fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Surowce i Chemia

Polska szykuje się do walki o Turów

Kompleks węglowy Turów ma działać do wyczerpania się złóż, czyli do 2044 r.
Bloomberg
Czesi tuż przed rozpoczęciem negocjacji złożyli wniosek o kary finansowe dla Polski za niestosowanie się do nakazu zaprzestania eksploatacji turoszowskiego złoża.

W czwartek w Pradze rozpoczną się polsko-czeskie negocjacje w sprawie przyszłości należącej do Polskiej Grupy Energetycznej Kopalni Węgla Brunatnego Turów. Obie strony przygotowały już swoje strategie negocjacyjne, ale to Polska jest obecnie przyciśnięta do muru. Tuż przed rozpoczęciem rozmów do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wpłynął wniosek od Czechów o zasądzenie 5 mln euro dziennie kary dla Polski za niezastosowanie się do nakazu natychmiastowego zatrzymania wydobycia w odkrywce Turów.

Istotne szczegóły

Strona czeska przesłała już swoją propozycję międzyrządowego porozumienia, które ma zakończyć spór o kopalnię. – Zawiera ona warunki, których spełnienia będziemy oczekiwać od Polski przed i po ewentualnym cofnięciu pozwu. To przede wszystkim dobre warunki środowiskowe dla naszych obywateli. Rozpoczniemy rozmowy w czwartek i jesteśmy gotowi do twardych negocjacji – poinformował na Twitterze Richard Brabec, minister środowiska w czeskim rządzie.

Z naszych źródeł wynika, że czeska propozycja bazuje w dużej mierze na wcześniejszych ustaleniach, jakie obie strony uzgodniły podczas spotkania przygotowawczego w Libercu w ostatnim tygodniu maja. – Diabeł jednak tkwi w szczegółach i te szczegóły będziemy negocjować – mówi nasze źródło zbliżone do polskiego rządu.

Podczas tamtego spotkania Polska zadeklarowała wpłatę 40–45 mln euro na pokrycie kosztów poniesionych na eliminację ryzyk związanych z działalnością kopalni, monitorowanie skutków działalności odkrywki i współfinansowanie z Czechami innych projektów.

Później jednak Czesi ogłosili, że ich żądania będą sięgać 40–50 mln euro, w zależności do tego, ile ostatecznie będzie kosztować rozbudowa wodociągów i budowa nowych źródeł wody pitnej po czeskiej stronie. Po wpłaceniu tej kwoty Czechy miałyby wycofać swoją skargę. Do czasu zawarcia umowy kraje mają znaleźć sposób przekazania środków, który będzie dla obu stron możliwy pod względem prawnym. Pieniądze na ten cel mają trafić z budżetu państwa, samorządów oraz PGE.

Czesi zarzucają Polsce nie tylko negatywny wpływ kopalni na ich tereny przygraniczne, w tym głównie na dostęp do wody pitnej, ale też niestosowanie się do unijnych przepisów w procesie przedłużenia koncesji na eksploatację turoszowskiego złoża i wyłączenie udziału społeczeństwa z tego procesu.

Zarzuty wobec procesu przyznawania pozwoleń dla kopalni Turów ma także organizacja Greenpeace, która we wtorek złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie na decyzję ministra klimatu i środowiska Michała Kurtyki przedłużającą koncesję dla tej odkrywki do 2044 r. Ekolodzy domagają się wstrzymania wykonalności decyzji. Ich zdaniem minister nie rozpoznał należycie kwestii wpływu rozbudowy odkrywki na klimat i środowisko, a ponadto wydana koncesja jest niezgodna z decyzją środowiskową.

Działa mimo zakazu

Gdy TSUE zadecydował o zastosowaniu środka tymczasowego i nakazał zatrzymanie eksploatacji turoszowskiego złoża do czasu rozstrzygnięcia skargi Czechów, polski rząd od razu stwierdził, że nie zamknie kopalni, bo wiązałoby się to z zatrzymaniem elektrowni Turów. Podobne deklaracje słyszeliśmy też z ust Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa PGE. Władze koncernu energetycznego podkreślają, że elektrownia Turów już dziś spełnia rygorystyczne unijne normy emisyjne, które zaczną obowiązywać od sierpnia tego roku i dotyczą emisji tlenków siarki, azotu i pyłów.

PGE zapewnia też, że łączny koszt inwestycji na rzecz zmniejszenia wpływu kopalni na okolicę w latach 2016–2021 wynosi niemal 90 mln zł. Duża część tych środków popłynęła na ochronę wód. Przy granicy z Niemcami funkcjonuje już podziemny ekran chroniący wody gruntowe, a podobny PGE buduje właśnie przy granicy z Czechami za 17 mln zł. Aktualnie trwają też prace nad budową ekranu przeciwwiatrowego za 20 mln zł. Spółka zapowiedziała także budowę wału ziemnego, który będzie zabezpieczał czeską stronę przed pyłami z kopalni.

Koncern chce też wybudować elektrociepłownię dla lokalnych mieszkańców (obecnie ciepło w Bogatyni produkowane jest z węgla brunatnego). Nie rezygnuje jednak z ostatecznej daty zamknięcia elektrowni Turów, która ma działać do wyczerpania się złóż węgla w 2044 r. Jednocześnie skróciła deklarowany czas działania drugiego kompleksu na węgiel brunatny – w Bełchatowie – z 2038 do 2036 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA