Wybory parlamentarne 2015

Sondaż: Kłopoty PiS, mali korzystają

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Załamanie notowań lidera. Rośnie Nowoczesna i jest najpopularniejszą partią drugiego wyboru, zagrażając PO.

Badanie IBRiS dla „Rzeczpospolitej" wpisuje się w wiele innych sondaży, które od połowy września wskazują na zadyszkę w notowaniach prawicy. Od wygranej Andrzeja Dudy rosła przewaga PiS nad PO, wyraźnie przyspieszając na początku lipca, a więc po ogłoszeniu Beaty Szydło kandydatką na premiera. Na trzy tygodnie przed wyborami różnica między dwoma głównymi siłami zmalała do dziesięciu punktów procentowych.

Gdyby wybory odbyły się w minioną niedzielę, w Sejmie znalazłoby się aż sześć z ośmiu startujących komitetów. Na PiS zagłosowałoby 34 proc. badanych (pięciopunktowy spadek od połowy września). O dwa punkty rosną notowania PO, na którą wskazuje 24 proc. badanych. Taki sam wzrost notuje Zjednoczona Lewica, którą popiera 10 proc. respondentów. Trzy punkty zyskała Nowoczesna Ryszarda Petru (9 proc.). Największy skok zanotował zaś Paweł Kukiz, którego ruch dwa tygodnie temu był pod progiem, a dziś ma 8 proc. zwolenników. W Sejmie byłby jeszcze PSL z 6-proc. poparciem.

Poza parlamentem znalazłyby się partie KORWiN (3 proc.) i Razem (1 proc.). O połowę spadła liczba niezdecydowanych, obecnie tylko 5 proc. spośród tych, którzy chcą iść głosować, nie wie, na jaką partię zagłosuje.

Lepsze informacje dla PiS płyną z badania dotyczącego komitetów, na które respondenci mogliby głosować w drugiej kolejności. Prawica ma najwięcej wyborców, którzy nie rozważają głosowania na kogoś innego (48 proc.). Na przeciwległym krańcu znajduje się Zjednoczona Lewica, której jedynie 16 proc. elektoratu nie wskazało alternatyw.

Z pytania o drugi wybór wynika, że największy potencjał wzrostu ma Nowoczesna, która jest następnym w kolejności ugrupowaniem dla 18 proc. ankietowanych. 14 proc. wskazuje PO, 12 proc. Kukiza, 8 proc. Zjednoczoną Lewicę, 7 proc. PiS i PSL.

W tej kategorii nie liczy się KORWiN i Partia Razem (po 1 proc. potencjalnych wyborców). 11 proc. ogółu respondentów przekonuje, że nie ma drugiego komitetu, na który mogłoby głosować, a 21 proc. nie ma w tej sprawie zdania.

Kiedy przyjrzymy się wskazaniom w podziale na elektoraty, okaże się, że dalsze zwyżki i spadki Nowoczesnej oraz PO są ze sobą mocno powiązane. Ugrupowanie Petru jest drugim wyborem dla 40 proc. zwolenników partii władzy, 15 proc. z nich w drugiej kolejności wskazuje na lewicę, a 8 proc. na PSL.

Notowania Nowoczesnej mogłyby spaść, jeśli PO udałoby się pozyskać choć część z 40 proc. jej zwolenników, którzy w drugiej kolejności wskazują na nią. Po 12 proc. zwolenników Petru byłoby w stanie zagłosować również na PSL i Kukiza. Tyle samo uważa, że nie ma alternatywy.

28 proc. wyborców PiS wskazuje, że nie ma wyboru alternatywnego. 25 proc. mogłoby wzmocnić Kukiza, po 7 proc. PO i PSL. Ludowcy są z kolei największym rezerwuarem głosów dla PiS. Jako drugi wybór wskazuje tę partię 1/3 zwolenników mniejszego koalicjanta.

Wśród wyborców Kukiza po 25 proc. rozważa głosowanie na PO lub PiS. Lewica ma również dwa komitety, które są dla niej największym zagrożeniem. 36 proc. wyborców w drugiej kolejności mogłoby wskazać na PO, a 28 proc. na Nowoczesną. Tylko 8 proc. wyborców Petru byłoby w stanie zagłosować na lewicę.

Gdyby wybory zakończyły się takim wynikiem jak nasz sondaż, PiS nie byłby w stanie stworzyć koalicji z Kukizem bez dobierania posłów lub trzeciego koalicjanta, a PO nie mogłaby liderować koalicji mniejszej niż składającej się z czterech partii. Z dostarczonego przez IBRiS podziału mandatów wynika, że PiS miałby 195 posłów, PO 132, lewica 49, Nowoczesna 37, Kukiz 30, PSL 17, a większość w polskim Sejmie to 231 posłów.

To pierwsze badanie, które wskazuje na możliwość wystąpienia tak dużych trudności ze stworzeniem stabilnej koalicji. Z dotychczasowych wyłaniał się obraz samodzielnych rządów PiS lub też konieczność dobrania przez tę partię kilkunastu posłów.

Dr Jacek Sokołowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego przekonuje, że ciągle możliwe są dwa scenariusze: Sejm z dwiema lub trzema partiami i mocny PiS oraz sześć partii i koalicja przeciw PiS. – O wejściu tych małych partii może zdecydować kilkadziesiąt tysięcy głosów, dlatego rozdrobnienie nie musi być tak duże – ocenia.

Jego zdaniem kampania prezydencka mogła rozbudzić oczekiwania na zmiany polityczne. – PiS jako jedna z głównych partii traci, bo bogata oferta startujących komitetów tę zmianę uosabia – wskazuje. W sztabie PO panuje przekonanie, że rywali osłabia zmiana akcentów w kampanii. Mniej aktywna jest Szydło, częściej pojawia się Jarosław Kaczyński. – Z badań wychodzi nam, że ludzie przestają utożsamiać PiS z nowymi twarzami – przekonuje polityk Platformy. Widać to w retoryce premier Ewy Kopacz, która przekonuje, że Kaczyński będzie premierem, i wyzywa go na debatę.

– Jeśli nawet osłabia to PiS, to nie pomaga PO – mówi dr Anna Materska-Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zdaniem jednak aktywność lidera PiS nie ma aż tak dużego znaczenia, bo „straszenie PiS-em" już tak mocno nie działa.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL