fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Nigdy nie było widzów w maskach

Krystyna Janda w spektaklu „Danuta W.” z Teatru Polonia w reżyserii Jerzego Zaorskiego, który był pokazywany online w Wielkanoc
materiały prasowe
Teatry dramatyczne przymierzają się do wznowienia prób. Bardziej złożona jest sytuacja w operach i filharmoniach.

Od poniedziałku mogą działać muzea, galerie sztuki, biblioteki, archiwa i księgarnie w zależności od decyzji dyrekcji w porozumieniu z inspektorem sanitarnym. Hejnał ogłosił otwarcie Zamku Królewskiego w Warszawie czynne są ogrody Wawelu. Wśród instytucji największą niewiadomą jest otworzenie teatrów, oper i filharmonii.

Trzy scenariusze

– Mam żart na temat powrotu do grania – powiedział „Rz" Jan Englert, dyrektor artystyczny Teatru Narodowego. – Gramy Ajschylosa, Sofoklesa, Eurypidesa. Wszyscy w maskach! A mówiąc serio, w poniedziałek, 4 maja, Teatr Narodowy powrócił do pracy w pracowniach, tworzących scenografię i kostiumy – oczywiście w reżimie sanitarnym i na zmiany. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie – od połowy maja chcemy powrócić do prób. Mam przewidziane trzy scenariusze. Z zaplanowanych spektakli najbliższa premiery była „Matka Joanna od Aniołów" w reżyserii Wojciecha Farugi. Byliśmy już na scenie, w w kostiumach, do premierowej gotowości brakowało kilka dni. Teraz po wznowieniu pracy potrzebujemy do dwóch tygodni. Planujemy też próby „Sonaty jesiennej" w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego, ale to będzie sztuka trzyosobowa.

Dyrektor Jan Englert podkreśla, że wszystko zależy od warunków sanitarnych stworzonych przez rząd. Nad ich wypracowaniem pracują Instytutu Teatralny oraz Muzyki i Tańca. Do tej pory dopiero w czwartym etapie normalizacji dopuszczano grę przy 50 osobach na widowni.

– W latach 80., gdy teatry były też dotknięte bojkotem niektórych kolegów, zdarzały się wieczory, gdy obsada na scenie była liczniejsza niż widzowie. Teraz wyobrażam sobie grę przy niepełnej widowni. W przeznaczonej dla kilkuset widzów dużej sali Narodowego 150 odbiorców, nawet porozsadzanych, byłoby do przyjęcia. Ale trzeba pamiętać o obawach publiczności. Na teatromanów zawsze można liczyć, ale racjonalnie oceniając sytuację, na powrót większości widzów możemy liczyć w okresie do trzech miesięcy po wznowieniu normalnej działalności.

Narodowy bierze pod uwagę powrót do gry w połowie czerwca, urlopy w lipcu po to, by 5 sierpnia zająć się intensywnie próbami, z nadzieją na otwarcie sezonu we wrześniu.

– Jak będzie? Nie wiemy – podkreśla Jan Englert. – Obawiam się też zmiany mentalności aktorów i widzów, zwłaszcza jeśli chodzi o wymagania artystyczne, co jest związane z teatrem online. Jest nam potrzebny, by przetrwać trudne chwile, dlatego Narodowy wystartował z cyklem „Antologia poezji polskiej". Ale wracając na scenę, wszystkie teatry muszą zadbać o najwyższą jakość. W dyskusji o tym, czy VOD może zastępować żywy teatr, z dużą ostrożnością trzeba używać przykładu spektakli The National Theatre w sieci. Są przygotowane z myślą o transmisji, zrealizowane z użyciem kilkunastu kamer, z odpowiednim oświetleniem. Ale żywego teatru nie zastąpią.

Tymczasem legnicki Teatr im. Modrzejewskiej zaprasza 9 i 10 na „Dekamerona" Boccaccia, pierwszą premierę zrealizowaną z myślą o prezentacji w sieci.

Prywatna scena

– Aby opłacalnie zagrać 60 spektakli, musimy uzyskać wpływ 1,2 mln zł miesięcznie w dwóch salach Polonii i OchTeatru – mówi „Rz" ich dyrektorka, Krystyna Janda. – Połowa idzie na honoraria dla artystów, a współpracuje z nami 400, reszta zaś na koszty stałe, w tym opłaty, wynajem i pensje 80 pracowników administracji oraz ekip technicznych, z czego 42 jest zatrudnionych na umowę o pracę. Teraz liczymy straty, ale wypłacam pensje, nikogo nie zwolniłam, a nawet podpisałam umowę z panem oświetleniowcem. Wystąpiliśmy też o pomoc we wszystkich trzech tarczach. choć zatrudniamy za dużo osób, żeby móc się ubiegać o umorzenie składek ZUS. Mieliśmy pieniądze z biletów sprzedanych do sierpnia, jednak połowę z nich musieliśmy zwrócić automatycznie przez operatora Bilety24. Kasa działa zdalnie, codziennie mamy zwroty na poziomie 9–10 tysięcy zł, ale dzięki życzliwości widzów przekładamy rezerwacje lub sprzedajemy vouchery. Nasze warunki powrotu są takie, że musimy sprzedać 65 procent biletów, czyli 2oo w Polonii i 300 w Ochu, żeby zwrócił się koszt. Chyba że rząd zastosuje dopłaty. Wtedy możemy grać również dla 50 osób.

Dyr. Janda planuje próby „Wspólnoty mieszkaniowej" we własnej reżyserii, „Cwaniar" Agnieszki Glińskiej i „Minettiego" Andrzeja Domalika. W małych obsadach można analizować teksty w maseczkach.

– Kieruję się informacjami z produkcji seriali, ponieważ jeżeli teraz nie skorzystamy z wolnego czasu aktorów, to mogą oni pojechać na plany filmowe już od połowy czerwca – mówi Krystyna Janda. – Wiem skądinąd, że między rządem a środowiskiem filmowym, a także sportowym, prowadzone są negocjacje. Dyskutowana jest liczba aktorów i sprawy dotyczące ekip technicznych w pomieszczeniach i w plenerze, a także obecności inspektora sanitarnego. Nie wiem, czy ktoś prowadzi takie rozmowy w imieniu teatrów. Do mnie nikt się nie zgłaszał.

5 maja miały ruszyć w Operze Bałtyckiej próby „Wehikułu czasu" Francesco Bottigliera.

– To opera z udziałem czterech solistów – mówi dyrektor Romuald Wicza-Pokojski. – W związku z sytuacją w hotelach zaczniemy w połowie maja. Umówiliśmy się z reżyserem Tomaszem Manem, że warunki, w jakich żyjemy, zostaną zaznaczone w spektaklu. Premierę planujemy na sierpień.

– Konsultujemy aktualnie z teatrami propozycje, które przygotowaliśmy wspólnie z ministerstwem – mówi Katarzyna Meissner, dyrektorka Instytutu Muzyki i Tańca. – Zakładamy, że powrót będzie następował w trzech etapach. Pierwszy to przygotowanie samych budynków do pracy, ale przede wszystkim umożliwienie artystom rozpoczęcie w nim ćwiczeń. Dotyczy to zwłaszcza treningów tancerzy, ale i muzyków, by mogli na początek pracować w grupach poszczególnych instrumentów. Etap drugi powinien polegać na rozpoczęciu prób, wpierw na pewno w kameralnym składzie. W etapie trzecim będzie można zaprosić publiczność.

Wszystkie fazy tego planu niosą określone problemy.

– Każdy teatr ma przestrzenie wspólne, garderoby czy bufet, w których artyści się spotykają – mówi Łukasz Goik, dyrektor Opery Śląskiej w Bytomiu. – Rytm pracy też jest określony, próby zaczynają się i kończą o określonej godzinie. Jak uniknąć tłoku przy wejściu i wyjściu z budynku? Niebagatelne koszty pochłoną środki zabezpieczające. Sami nie będziemy w stanie za nie zapłacić.

– Ten problem będzie wymagać osobnych ustaleń między instytucją a organem, któremu podlega – mówi dyrektor Katarzyna Meissner. Ma jednak nadzieję, że pierwszy etap rozpocznie się stosunkowo szybko. – Czym innym dla tancerza czy muzyka jest przecież samotne ćwiczenie w domu, czym innym wyczekiwana teraz praca w grupie – podkreśla.

W niezbyt odległej perspektywie można sobie wyobrazić rozpoczęcie normalnych prób, choć w zdecydowanie lepszej sytuacji są filharmonie, które zapewne rozpoczną od przygotowywania koncertów muzyki kameralnej. Opery i teatry muzyczne mają skromny wybór, jeśli chodzi o repertuar wymagający małych obsad.

– Teatr Wielki w Poznaniu jest w innej sytuacji, ponieważ jesienią ma rozpocząć się w nim remont – mówi jego dyrektorka Renata Borowska-Juszczyńska. – Ale to jest przecież rok 110-lecia działalności teatru i na 30 września zaplanowaliśmy uroczyste, koncertowe wykonanie „Czarodziejskiego fletu", które wymaga dużej liczby wykonawców. Dziś nie umiemy powiedzieć, czy będzie to możliwe. Jeśli koncert miałby się odbyć bez publiczności, przeprowadzimy transmisję live.

Obawy o dotacje

Dyrektorzy oper, które od zawsze mają problemy finansowe, obawiają się ponadto, że teraz będą one jeszcze większe.

– Dotacja urzędu marszałkowskiego pokrywa nasze koszty stałe: utrzymanie budynku i płace – wylicza Renata Borowska-Juszczyńska. – Na działalność artystyczną musimy zdobyć pieniądze ze sprzedaży biletów, z wynajmu teatru na imprezy obce, resztę dodaje Ministerstwo Kultury. Tymczasem od marca nie mamy żadnych wpływów, nie będzie ich także w przyszłym sezonie.

- Ekonomiczne skutki pandemii odczujemy tak naprawdę w przyszłym sezonie – uważa Łukasz Goik i tak jak inni dyrektorzy widzi niebezpieczeństwo obcięcia dotacji.

Dyrektorzy wolą też, nawet po uzyskaniu pomocy, nie rezygnować ze sprzedaży biletów, choćby w niskiej cenie. To tworzenie iluzji „darmowej sztuki", a będzie też problem z podatkiem VAT.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA