fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Salon Przemysłu Obronnego

Artyleryjskie fabryki nadają ton

Krab. Wykonanie gigantycznego zamówienia Sił Zbrojnych RP na armato - haubice w HSW przyniesie rewolucję w wojskowej artylerii.
materiały prasowe
Dalekonośne haubice Krab, samobieżne moździerze Rak z Huty Stalowa Wola wyznaczają dziś artyleryjskie standardy w siłach zbrojnych i budują technologiczne kompetencje całej PGZ. A podkarpacka zbrojownia, jak żaden inny zakład wyrosły bezpośrednio z tradycji COP, staje się niekwestionowanym liderem krajowej zbrojeniówki.

Postęp w dziedzinie lufowej artylerii nie wziął się z niczego. – Wojska lądowe już po historycznym przełomie miały w miarę skonkretyzowany plan, a firmy, wbrew codziennej mizerii, zawczasu myślały o rozwoju technologii – tłumaczy Mariusz Cielma, ekspert militarny i szef Nowej Techniki Wojskowej.

Prawdziwy cud polegał na tym, że wszystkim, także kolejnym ekipom resortowych decydentów, mimo potknięć i przeciwności nie zabrakło konsekwencji we wciąganiu armat na cyfrowy brzeg. To dlatego m.in. polska artyleria - wciąż jeszcze oparta na konstrukcjach wywodzących się z czasów Układu Warszawskiego - zdecydowanie zmienia oblicze. Jak oceniają eksperci, dołączamy do grona właścicieli zupełnie przyzwoitych systemów.

Ogniste skorupiaki: haubice Krab, samobieżne moździerze Rak, wielolufowe wyrzutnie rakiet WR-40 Langusta, to dziś sztandarowe produkty HSW.

Tradycje COP

Podkarpacka zbrojownia wyrosła z tradycji COP i Zakładów Południowych budowanych w imponującym tempie na naznaczonych biedą obrzeżach Puszczy Sandomierskiej. Już w przededniu wojny, po 800 dniach od wbicia na placu budowy pierwszej łopaty, w nowych halach montowano i testowano haubice polowe kal. 100 mm. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy HSW w imponującym stylu wraca do swojej pierwotnej artyleryjskiej misji. Huta właśnie realizuje największe dziś w zbrojeniówce zamówienie na 96 samobieżnych superdział 155 mm Krab i na setki pojazdów towarzyszących za ponad 4 mld zł.

Hitem eksportowym może się wkrótce okazać także Rak. Jest to jeden z najnowocześniejszych obecnie w Europie samobieżnych, zautomatyzowanych moździerzy 120 mm - całkowicie polskiej konstrukcji. 64 jednostki ogniowe Raka wojsko zamówiło w HSW za blisko 1 mld zł dwa lata temu.

– Teraz wchodzimy w nową erę –mówi Bernard Cichocki, prezes HSW. Szef Huty Stalowa Wola wyciągnął podkarpacką zbrojownię z długów. Załoga koncentruje się teraz na terminowej realizacji artyleryjskich zamówień.

Armatohaubice Krab to bez wątpienia dzieło inżynierów HSW, choć jak w przypadku każdej wyjątkowo złożonej konstrukcji technologie huta pozyskiwała z różnych źródeł.

– To brzmi niewiarygodnie, ale podczas testowych strzelań na dystansie 30 km z uwzględnieniem aktualnych danych meteo rozrzut trafień wokół wyznaczonego punktu nie przekracza 15 metrów – mówi Piotr Wojciechowski, prezes prywatnej ożarowskiej grupy WB Electronics, która odpowiadała za cyfrowe systemy kierowania ogniem, środki komunikacji i elektronikę superdziała.

Raki z cyfrowym wspomaganiem

Moździerz Rak całkowicie polskiej konstrukcji jest wyposażony w potężną armatę kaliber 120 mm z unikalnymi automatami ładowania. Polowe działo dzięki nowoczesnemu systemowi nawigacji określa w terenie swoją pozycję, a dzięki komputerowi pokładowemu i autonomicznym urządzeniom kierowania ogniem (współpracującym z obserwacyjnymi dronami i radarami rozpoznania) jest w stanie samodzielnie strzelać i niszczyć wskazane cele - miejsca koncentracji wrogich wojsk, ośrodki dowodzenia, umocnione punkty obrony nieprzyjaciela i fortyfikacje.

Andrzej Kiński, szef pisma „Wojsko i Technika", twierdzi, że wielkie, warte miliardy złotych zamówienia wojskowe dla Huty Stalowa Wola to nie uśmiech losu ani przypadek. HSW zapracowała na swoją pozycję. Jest w polskiej zbrojeniówce przykładem przemyślanych inwestycji i konsekwentnego budowania kompetencji firmy przez kolejne ekipy  menedżerskie oraz zarządy.

W podkarpackiej spółce nawet w trudnych czasach i przy nie zawsze sprzyjających politycznych wiatrach nie zaniedbywano prac rozwojowych i starano się znaleźć na nie pieniądze. HSW wcześniej niż inne państwowe przedsiębiorstwa dostrzegła też korzyści, jakie może przynieść współpraca z prywatnymi, innowacyjnymi spółkami przy realizacji trudnych programów zbrojeniowych. Sukcesy systemów broni wykorzystujących haubice Krab i moździerze Rak są tego dowodem.

Poprad i Pilica – zabójcy dronów

Teraz do stalowowolskich dalekosiężnych ognistych krabów i raków - obecnych już w narodowym arsenale – dołączają kolejne przeciwlotnicze rakietowo-lufowe zestawy: Poprad i Pilica innych krajowych producentów. W opinii ekspertów produkty stołecznego PIT-Radwaru i Zakładów Mechanicznych Tarnów, budowane ze wsparciem Przemysłowego Centrum Optoelektroniki, to przede wszystkim przyszli zabójcy dronów.

W tym roku rusza realizacja kontraktu na sześć baterii przeciwlotniczego systemu rakietowo-artyleryjskiego Pilica, zamówionych przez MON w końcu 2016 r. za 750 mln zł. Podczas podpisywania umowy ówczesny minister obrony narodowej Antoni Macierewicz nazwał skonstruowaną w ZM Tarnów broń - integrującą wyrzutnie kierowanych pocisków GROM i szybkostrzelnych działek 23 mm systemu Jodek -  „fundamentem i bazą nowego polskiego systemu obrony przeciwlotniczej".

Wojsko długo, blisko dwa lata, testowało zestawy wyposażone w zintegrowany cyfrowy system walki, polskie radary artyleryjskie Soła i nowoczesne głowice obserwacyjne z warszawskiego PCO. Sztabowcy uznali, że Pilica będzie idealnym orężem do obrony lotnisk, a także do osłony baz logistycznych, polowych ośrodków dowodzenia i ważnych obiektów cywilnych (m.in. przed uzbrojonymi dronami).

Nową linię zintegrowanych broni przeciwlotniczych nowej generacji, uzbrojonych także w pociski kierowane Grom/Piorun, reprezentuje też system Poprad, dzieło stołecznej firmy PIT-Radwar. Poprady wyposażone w precyzyjne głowice optoelektroniczne i wyrzutnie rakiet mają zwalczać wrogie śmigłowce i samoloty na bardzo bliskim dystansie. Za śledzenie nieprzyjacielskich statków powietrznych odpowiada dokładnie zsynchronizowany zestaw kamer (telewizyjnej i termowizyjnej), które wypatrzą wroga nawet nocą, z odległości wielu kilometrów, pomogą operatorowi dokonać selekcji zagrożeń i  przekażą niezbędne informacje do samonaprowadzających głowic rakiet.

– Dla wrogiego drona, atakujących śmigłowców, nawet dla nisko lecącego samolotu klasy F16 nie ma ratunku – twierdzi inżynier Łukasz Zbrzeżny, główny projektant popradów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA