fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

Budowanie koalicji transportowej

Bloomberg
Polska nie zgadza się z planem Brukseli w sprawie zaostrzenia zasad pracy kierowców w transporcie międzynarodowym.

W czwartek ministrowie transportu UE po raz pierwszy będą dyskutowali o pakiecie transportowym, czyli zestawie kilkunastu regulacji prawnych, które Komisja Europejska przedstawiła tydzień temu. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Warszawa szykuje wspólne stanowisko grupy krajów protestujących przeciwko zasadzie delegowania pracowników w transporcie międzynarodowym.

Polska będzie główną ofiarą restrykcji w transporcie międzynarodowym i kabotażu, które Bruksela chce wprowadzić na życzenie Francji, popieranej przez Niemcy. Komisja Europejska zaproponowała, żeby kierowcy byli traktowani jak pracownicy delegowani (ze skomplikowanymi procedurami dotyczącymi płacy minimalnej itp.) już od trzech dni spędzonych w jednym kraju, w rozliczeniu miesięcznym. Ponadto chce, żeby każdy kierowca po trzech tygodniach spędzonych na drogach międzynarodowych wracał na minimum tydzień odpoczynku do kraju. Ogranicza też kabotaż do trzech operacji w ciągu trzech dni.

Pomoc dla Francji i Niemiec

KE przyjęła tę propozycję przy sprzeciwie kilku komisarzy: polskiego, węgierskiego i łotewskiego, co zdarzyło się po raz pierwszy w historii tej Komisji i było efektem wielkiej presji ze strony przewodniczącego Jeana-Claude'a Junckera. Bruksela chce pomóc prezydentowi Emmanuelowi Macronowi wygrać wybory parlamentarne we Francji, ograniczenie konkurencji polskich transportowców jest też ważnym tematem w Niemczech, gdzie wybory odbędą się we wrześniu.

Propozycja KE musi zostać zaakceptowana przez większość państw członkowskich oraz Parlament Europejski. W PE w środę odbyła się konferencja współorganizowana przez polskie eurodeputowane z PO – Danutę Jazłowiecką i Elżbietę Łukacijewską. Ich zdaniem jest grupa krajów i parlamentarzystów przeciwnych delegowaniu pracowników w transporcie międzynarodowym.

Poszukiwanie sojuszników

Teraz trzeba mozolnie budować koalicję w naszym regionie. W Radzie UE musi się tym zająć rząd, który nie ma obecnie najlepszej prasy w Brukseli i jego zdanie nie zostało wzięte pod uwagę podczas tworzenia projektu regulacji. Warszawa zamierza jednak szukać sojuszników na kolejnych etapach prac legislacyjnych. W przesłanym „Rzeczpospolitej" stanowisku resort infrastruktury wylicza wszystkie działania podjęte do tej pory i informuje, że Andrzej Adamczyk był pierwszym ministrem, z którym po prezentacji pakietu mobilności rozmawiała komisarz transportu Violetta Bulc. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że to nie ona, ale przewodniczący Juncker zdecydował o ostrych zasadach delegowania pracowników w transporcie.

W grupie krajów podobnie myślących są: Polska, Czechy, Bułgaria, Węgry, Estonia, Litwa, Łotwa, Malta, Rumunia, Słowacja i Słowenia. Według eurodeputowanych do koalicji można będzie także spróbować dokooptować Hiszpanię i Portugalię, które z uwagi na peryferyjne położenie mogą być bardzo poszkodowane ostrymi zasadami delegowania już po trzech dniach na drogach innego państwa UE.

Opinia

Danuta Jazłowiecka, eurodeputowana Platformy Obywatelskiej

Do tej pory obowiązek delegowania istniał tylko w kabotażu, a i tak właściwie żadne państwo członkowskie go nie wypełniało. KE nie ma więc żadnych danych, na których mogłaby oprzeć swoją propozycję. Dodatkowo jeszcze chce delegowania pracowników w transporcie międzynarodowym. W analizie wpływu zamówionej przez samą KE jest dowiedzione, że obowiązek delegowania kierowcy po trzech dniach spędzonych w jednym państwie UE spowoduje wzrost kosztów transportu w 15 państwach Unii. Nie ma żadnej przesłanki do wprowadzania tej zasady. Będzie kosztowna i bardzo skomplikowana w przestrzeganiu. Obecnie kontroluje się tylko 2 proc. przewozów, Komisja chce, żeby do 2020 roku wzrosło to do 3 proc. Ciągle jednak rzadkie kontrole będą stanowiły zachętę do omijania przepisów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA