W sobotę - według doniesień medialnych - w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej toczyły się rozmowy dotyczące ewentualnego ogłoszenia przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek wyborów na 23 maja, co byłoby złamaniem umowy zawartej przez Jarosława Kaczyńskiego z Jarosławem Gowinem. Media informowały, że wobec takiego scenariusza dymisją miał zagrozić m.in. premier Morawiecki i wicepremier Jadwiga Emilewicz.

Gowin stwierdził jednak, że nic nie wie o dymisji Morawieckiego, a co do Emilewicz to - jak mówił - prezentowała ona w czasie rozmów takie samo stanowisko jak on.

Były wicepremier był pytany również o zaproponowaną przez PiS nowelizację ustawy o specjalnym trybie wyborów prezydenckich w czasie epidemii zakładającą, że wybory odbyłyby się w formie mieszanej - korespondencyjnej i stacjonarnej.

- Z całą pewnością pod tym projektem podpisują się wszystkie trzy partie, uważam, że są to rozwiązania, które wychodzą naprzeciw wszystkim zastrzeżeniom zgłaszanym przez opozycję i ekspertów - stwierdził lider Porozumienia.

Na pytanie czy projekt ten popiera minister zdrowia Łukasz Szumowski, który wcześniej wydał rekomendację, zgodnie z którą przeprowadzenie klasycznych wyborów w Polsce nie będzie bezpieczne przez najbliższe dwa lata, Gowin odparł, że "nie wie czy projekt był konsultowany z ministrem Szumowskim". - Ja tego nie robiłem - dodał.

- Bardzo szanuję ministra Szumowskiego, ale każdy minister jest politykiem, nie może kierować się wyłącznie argumentami eksperckimi - zaznaczył Gowin.

Pytany o to jaki jest najbardziej prawdopodobny termin wyborów prezydenckich Gowin stwierdził, że są to daty 28 czerwca albo 5 lipca. - Wahałbym się przed wskazaniem przez marszałek Sejmu daty 12 lipca - bo wtedy Sąd Najwyższy miałby mało czasu na stwierdzenie ważności lub nieważności wyborów, a 6 sierpnia kończy się kadencja Andrzeja Dudy - zauważył.