Reklama

Haszczyński: Jerozolima nie dla ambasadora Polski

Izrael jest dla Polski partnerem ważnym, a USA – nawet niezwykle ważnym. Ale to nie znaczy, że mamy naśladować politykę Donalda Trumpa wobec Bliskiego Wschodu. W tym przenosić ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy, jak to się w poniedziałek oficjalnie stało z placówką amerykańską.
Haszczyński: Jerozolima nie dla ambasadora Polski

Foto: AFP

Mogłoby się wydawać, że skoro dzięki podjęciu takiej decyzji prezydent USA stał się wielkim bohaterem, a może nawet półbogiem, dla Izraela i ważnych organizacji żydowskich na świecie, to podobny status uzyskaliby polscy politycy. A przy okazji poprawiłby się wizerunek Polski, zrujnowany w Izraelu i USA przez ustawę o IPN.

Tak by się jednak nie stało, a polityczne koszty decyzji o przeniesieniu świeżo mianowanego ambasadora, obecnego wiceszefa MSZ, Marka Magierowskiego z Tel Awiwu do Jerozolimy byłyby zapewne wysokie.

Chodzi o koszty w Unii Europejskiej i szerzej – w prawie całym świecie poza Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Bo prawie cały świat uważa, że uznawanie Jerozolimy za stolicę Izraela jeszcze utrudni rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego. A jest to konflikt rozgrywający się na malutkim skrawku ziemi, ale wzbudzający emocje w wielu krajach, zwłaszcza muzułmańskich i zachodnich z liczną muzułmańską mniejszością. Te emocje nasilą się po poniedziałkowych wydarzeniach na granicy Izraela i rządzonej przez radykalny palestyński Hamas Strefy Gazy. W czasie gdy w oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów Jerozolimie świętowano otwarcie ambasady USA, izraelscy żołnierze zabili tu kilkudziesięciu Palestyńczyków.

Wspieranie polityki Trumpa dotyczącej Jerozolimy jest rozbijaniem unijnej jedności. I to nie tylko kosztownym oraz ryzykownym, ale też raczej bezsensownym.

Trump stał się dla Izraelczyków półbogiem, bo jest prezydentem kraju, na którym ich państwo może się oprzeć. Polska gra w innej lidze. Na dodatek przenosiny ambasady to tylko część bliskowschodniej polityki Trumpa, najważniejsze jest podeptanie porozumienia, które mocarstwa Zachodu, Rosja i Chiny zawarły przed trzema laty z Iranem, arcywrogiem Izraela. I znowu – nasz kraj gra w innej, dużo niższej lidze.

Reklama
Reklama

Czy zatem dzięki skrajnie proizraelskiej postawie Polska poprawiłaby swój wizerunek w Izraelu i Stanach Zjednoczonych? Może tak, a może nie. Może na chwilę. I najgorszy wariant: decyzja Warszawy przeszłaby niezauważona w Izraelu. Tak już raz było. W grudniu ubiegłego roku Polska była największym państwem UE, które wstrzymało się w czasie głosowania w ONZ od potępienia Trumpa za przeniesienie amerykańskiej ambasady do Jerozolimy. Media izraelskie jednak tego nie dostrzegły. Ważny portal Times of Israel zachwalał Łotwę, Czechy, Chorwację, Węgry i Rumunię za wyłamanie się z „unijnego konsensusu". Nawet po upomnieniu nie wpisał na tę listę Polski. I od wielu tygodni używa sobie na naszym kraju, podsycając antypolonizm. To daje do myślenia.

Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama