fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wojna w centrum Paryża

AFP
Przynajmniej 128 zabitych i 200 rannych: francuska stolica nie jeszcze nigdy nie przeżyła tak krwawych zamachów terrorystycznych. Państwo Islamskie przerzuciło wojnę na teren republiki - przyznaje Pałac Elizejski.

Atak został przeprowadzony w piątek wieczorem w pięciu miejscach jednocześnie.

Trzy eksplozje usłyszano w okolicy Stade de France gdzie trwał mecz towarzyski z Niemcami, któremu przyglądał się Francois Hollande. Prezydent został ewakuowany. Policja ocenia, że w zamach samobójczych zginęły tu cztery osoby, trzy z nich to zapewne sami terroryści. Zabezpieczenie imprezy okazało się więc dość skuteczne.

Ale o wiele cięższy jest bilans ataków na kilka restauracji w X i XI dzielnicy Paryża. Jak opowiadają w sobotę rano świadkowie, napastnicy podjeżdżali czarnym renault clio i strzelali z karabinów maszynowych do siedzących na tarasach restauracji "La Belle Equipe", "Le Petit Cambodge" czy "Le Carillon". Tylko w tej pierwszej zginęło przynajmniej 18 osób. Liczba ofiar może być jednak znacznie większa bo w szpitalach stolicy przebywa setki osób, z czego co najmniej 83 w stanie bardzo ciężkim.

Ale prawdziwym horrorem zakończył się atak na klub Bataclan, niedaleko bulwaru Woltera we wschodniej części francuskiej metropolii. Tu około półtora tysiąca osób przyglądało się koncertowi rocka. Do sali bez przeszkód wdarło się czterech napastników o "bliskowschodnich rysach". Nie mieli zakrytych twarzy. Policja mówi na razie o 82 zabitych. Zginęli gdy terroryści zaczęli strzelać długimi seriami z karabinu maszynowego do uciekającego w panice tłumu.

- Wszędzie była krew. Nie widziałem nawet tych, którzy strzelali - mówi łamiącym się głosem Thomas na antenie telewizji France 2.

Specjalne jednostki anty-terrorystyczne wspierane przez armię zdecydowały się na szturm Le Bataclan bardzo szybko, kilkanaście minut po północy. Prezydent Hollande uznał, że negocjacje z napastnikami są bezcelowe a mogą doprowadzić do jeszcze większej liczby ofiar bo terroryści przygotują się na odparcie ataku.

W akcji zginęła całą czwórka dżihadystów, trzech wysadzając się w powietrze.

- Analizowaliśmy od wielu miesięcy podobne ataki terrorystyczne jak na szkołę w Biesłanie w Rosji, gdzie zginęło 331 osób. Chcieliśmy uniknąć tamtych błędów - mówi anonimowo źródło we francuskiej policji.

Mimo tak szybkiej akcji bilans ataków jest bezprecedensowy nie tylko w historii Francji. Także w całej Europie zachodniej terroryści nie zdołali zabić jednocześnie tylu ludzi od czterdziestu lat jeśli pominąć zamach na madrycki dworzec Atocha w 2004 r., gdzie śmierć poniosło prawie 200 osób.

- Wiemy, kim oni są. Nasza odpowiedź będzie bezwzględna - mówił tuż przed północą w wystąpieniu telewizyjnym Francois Hollande. Prezydent, zawsze bardzo opanowany, tym razem z wielkim trudem opanowywał wzruszenie. Zarządził stan wyjątkowy na terenie całego kraju oraz przywrócenie kontroli granic.

Świadkowie ataku na Bataclan mówią, że napastnicy zabijali widzów z krzykiem Allah Akbar na ustach. Mówili także po francusku: " to wszystko wina waszego prezydenta, Hollande'a. Nie powinien brać udziału w wojnie w Syrii".

Francja, która od wielu miesięcy prowadzi bombardowania pozycji Państwa Islamskiego w Iraku, we wrześniu poszerzyła je na Syrię. Francuski służby specjalne już od dawna spodziewały się ataku odwetowego w wielu miejscach kraju jednocześnie. W samym Paryżu rozważane było około stu scenariuszy. Brygady anty-terrorystyczne opracowały szczegółowe plany elektroniczne najbardziej uczęszczanych miejsc: Bataclan był jednym z nich.

Już w ubiegłym roku jeden z doradców ministra obrony Francji mówił "Rz": do Syrii i Iraku wyjechało około trzech tysięcy Francuzów aby wziąć udział w dżihadzie. Kontrolujemy ich poczynania. Ale wystarczy, że stracimy ślad za kilkoma, a dojdzie do tragedii".

I tak się stało.

- Francuskie służby są w stanie podsłuchać dosłownie wszystkie połączenia elektroniczne. Ale wśród dżihadystów w Syrii nie mają żadnych szpiegów, nie wymieniają też danych wywiadowczych ze służbami Baszara Asada. To był błąd - mówił na antenie telewizji France 24 Chems Akrouf, ekspert ds. terroryzmu.

Jego zdaniem dżihadyście posunęli się o krok dalej w stosunku do styczniowych zamachów na redakcję satyrycznego pisma Charlie Hebdo. Wówczas liczba ofiar było o wiele mniejsza bo napastnicy chcieli się zemścić na konkretnych osobach: dziennikarzach i policjantach. Teraz zagrożony ma się czuć każdy. I to się udało - mówi Akrouf.

Marc Treredic, sędzie wydający wyroki wobec terrorystów, ostrzega jednak: to dopiero początek. Ci dżihadyści, którzy decydowali się na zeznania, zawsze powtarzają to samo: Państwo Islamskie jest zdecydowane przerzucić wojnę na teren Francji. Ma po temu zaprawionych w bojach w Jemenie, Syrii, Libii i Iraku ludzi, pieniądze i broń. Najgorsze dopiero przed nami. We Francji mieszka około siedmiu milionów muzułmanów, najwięcej w Europie Zachodniej obok Niemiec. To także ułatwia działania terrorystów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA