fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Zniesienie przedsądu: selekcja spraw w Sądzie Najwyższym może zniknąć

Fotolia
Pomysł zniesienia tzw. przedsądu, na którym odpada większość skarg, krytykują praktycy. Boją się nawału pism, które nie powinny do sądu trafić.

Projekt złożyła sejmowa Komisji ds. Petycji.

Celem noweli jest, aby Sąd Najwyższy rozpatrywał w pełni (merytorycznie) każdą skargę kasacyjną, bez wstępnej jej kontroli, tzw. przedsądu, sprawowanego przez jednego sędziego SN na podstawie, jak napisano w uzasadnieniu, bardzo ogólnych kryteriów.

Za duża władza sędziego

W instytucji przedsądu od początku budzi zastrzeżenia to, że tamuje ona dostęp do SN. Autorzy projektu wskazują, że spośród czterech przesłanek przyjęcia skargi kasacyjnej do pełnego rozpoznania (czyli prześlizgnięcia się przez przedsąd) aż trzy posługują się zwrotami ocennymi, stwarzającymi sędziemu ogromne pole do swobodnej, wręcz arbitralnej, interpretacji, dając mu nadmierne uprawnienia. Potwierdzają to np. przykłady, gdy ta sama skarga kasacyjna pozytywnie oceniona na przedsądzie jest potem oddalana przez pełny, trzyosobowy, skład SN.

Formalne przesłanki dopuszczalności skargi kasacyjnej, które nie przysługują zresztą we wszystkich sprawach, są na tyle restrykcyjne, że nie ma uzasadnienia dodatkowa ich selekcja podczas przedsądu – wskazują autorzy projektu. Po zniesieniu przedsądu (ustawa miałaby wejść w życie po 30 dniach od głoszenia) skargi kasacyjne byłyby rozpatrywane przez SN w składzie trzyosobowym.

Eliminacja przedsądu nie powinna poważnie zwiększyć obciążenia SN, gdyż wstępne rozpoznawanie też wymaga analizy sprawy przez sędziego, a później, podczas merytorycznego rozpoznania w trzyosobowym składzie, w 25–30 proc. spraw już tego sędziego nie ma i sprawę musi zgłębiać inny sędzia.

Proponowana ustawa eliminuje zatem dublowanie pracy sędziów SN. Co równie ważne, zmiany te, w ocenie autorów, powinny zwiększyć zaufanie obywateli do sądownictwa.

Co o pomyśle mówią praktycy?

– Można sobie wyobrazić zniesienie przedsądu, ale nie obędzie się to bez kosztów – mówi „Rzeczpospolitej" Dariusz Zawistowski, prezes Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. – Kosztem będzie dłuższe oczekiwanie na rozpoznanie skargi kasacyjnej, a musimy pamiętać, że w sprawie zawsze biorą udział dwie strony i ta druga, która ma już wyrok, będzie dłużej w niepewności, na czym stoi. Na ostateczny werdykt SN nie będzie bowiem czekać, jak teraz, kilka miesięcy, ale może trzy–cztery lata – podkreśla sędzia.

Coś za coś

Krytycznie ocenia projekt również adwokat Zbigniew Kruger. – Zlikwidowanie przedsądu spowoduje przewlekłość postępowań i obniżenie jakości orzecznictwa. Spowoduje zarzucenie SN nawałem spraw, które nie powinny do niego trafić. Konstytucja gwarantuje wszak dwuinstancyjność postępowania, a wielu uważa, że nie ma potrzeby czynić z SN powszechnej trzeciej instancji. Model, w którym Sąd Najwyższy wybiera do rozpoznania sprawy o dużym znaczeniu, funkcjonuje choćby w USA.

Inaczej na sprawę patrzy prof. Maciej Gutowski, adwokat, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniul.

– Likwidacja przedsądu to dobry pomysł, ponieważ skarga kasacyjna ma usunąć niezgodność orzeczenia z prawem materialnym lub procesowym i nie powinno być istotne, czy występuje znaczące zagadnienie prawne, czy też problemy interpretacyjne. Albo skarga kasacyjna ma służyć kontroli legalności orzeczeń, albo selekcjonowaniu ciekawych dla SN spraw. Niesłusznie natomiast projekt chce wyeliminować możliwość zmiany orzeczenia przez SN, gdy narusza ono prawo materialne, ponieważ niepotrzebnie wydłuży to postępowanie. Niesłusznie też wskazuje, że postanowienia w przedsądzie nie są uzasadniane, ponieważ od wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r. się je uzasadnia, choć niestety zbyt często kiepsko – uważa adwokat.

etap legislacyjny: Przed pierwszym czytaniem w Sejmie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA