Transport

Kolejka na Kasprowy ma zniknąć... do 31 stycznia

Adobe Stock
Tatrzański Park Narodowy zażądał od Polskich Kolei Linowych demontażu kolejki linowej. Dał na to firmie kilka dni. Termin mija 31 stycznia. Zarząd firmy nie kryje oburzenia.

Niewiele jest w Polsce spółek, które budzą tak duże emocje jak Polskie Koleje Linowe (PKL). Atmosfera wokół nich znów zrobiła się gorąca.

– Żądanie dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego, aby Polskie Koleje Linowe zaniechały przewozów koleją linową na Kasprowy Wierch i do końca stycznia ją zdemontowały, w najłagodniejszy sposób można określić jako absurd – komentuje Janusz Ryś, prezes PKL.

TPN ripostuje i podkreśla, że jego intencją nigdy nie było zamknięcie kolei, jednak zamierza realizować swoje uprawnienia wynikające z użytkowania wieczystego. Dlatego wezwał PKL do zaprzestania naruszeń. Deklaruje, że w dalszym ciągu jest otwarty na ugodowe zakończenie sporu.

PKL oburzone

Szef PKL podkreśla, że kolej na Kasprowy Wierch działa od ponad 80 lat, czyli dłużej niż sam TPN. Przez cały ten czas nikomu nawet do głowy nie przyszło, by ją likwidować. – Nie widzimy powodów do tego, żeby wypełnić żądania TPN. Są one bezpodstawne – mówi.

Wskazuje też na absurdalny termin zawarty w piśmie. – Samo zbieranie pozwoleń na modernizację kolei zajęło nam 12 lat. Można się spodziewać, że gdybyśmy chcieli teraz pozyskiwać pozwolenia na rozbiórkę, zajęłoby to czas liczony w latach, a na pewno nie w dniach – podkreśla.

Pismo, które firma dostała, jest dla niej tym bardziej zaskakujące, że od pewnego czasu prowadzi z TPN mediacje. Najbliższe spotkanie jest wyznaczone na marzec.

Prezes PKL informuje, że nakaz TPN dotyczy „strefy napowietrznej", w której przebiegają liny kolei na Kasprowy.

– Teren pod stacją w Kuźnicach, stacją pośrednią na Myślenickich Turniach i pod podporami w tym rejonie jest w użytkowaniu wieczystym PKL. Budynki stacji i podpory położone na tym gruncie są własnością spółki – mówi.

Zaznacza, że liny wiszące do kilkudziesięciu metrów nad ziemią od dziesiątek lat w żaden sposób nie wpływają na realizację podstawowego celu działalności TPN, jakim jest ochrona przyrody i na możliwość wykorzystywania na ten cel znajdującego się pod nimi terenu. – Spółka może potwierdzić tytuł prawny do korzystania z pasa pod koleją – dodaje.

Walka o grunty

TPN przedstawia sytuację z innej strony. Informuje, że PKL nie zawierały z Parkiem, ani ze Skarbem Państwa (SP), żadnej umowy regulującej możliwość korzystania z trasy kolei linowej Kasprowy Wierch, która przebiega nad nieruchomościami TPN.

Stanowisko Parku popiera m.in. starosta tatrzański Piotr Bąk. – Z naszego punktu widzenia żądania TPN są słuszne – mówi.

Przyznaje, że sytuacja prawna gruntów na Kasprowym Wierchu jest złożona, ale pewne jest, że są one własnością przede wszystkim Skarbu Państwa i PTTK.

– Tylko fragmenty są w użytkowaniu wieczystym PKL. Podobnie część obiektów niezbędnych do eksploatacji kolei, w tym budynek górnej stacji na Kasprowym Wierchu, nie należy do PKL. Obiekty i grunty SP niebędące w użytkowaniu wieczystym PKL są wykorzystywane przez ten zagraniczny podmiot bez tytułu prawnego. To samo dotyczy terenu położonego pod trasą kolejki – mówi.

Twierdzi, że dotychczasowe mediacje z PKL nie przyniosły rezultatu. – Teraz jestem zwolennikiem radykalnych rozwiązań. Nie ma przecież żadnych przeciwwskazań do tego, żeby inny podmiot był operatorem kolejki na Kasprowy Wierch – mówi.

Biznes kontra spory

Pakiet większościowy PKL należy do funduszu Mid Europa. Pomógł on spółce zrealizować szereg inwestycji, a teraz zamierza wprowadzić ją na giełdę.

PKL może się pochwalić dobrymi wynikami finansowymi. W ostatnich latach firma zmieniła model biznesowy. Nie skupia się już wyłącznie na przewozie narciarzy i turystów kolejami linowymi. Podkreśla, że usługi narciarskie stanowią mniej niż jedną piątą przychodów ze sprzedaży biletów.

Nasi rozmówcy nieoficjalnie zwracają uwagę na ostatnią dużą aktywność TPN w porządkowaniu ksiąg i wysuwaniu roszczeń. Głośno jest m.in. o roszczeniach wobec rodziny prowadzącej od kilkudziesięciu lat schronisko nad Morskim Okiem. Ich wartość opiewa na ok. 9 mln zł.

Giełdowy debiut na horyzoncie

Polskie Koleje Linowe od dłuższego czasu przygotowują się do oferty publicznej. Prospekt emisyjny już trafił do Komisji Nadzoru Finansowego. PKL podkreśla, że wszyscy chętni będą mogli dołączyć do funduszu Mid Europa jako akcjonariusze. Przygotowano też pakiet dla pracowników (liczba akcji, jaką dany pracownik będzie mógł nabyć, będzie uzależniona od stażu pracy w grupie). Z kolei samorządy, zgodnie ze statutem PKL, będą miały okazję nabyć przeznaczoną dla nich pulę akcji lub wskazać podmiot, który kupi ten pakiet. – Mamy nadzieję, że wezmą udział w procesie, gdyż jest to dla nich okazja do znacznego zwiększenia liczby posiadanych akcji – mówił w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" prezes PKL Janusz Ryś. Podkreślał, że podczas prywatyzacji inwestor (Mid Europa) podjął wobec PKL poważne zobowiązania inwestycyjne, które zostały zrealizowane dwa lata przed określonym terminem. – W ostatnich czterech latach grupa PKL wydała blisko 100 mln zł na cele inwestycyjne. Jesteśmy gotowi do dalszych inwestycji, ale dużo zależy od decyzji partnerów lokalnych, np. uchwalenia planów zagospodarowania przestrzennego – dodał.

Opinia

Konrad Konarski ekspert z kancelarii Baker & McKenzie

Wysyłając tego rodzaju wezwania (w sprawie nakazu rozebrania kolejki linowej w ciągu kilku dni – red.), prawnicy zwykle wcale nie oczekują, że adresat dostosuje się do wskazanych tam żądań. Pisma takie mają dwojaki cel. Po pierwsze, są zaproszeniem do negocjacji w celu rozwiązania jakiegoś sporu. To wynegocjowane rozwiązanie jest zwykle zupełnie różne od pierwotnego żądania i polega na przykład na zapłaceniu odszkodowania. Po drugie, mogą być formalnym wezwaniem do dobrowolnego spełnienia roszczenia, co obligatoryjnie poprzedza złożenie pozwu sądowego. W tym drugim wypadku żądanie powinno jednak być choćby w minimalnym stopniu racjonalne i wykonalne.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL