fbTrack

Służby mundurowe

Postrzelony na służbie milicjant stracił część renty

Narodowe Archiwum Cyfrowe
Został kaleką, kiedy jako milicjant ścigał zabójcę, PiS zabrało mu świadczenia. Czy premier przyzna mu rentę specjalną?

PRL oddał zdrowie, III RP – rentę – historia 68-letniego dziś porucznika Wojciecha Raczuka, funkcjonariusza wydziału kryminalnego Milicji Obywatelskiej w Białej Podlaskiej, pokazuje, jak rozlicza się mundurowych bohaterów.

Raczuk od 1983 r. jest inwalidą II grupy po tym, gdy w pościgu za zabójcą Józefem Koryckim został podziurawiony kulami z broni maszynowej. Był wtedy funkcjonariuszem sekcji zabójstw Komendy Wojewódzkiej MO w Białej Podlaskiej. 8 lutego 1982 r. podczas próby zatrzymania jednego z najgroźniejszych wówczas przestępców kryminalnych, ściganego za zabójstwo, został ciężko ranny. Z 18 kul z broni maszynowej sześć trafiło Raczuka – w piersi, brzuch, bark i szyję. Kule uszkodziły wątrobę, przerwały nerw splotu barkowego lewej ręki, rozerwały żuchwę. Gdyby nie portfel, który miał w kieszonce na piersi, Raczuk by nie przeżył – jedna z kul trafiła w serce. Po tym wydarzeniu nigdy do służby nie wrócił – w sierpniu 1983 r. przeszedł na dożywotnią rentę inwalidzką.

Po 35 latach Raczuk z bohatera stał się esbekiem, który nie zasługuje na wysoką rentę – znalazł się wśród 32 tys. byłych funkcjonariuszy, których objęła ustawa dezubekizacyjna rządu PiS. W lipcu ub.r. otrzymał decyzję dyrektora Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA o obniżeniu mu renty inwalidzkiej z 2,8 tys. zł do 854 zł na rękę.

Decyzja budzi wątpliwości. Po pierwsze dlatego, że ustawie podlegali funkcjonariusze Milicji Obywatelskie, ale tylko służący w niej do 14 grudnia 1954 r. Skąd więc znalazł się na liście Raczuk?

Bo kiedy on walczył o życie w szpitalu, jego przełożeni zdecydowali, że „awansują" go na stanowisko zastępcy kierownika MO ds. polityczno-wychowawczych w komendzie, by miał wyższą rentę, a jego rodzina zapewniony byt. Raczuk nigdy tej pracy nie wykonywał, bo od czasu wypadku był na L4. Z informacji IPN (która stała się podstawą decyzji o obniżeniu mu milicyjnej renty) wynika, że ministerstwo i zakład emerytalno-rentowy o tym wiedzą. W uwagach IPN można bowiem przeczytać, że został „mianowany na stanowisko zastępcy kierownika MO ds. polityczno-wychowawczych w celu zwiększenia uposażenia przed otrzymaniem świadczeń rentowych. O rentę starał się z powodu otrzymania sześciu ran postrzałowych przy próbie ujęcia kryminalisty". IPN uznał jednak, że Raczuk pełnił służbę na rzecz totalitarnego państwa od 1 lutego 1983 r. do 15 lipca 1983 r. A więc fikcyjne pięć i pół miesiąca. Dezubekizacja dosięgła także jego żony, która pracowała w MO jako telefonistka. Ona również otrzymuje 1 tys. zł brutto emerytury. Co ważne, stanowisko ds. polityczno-wychowawczych nie zostało wymienione w ustawie dezubekizacyjnej.

Argumenty Wojciecha Raczuka MSWiA odrzuciło. Stanęli za nim byli policjanci, którzy kilka dni temu do Kancelarii Premiera wysłali wniosek o przyznanie mu renty specjalnej. Art. 82 ustawy o Funduszu Ubezpieczeń Społecznych mówi, że „prezes Rady Ministrów w szczególnie uzasadnionych przypadkach może przyznać emeryturę lub rentę na warunkach i w wysokości innej niż określone w ustawie". „Jesteśmy przekonani, że takie szczególne potraktowanie porucznikowi Wojciechowi Raczukowi się tak zwyczajnie po ludzki należy" – napisali. Pod wnioskiem do premiera Morawieckiego podpisali się m.in. gen. Adam Rapacki, prezes Stowarzyszenia Generałów Policji RP, twórca CBŚ i były wiceminister spraw wewnętrznych, i Antoni Duda, prezes Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL