fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Krzyżak: Europejska krawcowa bez wizji

AFP
Jedni chcą jeszcze ściślejszej integracji, inni pragną ograniczenia „wszechwładzy" unijnych instytucji. Paradoksalnie zwaśnionych usiłują pogodzić Niemcy.

Unia Europejska jest w kryzysie. Niektórzy twierdzą, że jest największy w jej historii. Debata – nad tym, jak ma Unia wyglądać, jaką rolę mają odgrywać instytucje europejskie, a jaką rządy narodowe – toczy się od co najmniej trzech lat. Także na forum Parlamentu Europejskiego. Od stycznia trwa w nim dyskusja z udziałem przywódców krajów UE.

Do końca stycznia 2019 roku zaplanowano 16 wystąpień. I choć głos zabierali już m.in. premierzy Irlandii, Chorwacji, Holandii czy prezydent Rumunii, to w istocie dyskusja jest pojedynkiem prezydenta Francji Emmanuela Macrona (wystąpił w kwietniu) i premiera Polski Mateusza Morawieckiego (w lipcu) oraz stojącej między nimi kanclerz Niemiec Angeli Merkel (przemawiała w Strasburgu we wtorek).

Wystąpienia tej trójki wyraźnie pokazują, gdzie w Europie przebiega linia podziału. Macron chce szybkich reform, jeszcze ściślejszej integracji i ucieczki „do przodu" bez oglądania się na słabszych. Stąd pomysły na odrębny budżet dla krajów strefy euro, stąd słowa pod adresem Polski, że Europa „nie jest supermarketem", stąd ostrzeżenia przed rządami populistów i podkreślanie konieczności obrony demokracji przed tymi, którzy usiłują ją „rozmontować".

Po przeciwnej stronie jest Mateusz Morawiecki. Podkreślał, że w wielu państwach narasta sceptycyzm do biurokratycznej machiny UE, pojawia się nieufność, a Unia w obecnym kształcie doszła już do ściany. Morawiecki, silnie akcentujący ideę państw narodowych, wzywający wręcz do przekształcenia UE w nową Unię Narodów i podkreślający, że uszanowanie „praw narodowych tożsamości jest fundamentem zaufania w Unii", a każdy kraj w UE „ma prawo do kształtowania swojego systemu prawnego zgodnie ze swoimi tradycjami", ma za sobą Słowację, Węgry, Rumunię czy Maltę, których praworządności Unia bacznie się przygląda.

I wreszcie Angela Merkel, która wprawdzie dostrzega potrzebę reform UE, ale zależy jej przede wszystkim na utrzymaniu jedności 27 państw – w marcu 2019 r. odejdzie Wielka Brytania. Usiłuje pogodzić zwaśnione siły, by zachować jak największą spójność. Wybrzmiało to we wtorek w Strasburgu, gdzie Merkel podkreślała, że najważniejsza dla UE jest jedność i solidarność, która jest „DNA Europy". Obie strony usłyszały to, co chciały. Żadna nie może czuć się urażona, kanclerz była bardzo delikatna. Prezydent Francji na pewno wychwycił słowa, że jeśli „ktoś kwestionuje rządy prawa, to zagraża praworządności całej Europy" i trzeba przezwyciężać narodowe egoizmy. Z pewnością zadowoliło go to, że kanclerz kilka razy odwoływała się do współpracy z Francją.

Premier Morawiecki usłyszał pewnie, że Niemcy zbyt późno zrozumiały kryzys uchodźczy i że prawdziwa solidarność wymaga tego, by szanując doświadczenia, historię i uwarunkowania innych krajów, wypracować wspólną drogę rozwiązania tej kwestii. I że trzeba żyć w przyjaźni ze swoimi sąsiadami.

Można mieć do Merkel pretensje, że jej przemówienie było wygładzone i bez konkretów (poza koniecznością budowy wspólnej europejskiej armii). Właściwie bez żadnej wizji. Trudno było liczyć na coś więcej. Niemcy interes mają do zrobienia po obu stronach barykady.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA