fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Mistyfikacja w słynnym eksperymencie prof. Zimbardo?

adobestock
Z pozoru niewinna symulacja więziennych realiów wymknęła się spod kontroli. Jej rezultaty zaskoczyły nawet samego organizatora eksperymentu. Czy aby na pewno zaskoczyły? A może była to mistyfikacja, na której pomysłodawca zbudował swoją karierę?

Tak zwany eksperyment więzienny (eksperyment stanfordzki) zorganizowany został w 1971 roku przez psychologa społecznego profesora Philipa Zimbardo na Uniwersytecie Stanford w Kalifornii. Polegał na zgromadzeniu 24 zdrowych psychicznie uczestników w podziemiach Wydziału Psychologii, w warunkach przypominających więzienie. Uczestnicy zostali losowo podzieleni na dwie grupy - więźniów i strażników. Więźniów oznaczono numerami. Skazańcy zostali ubrani w obszerne białe koszule, na głowy założono im damską pończochę jako czapkę, a na prawej nodze zamknięto łańcuch za pomocą kłódki. Strażnicy pozostali dla nich anonimowi.

Stworzono regulamin więzienny, za którego nieprzestrzeganie więźniowie byli surowo karani. Kary były upokarzające, wręcz sadystyczne. Eksperyment, zaplanowany na dwa tygodnie, musiano przerwać po sześciu dniach. Okazało się, że „więzienie” przekreśliło wszystkie wartości, jakimi kierowała się grupa strażników w normalnym życiu. Stali się oni okrutni i znajdowali w tym przyjemność. Natomiast grupa więźniów utraciła energię, stała się apatyczna i bezwolna.

Amerykański psycholog udowodnił przy pomocy tego eksperymentu, że ludzie zdrowi psychicznie w specyficznych warunkach mogą z łatwością wcielać się w role oprawców i ofiar. Powodów takich zachowań doszukiwał się nie w zaburzeniach ludzkiej psychiki, lecz we wpływie otoczenia na jednostkę.

Tyle, że to wcale nie jest pewne

Po 36 godzinach eksperymentu jeden z więźniów, Douglas Korpi, numer 8612, zaczął się dziwnie zachowywać. Na zmianę zachowywał się agresywnie i wybuchał płaczem, krzyczał i przeklinał, miał „zdezorganizowany sposób myślenia”. Kiedy ostatecznie stracił nad sobą panowanie, badacze postanowili go wypuścić.

Zimbardo przekazał światu informację, że jeden z więźniów nie wytrzymał psychicznie i to spowodowało podjęcie decyzji o zwolnieniu. Douglas Korpi nie zdementował tych doniesień. Podobno kierownik eksperymentu proponował mu doktorat w zamian za milczenie. Dziś Korpi żałuje, że nie powiedział głośno o tym, że Philip Zimbardo kłamał i że nie pozwał go za szerzenie nieprawdy.

Były więzień 8612, twierdzi dziś, że udawał. Podkreślił, że jego zachowanie bardziej wyglądało jak histeria, niż psychoza, a każdy lekarz potrafiłby to rozpoznać. Zwraca uwagę na to, że jego zachowanie nie było wywołane przez agresję strażników, a chęć dostania się na studia doktoranckie.

Doświadczenie przerwano po sześciu dniach z powodu rosnącej agresji strażników oraz dzięki analizom Christiny Maslach, która zakwestionowała moralną stronę eksperymentu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA