fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spiskowa Teoria Wszystkiego

Ciamajdan, czyli przewrót mniemany

W roku 2016 teorie spiskowe stały się częścią mainstreamowej narracji. Wiedzieliśmy to również w przypadku ostatnich sejmowych przepychanek, gdzie obie strony wykazały się daleko idącą wiarą w konspiracje ciemnych sił.

Choć zwolennicy KOD i sprzymierzonych z nim sił politycznych lubią oskarżać o swoich pisowskich przeciwników o „paranoiczne myślenie" i „uleganie spiskowej teorii dziejów", sami opierają swoją narrację na spiskowych elementach. Przede wszystkim przekonują, że istnieje spisek przeciwko demokracji w Polsce zawiązany przez „Kaczora Dyktatora", który ma działać ręka w rękę z ONR, kibolami, grupami rekonstrukcji historycznej, internetowymi trollami oraz Episkopatem. Czasem ten antydemokratyczny spisek jest łączony z „mrocznymi siłami" z zagranicy takimi jak Donald Trump czy Władimir Putin. (Narracja kodowskich konspirologów bywa pokrętna. Np. minister Antoni Macierewicz ma według nich jednocześnie pracować dla rosyjskich tajnych służb, amerykańskich koncernów zbrojeniowych i nawet nowojorskiej mafii.) Wszystko ma zmierzać wielkimi krokami do tego, by Polska stała się drugą Białorusią a nawet drugą Syrią. Poseł Stefan Niesiołowski mówił więc w wywiadzie dla rosyjskiego radia Sputnik, że pisowska władza może strzelać do demonstrantów tak jak w grudniu 1970 r. a euro poseł Janusz Lewandowski żalił się, że Parlament Europejski patrzy na Aleppo zamiast na Warszawę. Każda barierka policyjna postawiona przed Sejmem i każdy radiowóz ma być dowodem na to, że rząd szykuje się do krwawego spacyfikowania protestów. Niektórzy kodowcy już zaczynają się postrzegać jako ofiary przyszłego Holokaustu (o czym może świadczyć mem wiszący przez jakiś czas na facebookowej stronie zachodniopomorskiego KODu, przedstawiający więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego z symbolami współczesnych polskich partii opozycyjnych na pasiakach).

Zapewne po obejrzeniu nowych „Gwiezdnych Wojen" niektórzy kodowscy konspirolodzy, myślą, że PiS będzie strzelał do opozycyjnych pikiet z Gwiazdy Śmierci.

Wiara w spiski udziela się też drugiej stronie, która twierdzi, że niedawne sejmowe przepychanki były próbą drugiej „nocnej zmiany" czy też „hybrydowego zamachu stanu". Pisowscy konspirolodzy, w odróżnieniu jednak od konspirologów kodowskich, zachowują standardy spiskologicznego warsztatu. Tak jak na ekspertów od spisków przystało, wskazują na serię dziwnych zdarzeń towarzyszących kryzysowi sejmowemu. W internecie krąży film pokazujący jak jeden z opozycyjnych demonstrantów, zidentyfikowany później jako Wojciech Diduszko", kładzie się podczas protestu na jezdni, w pobliżu rzuconej przez kogoś dla dobrego efektu świecy dymnej, tak jakby był ranny. Gdy po chwili podchodzą do niego zaniepokojeni ludzie, by sprawdzić czy rzeczywiście jest nieprzytomny, Diduszko cudownie ożywa.

„Najkrótsze powstanie w dziejach? Powstanie Diduszki!"

 

Nagrania te w okrojonej wersji, pokazującej jedynie leżącego Diduszkę, zostały pokazane przez zachodnie media jako obraz „rannego demonstranta" podczas brutalnie spacyfikowanej prodemokratycznej demonstracji. To oczywiście wywołało skojarzenia z medialnymi manipulacjami stosowanymi m.in. przy relacjonowaniu wojny w Syrii. Podejrzenia pisowskich konspirologów wywołało również to, że sprzyjający KODowi naczelny „Forbesa" Michał Broniatowski zamieścił w mediach społecznościowych instrukcję mówiącą jak urządzić w Warszawie Majdan i na okupowanym publicznym placu „zrobić twierdzę". Jeden z prawicowych portali donosił, że KODowcy chcą wedrzeć się do Sejmu, zabarykadować w nim i palić opony. Spiskową atmosferę podgrzewały też twitterowe niedyskrecje takie jak triumfalny wpis Tomasza Lisa „Polacy! Trwa zamach stanu! Teraz!". Okazało się też, że „spontaniczne" demonstracje pod parlamentem, nie były tak do końca spontaniczne, gdyż zostały kilka dni wcześniej zgłoszone w warszawskim ratuszu. Odpowiednio wcześniej zaczęto też budować pod Sejmem scenę a do samego Sejmu ktoś zamówił „tajemnicze 1000 kanapek". Na to nałożyły się dziwne awarie zakłócające sygnał TVP, pracę radarów kontrolujących naszą przestrzeń powietrzną i systemu „Źródło" wykorzystywanego w urzędach. Tak się też dziwnie złożyło, że przed sejmowym kryzysem swoje protesty organizowali funkcjonariusze dawnego SB i MO sprzeciwiający się ustawie obniżającej im emerytury. Jak wiadomo tajne służby specjalizują się w przeprowadzaniu zamachów stanu i różnych prowokacji a ustawa uderzająca w ich interesy, miała być głosowana w dniu, w którym PO i .Nowoczesna zaczęły okupację sejmowej mównicy.

Ostatecznie przegłosowano ją w Sali Kolumnowej Sejmu, co budzi wątpliwości opozycji, co do legalności jej przyjęcia.

Zwolennicy tezy o „hybrydowym zamachu stanu" jako potencjalnych inspiratorów puczu wskazują właśnie dawne środowiska esbeckie a także Rosję, zainteresowaną destabilizacją Polski. Czasem wśród możliwych winowajców wskazywane są też Niemcy, ale często również amerykański miliarder George Soros.

Podejrzenia skierowane na Sorosa mają uzasadnienie w tym, że fundacje tego finansowego alchemika od dawna wspierają inicjatywy bliskie środowiskom kodowskim i opozycyjnym w Polsce. Faktem jest, że ludzie ze szkolonej i finansowanej przez Sorosa młodzieżówki Otpor współorganizowali w 2000 r. przewrót w Serbii, który obalił Slobodana Miloszewicza. Później Soros finansował gruzińską opozycję uczestniczącą w Rewolucji Róż w 2002 r. – przyznał to przecież nawet były gruziński prezydent Micheil Saakaszwili, który był jednym z przywódców tego przewrotu. Ludzie i pieniądze Sorosa były również aktywne podczas ukraińskiej Pomarańczowej Rewolucji z 2004 r. i protestów na kijowskim Majdanie na przełomie 2013 r. i 2014 r. Wielokrotnie wiązano (pytanie: na ile słusznie?) Sorosa z aktywistami, którzy organizowali rewolucje w trakcie Arabskiej Wiosny: w Tunezji, Egipcie, Libii, Syrii. Rewolucje, które mocno przyczyniły się do wybuchu kryzysu imigracyjnego w Europie. Soros mocno zaś wspierał otwarcie Starego Kontynentu na bliskowschodnio-afrykańskich imigrantów a nie lubiane przez niego rządy w Polsce i na Węgrzech tej fali migracyjnej akurat mocno się przeciwstawiały. Soros był również jednym z głównych sponsorów kampanii wyborczej Hillary Clinton i łączono go z finansowaniem fali protestów po wygranej Donalda Trumpa. Protestów porównywanych do nieudanej kolorowej rewolucji. Czyżby więc kontrowersyjny amerykański miliarder sypnął też groszem na próbę kolorowej rewolucji w Polsce? Czyżby więc Polska opozycja próbowała zorganizować własny Majdan póki jeszcze rządzi Obama i w Departamencie Stanu i CIA może być zielone światło na takie działania? Jeżeli tak, to potwierdza to narrację Tima Weinera z książki „Dziedzictwo popiołów" o tym, że CIA jest organizacją skrajnie niekompetentną. Opozycyjne protesty w Sejmie i pod Sejmem zyskały już niepochlebną nazwę „Ciamajdan". Jeśli jest tak, jak mówią spiskolodzy, i Soros rzeczywiście dał na nie fundusze, to wyrzucił pieniądze w błoto.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA