fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Jerozolima wciąż celem ataków

Jerozolima po ataku na przystanku autobusowym
PAP/EPA
W świętym mieście dawno nie było tak niebezpiecznie jak w ostatnich miesiącach.

Piotr Jendroszczyk z Jerozolimy

Jedenaście osób zostało rannych, w tym małe dziecko, gdy w poniedziałek młody Palestyńczyk z wschodniej, arabskiej części Jerozolimy wjechał autem w grupę osób na przystanku autobusowym w pobliżu mostu Strunowego (Geszer HaMeitarim) w zachodniej części miasta. To symboliczne miejsce, swego rodzaju brama wjazdowa do Jerozolimy.

Był to kolejny atak w mieście, w którym z dnia na dzień rośnie zagrożenie terrorystyczne. Z tego powodu na uliczkach starego miasta w Jerozolimie nie ma tłoku. Niemal pusta jest Via Dolorosa, Droga Krzyżowa.

Arabscy handlarze w zaułkach i uliczkach nudzą się tak jak izraelscy, usiłując sprzedać pamiątki ze świętego miejsca dla trzech światowych religii, dewocjonalia konkurują z chińskimi zegarkami czy z torbami z napisem „Jerusalem" z informacją, że wyprodukowane zostały na terenie Autonomii Palestyńskiej. Ich sprzedawcy mają nadzieję, że taka informacje uzasadnia podniesienie ceny, liczą na solidarność tych turystów, którzy uznają Izrael za okupanta tej części Jerozolimy włączonej do państwa żydowskiego w 1967 r.

Turystów odstraszają informacje o palestyńskich nożownikach czy terrorystach używających samochodów do ataków na tłum na przystankach czy w innych miejscach w Jerozolimie. Mówi się o kolejnym powstaniu Palestyńczyków. Tym razem spontanicznym, bez przywódców i w zasadzie przy deklarowanym sprzeciwie władz Autonomii Palestyńskiej.

Intifada nożowników – piszą o wielu nieskoordynowanych atakach izraelskie media. Najczęściej używaną bronią w rękach palestyńskich terrorystów jest nóż. W czasie poprzednich wielkich fal protestów w użyciu były kamienie oraz broń palna.

Pod koniec listopada dwie palestyńskie dziewczyny, 16- i 14-letnia z Kfar Akab, niedaleko Jerozolimy wyszły z domów jak zwykle rano, udając się do szkoły. Tak przynajmniej sądzili rodzice. Jednak pojechały do Jerozolimy, kierując swe kroki do meczetu Al-Aksa na wzgórzu świątynnym nad Ścianą Płaczu. Po modlitwie kupiły na bazarze zwykłe nożyczki. Tak uzbrojone zaatakowały siedzącego na ławce człowieka. Okazał się 70-letnim Palestyńczykiem. Otrzymał dwa ciosy i zdołał uciec.

Sądziły, że ich ofiara jest Żydem, a cała akcja miała być zemstą za śmierć brata jednej z nich, który zmarł od ran odniesionych w starciu w izraelskimi żołnierzami rok wcześniej. Postanowiły szukać innej ofiary. Zaatakowany przechodzień miał broń i postrzelił jedną z nich. Na miejscu pojawił się policjant, który bez namysłu użył swojej broni. 14-latka zginęła na miejscu, jej koleżanka została ciężko ranna.

W podobny sposób jak dwie dziewczyny z Kfar Akab postanowiła rozprawić się z wrogami dwa dni temu 15-letnia Palestynka, atakując nożem Izraelczyka w Hebronie. Postrzelona przez żołnierza walczy o życie w szpitalu.

W sumie od września w podobnych aktach zginęło 17 Izraelczyków. Ponad 100 Palestyńczyków zapłaciło życiem, uczestnicząc w aktach terrorystycznych. Zamachowcy giną na miejscu od kul przypadkowych świadków zdarzenia, nierzadko żołnierzy, którzy na urlopach nie rozstają się z bronią.

Turyści nie są celem palestyńskich ataków. Obywatel USA, który zginął w jednym z ataków, był ortodoksyjnym Żydem pobierającym nauki w Izraelu. Nie znaczy to, że turyści nie mają się czego obawiać. Z pewnością nie jest bezpiecznie na Zachodnim Brzegu. Osiedla żydowskie, w których mieszka już prawie pół miliona Izraelczyków, wliczając wschodnią Jerozolimę, są prawdziwymi twierdzami. Nierzadko dochodzi do blokowania prowadzących do nich dróg przez Palestyńczyków.

– To także jest akt terroru i sprawcy powinni podlegać przewidzianej karze, w tym zburzeniu domów terrorystów – domaga się Awigdor Lieberman, szef Naszego Domu Izrael, opozycyjnej partii nieprzejednanej wobec Palestyńczyków.

Wszystko to utrudnia dotarcie do Betlejem. Miejsce urodzenia Jezusa leży zaledwie 10 kilometrów od Jerozolimy, już po stronie Autonomii Palestyńskiej . W obecnych warunkach taksówkarze żądają 150 dolarów za kurs do Bazyliki Narodzenia Pańskiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA