fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Wypadek czy morderstwo? W Meksyku zginął polski rowerzysta

Facebook/Mexico Magico Blog
Polski podróżnik, 37-letni Krzysztof Chmielewski zginął w meksykańskim stanie Chiapas podczas swojej rowerowej wyprawy z Kanady do Argentyny. Miejscowa prokuratura wskazuje na wypadek, jednakże prywatne śledztwo wszczęte przez lokalnego prawnika zauważa luki w oficjalnych oświadczeniach na ten temat.

Zwłoki Krzysztofa znaleziono 26 kwietnia w wąwozie, 200 metrów poniżej drogi San Cristóbal de las Casas - Palenque, w okolicy miasta Ocosingo w meksykańskim stanie Chiapas na południu Meksyku. 4 maja kolejne 200 metrów niżej odnaleziono ciało innego cyklisty, poszukiwanego od prawie dwóch tygodni 43-letniego Niemca - Holgera Franza Hagenbuscha. Już wcześniej niedaleko ciała Polaka znaleziono rower oraz but należący do drugiego kolarza. Mężczyźni najprawdopodobniej poznali się w San Cristóbal de las Casas i zdecydowali pokonać wspólnie trasę do Palenque. Ostatni kontakt bliscy mieli z nimi 21 kwietnia.

Miejscowy prokurator, Arturo Pablo Liévano, wyklucza morderstwo. Zaznacza, że sekcja zwłok nie wykazała, by urazy na ciele Krzysztofa powstały wskutek tortur czy celowego udziału osób trzecich. Wskazuje na uraz głowy, prawdopodobnie spowodowany upadkiem z wysokości, oraz dodaje, że zwłoki zostały częściowo zjedzone przez dzikie zwierzęta. Liévano zwraca uwagę, że droga biegnie przez góry, jest pełna zakrętów oraz dziur. Według niego cykliści stracili panowanie nad rowerami i wpadli do wąwozu. Dodaje również, że współpracuje w sprawie śmierci rowerzystów z ambasadą Polski oraz Niemiec.

Wersji tej nie wierzy lokalny prawnik Juanjo Gutiérrez Brínguez, który prowadzi swoje prywatne śledztwo w tej sprawie. Wraz z Carlosem "El Pollo", fotografem pracującym dla miejscowej prasy, który gościł u siebie w domu Krzysztofa kilka dni przed jego zaginięciem, udał się do Ocosingo do siedziby prokuratury regionalnej. Tam mieli spotkać się z Pablem Liévano, ten zaś miał im pokazać czterdzieści zdjęć z miejsca wypadku oraz z sekcji zwłok. Podczas rozmowy z nim zauważyli jednak kilka nieścisłości w jego wyjaśnieniach na temat śmierci Krzysztofa.

W obszernym opisie tej wizyty zamieszczonym w mediach społecznościowych pisze między innymi, że zwłoki pozbawione były prawie zupełnie głowy oraz jednej stopy, podczas gdy reszta części ciała była praktycznie bez uszczerbku. Gutiérrez nie wierzy, że zwierzęta, które według prokuratora były za to odpowiedzialne, zjadły wszystko wraz z kośćmi i były tak wybredne, że pogardziły zupełnie na przykład wnętrznościami, które jak wykazała sekcja zwłok - były w idealnym stanie. Dodaje, że przy zwłokach nie znaleziono paszportu, żadnych dokumentów, pieniędzy ani kamery Go Pro, z którą przytwierdzoną do roweru podróżował Polak.

Mało prawdopodobne wydaje mu się, żeby obaj rowerzyści w tym samym miejscu stracili panowanie nad pojazdem. Obaj byli doświadczonymi rowerzystami, którzy mieli już na swoim koncie tysiące przejechanych kilometrów. Gutiérrez rozmawiał także z taksówkarzem, którzy widział ich w dniu zaginięcia, około dziewiątej rano, w okolicach miejscowości Oxchuc, położonej niedaleko przed miejscem, gdzie znaleziono ciała cyklistów. Zauważa on, że nie jechali oni blisko siebie, było między nimi kilka kilometrów dystansu. Mało prawdopodobne było więc, żeby rowerzystów z drogi zepchnęła na przykład ciężarówka.

Gutiérrez utrzymuje także, że znalazł naocznego świadka, który widział, jak 22 kwietnia o 11:30 wyrzucano ciała cyklistów do wąwozu. - Po opublikowaniu mojej relacji z wizyty w prokuraturze odezwało się do mnie około tysiąca osób. Wśród nich był mieszkaniec San Cristóbal, który widział, jak trzej mężczyźni wynoszą ciała z samochodu i zrzucają je w dół wąwozu - opowiada mi podczas rozmowy telefonicznej Juanjo Gutiérrez - Człowiek ten boi się jednak zgłosić do miejscowej policji, nie ufa jej. Powiedział, że może zeznawać, jeśli śledztwo będzie prowadzone we współpracy z ambasadą Niemiec oraz Polski - wyjaśnia.

Ma nadzieję, że sprawą zajmie się prokuratura generalna, która mogłaby pomóc ustalić prawdę na temat śmierci rowerzystów. Mówi, że potrzeba nacisku obu ambasad, a także zainteresowania sprawą mediów meksykańskich oraz międzynarodowych. Meksykańska prasa zaczęła nagłaśniać już prywatne śledztwo Gutiérreza, o kontrowersjach w tym temacie pisze m.in. jedna z największych meksykańskich gazet "Excélsior".

- To bardzo niebezpieczna trasa. Napisało do mnie wiele osób, które podzieliło się swoimi przykrymi doświadczeniami z tego miejsca. Wyłudzano od nich pieniądze, obrabowywano, czasem nawet grożono śmiercią - mówi mi Gutiérrez. Rudy Robles, prawnik z wykształcenia, obecnie prowadzący w San Cristóbal hostel, dodaje, że okolica ta zmaga się z wieloma problemami: konfliktami terytorialnymi, wysiedleniami ludności, budową kopalń przez zagraniczne firmy bez zgody społeczności. A także z grupami paramilitarnymi, które najprawdopodobniej współpracują z lokalną policją.

- Trasa przebiega jednocześnie między dwoma najbardziej turystycznymi miejscami w stanie: kolonialnym miasteczkiem San Cristóbal de las Casas oraz Palenque, gdzie mieszczą się ruiny dawnego majańskiego miasta - opowiada Robles. Podejrzewa, że to właśnie przez wzgląd na turystykę prokuratura mogła zataić przyczynę śmierci rowerzystów. - Nie chciano straszyć turystów, bo wtedy mniej osób zechciałoby tu przyjechać - wyjaśnia. On sam ubolewa nad całą sytuacją. - Chiapas jest pięknym miejscem, pełnym dobrych, serdecznych ludzi. Ogromna szkoda, że Krzysztof trafił na tę garstkę złych - dodaje.

Kilka dni przed swoją śmiercią Krzysztof Chmielewski udzielił wywiadu dla meksykańskiej telewizji w stolicy stanu Chiapas, Tuxtli Gutiérrez. Opowiada w nim, że Meksyk zrobił na nim bardzo dobre wrażenie. - Spotykał się tu z ogromną życzliwością. Po tym wywiadzie ludzie zbijali z nim piątki, dostał zaproszenie na śniadanie od właściciela restauracji z falafelem, a mężczyzna pracujący w sklepie rowerowym zaoferował mu darmowy przegląd - mówi Sebastian, polski podróżnik, który poznał Krzysztofa w San Cristóbal tuż przed jego wyjazdem do Palenque - Miał niesamowitą, wręcz zaraźliwą energię i entuzjazm. Chciał dojechać rowerem aż do Patagonii. Miał nadzieję, że po drodze przyłączą się do niego inni polscy rowerzyści. Opowiadał mi inspirujące historie ze swoich wojaży. W swoim życiu odwiedził już 51 krajów. Meksyk był ostatnim z nich.

W niedzielę, 6 maja, cykliści z San Cristóbal de las Casas zorganizowali spotkanie dla uczczenia pamięci po Krzysztofie i Holgerze. Domagali się lepszego traktowania rowerzystów na drodze, a także sprawiedliwego śledztwa w sprawie śmierci polskiego i niemieckiego cyklisty. Pod katedrą pojawiło się ponad sto osób, w tym również mieszkający w San Cristóbal i przebywający tu Polacy. Następnie zebrani przemaszerowali głównymi ulicami miasta. Tego samego dnia inni meksykańscy cykliści w miejscu śmierci Krzysztofa i Holgera, przy kilometrze 158 drogi San Cristóbal-Palenque, umieścili symboliczny biały rower.

Z San Cristóbal de las Casas Ola Synowiec

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA