fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Jubilat z wrażliwością dziecka

Stasys Eidrigevičius fotografowany przez swojego syna I
Fotorzepa, Ignacy Eidrigevicius Ignacy Eidrigevicius
Niezwykle popularny u nas Stasys Eidrigevičius 70. urodziny postanowił uczcić wielką wystawą w... Japonii.
Od prawie 40 lat ten artysta o litewsko- polskich korzeniach mieszka w naszym kraju, a jego twórczość najczęściej kojarzy się nam z plakatami, pastelami, ekslibrisami, ilustracjami, rysunkami, publikowanymi także w „Rzeczpospolitej".
Ale Stasys Eidrigevičius maluje także obrazy, zajmuje się fotografią, tworzy kolaże, maski, instalacje, autorskie spektakle. Ze swobodą porusza się we wszystkich tych dziedzinach. Nieustannie poszukuje nowych pomysłów, zmienia techniki. A zarazem wyróżnia go natychmiast rozpoznawalny styl, który przyniósł mu światowy sukces i wiele prestiżowych nagród.
Stasys rozwija niekończącą się opowieść o człowieku wędrującym przez życie, który mimo rosnącego ciężaru doświadczeń nie traci niemal dziecięcej wrażliwości. Wszystkie szaleństwa świata odciskają melancholijny ślad na tej fikcyjnej postaci, która bywa zarazem alter ego artysty, nie gasząc w jego oczach ciekawości odkrywania go dalej.
Sam artysta również nieustannie podróżuje. Wrócił właśnie ze Szwajcarii. – Podpisałem tam umowę na książkę, w której będą moje rysunki i wiersze dedykowane van Goghowi – zdradza „Rzeczpospolitej". – Van Gogh w moim życiu raz się przybliża, raz oddala, ale gdzieś nieustannie powraca. Tak jak ja urodził się w małej miejscowości i całe życie oddał sztuce.
Stasys poznawał miejsca związane z jego życiem. We Francji odwiedził Arles i Auvers-sur-Oise. Oglądał jego obrazy w wielu muzeach, nawet „Słoneczniki" w Tokio. I poświęcił wcześniej van Goghowi swe prace: plakat „Hommage à Vincent" z twarzą o oczach jak słoneczniki oraz dwuczęściowy performance „Rozmowa z Vincentem" i „Żółty pokój". Zrobił też pastel „Ucho van Gogha" i namalował obraz odwołujący się do listu Vincenta do brata.
Stasys mówi, że w jego licznych podróżach przychodzą mu nowe pomysły i rozwiązania do tworzenia własnego mikroświata, w którym współgra fantazja i konstrukcja.

Między dwoma krajami

Ma jednak dwa ważne stałe punkty odniesienia: Litwę i Polskę. – Przez całe życie łączę te kraje – mówi. Fotografia, leżąca na stole w jego pracowni, przenosi nas na Litwę, gdzie się urodził w Mediniszkach/Mediniškia, a dorastał we wsi Lepšiai pod Poniewieżem.
Fotografia przedstawia instalację „Fundamenty", którą zrealizował w Poniewieżu w 1996 roku z obrysem fundamentów rodzinnego domu i otaczającego go gospodarstwa. Stasys pokazuje mi także realistyczną makietę nieistniejącego już domu i zdjęcia rodziców.
Te obrazy pamięci ożywia często w autorskich spektaklach takich jak „Biały jeleń" i „Drewniany człowiek", w pastelach, książkach i na wystawach, jak na ubiegłorocznej „Litwo, Ojczyzno moja... Adam Mickiewicz i Stasys Eidrigevičius" w warszawskim Muzeum Literatury. – Na tamtym wiejskim podwórku nie było polityki, mimo że to był czas socjalizmu. Radości i kłopoty życia codziennego dyktowała przyroda – wspomina.
Litwę Stasys odwiedza często i z satysfakcją mówi o Złotym Lwie dla pawilonu litewskiego i młodych artystek z Litwy na tegorocznym Biennale w Wenecji.
Polska stała się jego domem już po artystycznych studiach w Kownie i Wilnie. Ale przyjeżdżać zaczął tu jeszcze w latach 70. na zaproszenie kolekcjonera ekslibrisów i poety Edmunda Puzdrowskiego. Ekslibrisy, grafiki i malarskie miniatury Stasysa szybko zwróciły uwagę polskich krytyków.
Na stałe zamieszkał w Polsce w 1980 roku, bo pociągała go większa artystyczna swoboda. Wtedy jego uwagę zwrócili mistrzowie polskiego plakatu – Tomaszewski, Młodożeniec, Świerzy. I wkrótce sam dołączył do tego kręgu.

Wyprawa do Tokio

W lipcu Stasys Eidrigevičius finalizował swą retrospektywę w Japonii. Będzie to największa jego wystawa w jubileuszowym roku, w którym kończy 70 lat. Japończycy wybrali na nią ponad 770 prac na papierze. Wszystkie poleciały już do Tokio. Wystawa „Stasys Eidrigevičius: Images – Representations of Memories" w Musashino Art University Museum & Library (MAU M&L) zostanie otwarta 2 września.
Japończycy wysoko cenią jego sztukę i często zapraszają Stasysa. Był tam już kilkanaście razy. Na Międzynarodowym Triennale Plakatu w Toyamie zdobył złoty medal w 1994 r. za plakat do spektaklu „Biały jeleń" i brązowy w 2009 r. za plakat „Terezin" do przedstawienia w krakowskim Starym Teatrze.
Przed dziesięciu laty urodziny świętował na Triennale Echigo-Tsumari Art, na którym prezentował instalację przypominającą statek z twarzami-maskami zamiast masztów. Od lat 90. w parku sztuki Tachikawa w Tokio stoi jego stalowa rzeźba „Face-Car". A prestiżowa Ginza Graphic Gallery w Tokio wydała książkę poświęconą jego sztuce.
–W MAU M&L miałem już wcześniej dwukrotnie wykłady oraz wystawę plakatu – dodaje Stasys Eidrigevičius. Natomiast teraz na tokijskiej wystawie przypomni m.in. cykl japońskich rysunków tuszem ze swej pierwszej podróży do tego kraju w 1987 roku. Mieszkał wtedy w domach Japończyków i uczył się od nich znaków oznaczających różne słowa, na przykład dom, źródło, góra, uśmiech, parasolka, kimono, a potem przekładał je na własne rysunki.
W Tokio pokaże też rysunki prasowe robione dla „Polityki", „Literatury" czy „New York Timesa". I te najnowsze o ciągłej, czystej linii. Dla Stasysa rysunek zawsze był bardzo ważny. – Można zrobić z niego egzamin – twierdzi. – Linia pokazuje, czy jesteś mistrzem, czy nie. Na obrazie możesz jeszcze raz położyć farbę i przemalować. W rysunku nic już nie poprawisz.
Wystawa obejmuje też duży wybór jego najwcześniejszych prac: grafik, ekslibrisów, litewskich fotografii, surrealizująco-baśniowych ilustracji. I pierwsze kolaże, późniejsze pastele, maski, które zaczął robić w Stanach. Wśród plakatów są m.in. te do spektakli Les Célestins Théâre w Lyonie.
Japończyków bardzo także zainteresowały dzienniki – malowane i rysowane, dopełniane zapiskami, które Stasys prowadzi wszędzie. No i najnowsze kreacyjne fotografie.
On sam marzy jeszcze o retrospektywie w Polsce, na przykład w Zachęcie, albo w Muzeum Narodowym.
– Moje życie to sztuka. Raz udaje się zrobić pracę na jednym oddechu, a raz ją zaczynam, odstawiam, wracam i dopiero coś z tego powstaje – tłumaczymik Stasy . – Czasem mam wizję, a czasem żadnego konkretnego pomysłu. Wtedy, jak w muzyce, idę drogą improwizacji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA