fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Węgiel

Firmy pracujące dla kopalń walczą o wsparcie, bo też chcą przetrwać

Adobe Stock
To ostatni moment na stworzenie planu dla ratowania około 400 tys. miejsc pracy, głównie na Śląsku – alarmuje branża okołogórnicza.

Branża okołogórnicza chce rozmawiać z rządem o polskiej transformacji energetycznej i przyszłości Śląska. Trwają właśnie rozmowy między przedstawicielami rządu a górniczymi związkami zawodowymi o datach zamykania poszczególnych kopalń węgla i wsparciu węglowych spółek z publicznych pieniędzy. Jednak firmy pracujące dla kopalń, a więc m.in. dostawcy maszyn i usług, nie zostały do tych rozmów zaproszone.

Na krawędzi

– Firmy z branży okołogórniczej spodziewały się nadchodzącego spowolnienia gospodarczego, jednak pandemia koronawirusa, a także najnowsze decyzje zawarte na szczycie w Unii Europejskiej sprawiają, że sytuacja stała się na tyle trudna, że bez dialogu i planu działań setki tysięcy miejsc pracy są zagrożone – alarmuje Mirosław Bendzera, prezes Famuru, największego krajowego producenta maszyn górniczych. Zaznacza, że do czasu wygaszenia górnictwa w Polsce (ostatnia kopalnia węgla energetycznego ma zostać zamknięta w 2049 r.) branża w dalszym ciągu będzie musiała świadczyć swoje usługi, zapewniając bezpieczeństwo i ciągłość działania górnictwa w okresie planowanej transformacji, jednocześnie szukając możliwości dywersyfikacji i przebranżowienia pracowników. – To olbrzymie wyzwanie dla nas wszystkich. Jednak bez całościowego spojrzenia na czekające nas zmiany oraz odpowiedniego wsparcia i konkretnego planu nie będzie to możliwe, dlatego liczymy na dialog, który pomoże zapobiec najbardziej pesymistycznemu scenariuszowi dla Śląska oraz innych województw związanych z górnictwem – dodaje Bendzera.

Dane dotyczące stanu firm z branży okołogórniczej są niepokojące. Z raportu wykonanego przez Centrum Badań i Rozwoju Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach na zlecenie Górniczej Izby Przemysłowo - Handlowej (GIPH) pod koniec 2020 r. wynika, że aż 82 proc. badanych przedsiębiorstw odnotowało spadki obrotów z branżą górniczą, a dla 26 proc. z nich były to spadki zagrażające kontynuacji działalności. Ponadto 64 proc. badanych firm odczuło trudności związane z płynnością finansową wynikające z problemów płatniczych w branży górniczej.

W sprawie niepewnej przyszłości branży przedstawiciele sektora pisali w ubiegłym roku listy m.in. do premiera Mateusza Morawieckiego i prezydenta Andrzeja Dudy. Nie przyniosły one jednak zakładanych rezultatów. Do rozmów gotowe są natomiast władze GIPH. – Izba jest naturalnym partnerem do rozmów ze stroną rządową i społeczną o wsparciu podmiotów, które mogą ucierpieć lub, powiedzmy wprost, mogą przestać istnieć bez pomocy tych, którzy dziś wspierają polskie górnictwo – mówi Janusz Olszowski, prezes GIPH.

Coraz trudniej

Mijający 2020 r., naznaczony pandemią koronawirusa, okazał się bardzo trudny dla producentów maszyn i firm świadczących usługi dla górnictwa. Z powodu pogarszającej się sytuacji finansowej część spółek węglowych zaczęła ograniczać inwestycje, a nawet zawiesiła wykonywanie niektórych umów z wykonawcami. Analitycy nie mają złudzeń: to dopiero początek kłopotów branży okołogórniczej. – Obawiam się, że 2021 r. może być dla tej branży jeszcze trudniejszy. Polityka klimatyczna Unii Europejskiej mocno przyspieszyła, a plany redukcji emisji CO2 ogłasza coraz więcej państw na całym świecie, w tym Chiny. Spodziewam się, że nakłady inwestycyjne w górnictwie zostaną ścięte, i to nie tylko w Polsce – przewiduje Łukasz Prokopiuk, analityk DM BOŚ.

Mocny spadek zleceń spowodował, że firmy pracujące dla kopalń były zmuszone dopasować swoje struktury organizacyjne do nowych warunków rynkowych. Famur zdecydował się na zamknięcie dwóch zakładów produkcyjnych i zwolnienia grupowe w centrali. Część firm szuka możliwości lokowania swoich produktów na wciąż chłonnych rynkach zagranicznych, takich jak Rosja czy Chiny. O kontraktach na sprzedaż łańcuchów górniczych jeszcze w grudniu informowała np. grupa Fasing.

Odważny ruch wykonał Bumech, specjalizujący się w robotach górniczych. Spółka podpisała wstępną umowę zakupu Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, Bumech stanie się właścicielem kopalni węgla w Czechowicach-Dziedzicach, kontrolowanej dziś przez czeski koncern EPH. Polska spółka chce przejąć zakład za 19 mln zł, a do tego przez dwa lata, począwszy od października 2022 r., ma wypłacać sprzedającym 20 proc. miesięcznego zysku operacyjnego, lecz nie więcej niż 1,5 mln zł miesięcznie. – Zakup jest biznesowo uzasadnioną szansą na rozwój grupy i umocnienie jej pozycji rynkowej – tak do inwestycji przekonywały władze Bumechu. Kopalni groziła likwidacja.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA