest to wynik przecież bezprecedensowy. Dlatego, że 11 milionów Francuzów głosowało na Front Narodowy – to jest dwa razy więcej, niż to, co uzyskał ojciec Marine – czyli Jean-Marie w 2002 roku przeciwko (Jacquesowi) Chiracowi – mówił Jędrzej Bielecki.

Dziennikarz zauważa także, że Frontowi Narodowemu udało się pozyskać koalicjanta spoza skrajnej prawicy w osobie innego kandydata – Nicolasa Dupont-Aignana, który w pierwszej turze zebrał prawie 5 procent głosów.

- To jest początek pewnego procesu. Wydaje się, że w tej sytuacji Marine Le Pen wyciągnęła wnioski z tej nieudanej debaty ze środy. Postanowiła wrócić do czegoś, co buduje już od dłuższego czasu, czyli przemienić Front Narodowy w partię taką odczarowaną, taką, która jest bardziej mainstreamowa, która może kiedyś dojść do władzy – powiedział Bielecki.

Gość programu zwrócił uwagę, że Emmanuel Macron nie ma tak silnego poparcia społecznego, jakby to wskazywał wynik głosowania.

- Ta liczba, o której wszyscy w tej chwili mówią – 66 procent – wydaje się ogromnym zwycięstwem. Ale pamiętajmy, że mieliśmy rekordowo niską frekwencję od prawie 50 lat. Spośród osób, które wzięły udział w wyborach, cztery miliony oddały nieważny głos. Czyli 40 procent Francuzów w wyborach, które są najbardziej nośne, postanowiło nie wziąć udziału – mówił Bielecki.

Jego zdaniem dwie trzecie wyborców poparło Macrone’a tylko dlatego, by nie wygrała Marine Le Pen. - To jest wybór z konieczności.  To nie jest silny prezydent. To nie jest francuski Obama – dodał.

- Jest wiele spekulacji, kto pod koniec tygodnia zostanie mianowany przejściowym premierem - mówił Jędrzej Bielecki
tv.rp.pl

Kluczowe dla przyszłości Francji mogą być teraz kolejne wybory – parlamentarne. Jak zauważył Jędrzej Bielecki, ich wynik jest niewiadomą.

- Ruch Macrone’a ma kandydatów we wszystkich 577 okręgach. On zbudował to w ten sposób, że połowa z tych kandydatów to są ludzie z tzw. społeczeństwa obywatelskiego, czyli różnego rodzaju działacze, różne bardzo postacie, a połowa to są politycy najczęściej Partii Socjalistycznej, którzy mają podpisać taką ogólną deklarację, że popierają program Macrone’a. To jest taki recykling partii, która była kompletnie skompromitowana. Czy Francuzi się na to złapią? – mówił dziennikarz.

Bielecki zaznaczył także, że kłopoty Macrone’a mogą się rozpocząć już przy okazji mianowania przejściowego premiera pod koniec tygodnia.

- Nazwisk jest bardzo wiele, np. jednym z nich jest Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Gdyby okazało się, że ta sfrustrowana Francja, która chce odrzucić obecny system, która jest w głębokim kryzysie, nagle wybiera prezydenta, który pochodzi z banku Rothschilda i premier, która pochodzi z MFW, to wywoła jakiś niesamowity gniew, maksymalny jaki może być – uważa dziennikarz.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA