Sądownictwo

W sprawie Komendy prokurator pominął dowody?

Tomasz Komenda za zbrodnię, której nie popełnił przesiedział w więzieniu 18 lat. W ubiegłym tygodniu został uniewinniony.
Fotorzepa, Jacek Domiński
W sprawie zabójstwa, za które skazano Tomasza Komendę, robiono badania wariograficzne, ale ich nie wykorzystano.

Prawdopodobnie w głośnej sprawie niesłusznie skazanego Tomasza Komendy pominięto dowody, które wkrótce po zbrodni wskazywały na możliwy udział w gwałcie i zabójstwie Małgorzaty Kwiatkowskiej Ireneusza M., który dziś jest o nie podejrzewany.

Tajemnicza śmierć

Zwłoki 15-letniej Małgorzaty Kwiatkowskiej odnaleziono 1 stycznia 1997 roku obok stodoły na terenie posesji rodziny R. w Miłoszycach. Dziewczyna została przed śmiercią brutalnie zgwałcona i skatowana. Zmarła w wyniku wykrwawienia, pozostawiona na mrozie.

W policyjnej notatce urzędowej sporządzonej w dniu odnalezienia zwłok można było m.in. przeczytać o nieznanym młodym mężczyźnie o imieniu Irek, który miał dołączyć do dziewczyny i dwóch innych chłopaków po wyjściu z dyskoteki Alcatraz w Miłoszycach. Irek miał – według nich – twierdzić, że jest bratem Małgorzaty i że odwiezie ją po imprezie sylwestrowej samochodem do ciotki. Dwaj chłopcy wrócili na dyskotekę, a Irek z dziewczyną mieli pójść dalej sami. Po drodze miał do nich dołączyć niższy od Irka chłopak w okularach. Całą trójkę widział jeszcze jeden świadek z Miłoszyc, który zapamiętał, że „dziewczyna była prowadzona pod ręce". Trop urywał się w okolicy posesji i stodoły rodziny R. gdzie nad ranem 1 stycznia 1997 roku znaleziono zwłoki Małgorzaty Kwiatkowskiej.

Wariograf w akcji

Ponad cztery miesiące po odnalezieniu ciała zamordowanej dziewczyny prowadząca wówczas śledztwo prokurator Renata Procyk-Jończyk (dziś szefowa oławskiej prokuratury) zleciła wykonanie badań wariograficznych. Zamierzano przebadać dwóch chłopców, którzy po północy 1 stycznia 1997 roku wyszli z dyskoteki razem z Małgorzatą Kwiatkowską i widzieli Irka.

Wykonał je biegły sądowy z zakresu badań poligraficznych – Jacek Bieńkuński.

– W moich badaniach zawsze najważniejszy jest element wykluczający osobę badaną z udziału w danym przestępstwie – tłumaczy nam biegły. – Badam więc „ślady pamięciowe", których nie da się wymazać. Fachowcy nazywają je „pamięcią długofalową". Bo prawie każdy zapamiętuje zazwyczaj to wszystko co wywołało w nim bardzo silne emocje – dodaje.

Badania poligraficzne w Polsce mają już długą historię. Pierwsze testy dotyczące pospolitych przestępstw przeprowadzono w pierwszej połowie 1969 r. Chodziło o kradzież pistoletu w jednej z jednostek wojskowych garnizonu warszawskiego. Lata 70. ubiegłego wieku okazały się przełomowe. Wówczas kierownictwo Wojskowej Służby Wewnętrznej zaczęło wykorzystywać zakupiony w 1969 r. poligraf Kellera do badań podejrzewanych o dokonanie zabójstw. Badania te miały jednak wyłącznie operacyjny charakter i ich wyniki nie trafiały do akt postępowań prokuratorskich.

Po reformie kodeksu postępowania karnego z 1997 r. badania poligraficzne nie zmieniły zasadniczo swojego dotychczasowego statusu, choć wyrok Sądu Najwyższego z grudnia 1998 roku uznawał dopuszczalność ekspertyzy z tych badań. Zasadnicze zmiany w traktowaniu badań poligraficznych wprowadziła nowelizacja kodeksu postępowania karnego z roku 2003. Według niej badania te mają pełnić przede wszystkim funkcje eliminacyjne na etapie postępowania przygotowawczego prowadzonego przez prokuraturę. Mogą też być uznawane przez sąd za dowód.

Kluczowa postać

Z przeprowadzonych przez Jacka Bieńkuńskiego badań w kwietniu 1997 r. wynikało, że jeden z badanych przez niego chłopców może „mieć bezpośredni i rzeczywisty związek ze zgwałceniem M. Kwiatkowskiej, a drugi może wiedzieć lub domyślać się, kto brał udział w tej zbrodni, i ukrywać jakieś fakty związane z tym czynem".

W żadnym z badań nie pojawiły się informacje dotyczące jakiegokolwiek udziału w przestępstwie skazanego na 25 lat i niedawno, po 18 latach odbytej kary, uniewinnionego Tomasza Komendy.

Badania przeprowadzone przez Jacka Bieńkuńskiego na poligrafie w wielu szczegółach pokrywały się z zeznaniami kilku świadków, które zostały złożone w prowadzonym wówczas śledztwie jeszcze w styczniu 1997 r. Przede wszystkim powtarzały się informacje dotyczące Irka, który przedstawiał się jako brat Małgorzaty Kwiatkowskiej, fakt prowadzenia dziewczyny przez dwóch chłopaków w kierunku posesji rodziny R. w Miłoszycach, gdzie później znaleziono jej zwłoki, oraz jej krzyki, które słyszało kilka osób około godziny 1 w nocy 1 stycznia 1997 r.

Prokurator milczy

Jacek Bieńkuński wykonuje badania na poligrafie od ponad 28 lat. Wcześniej, przez prawie piętnaście lat, był technikiem kryminalistyki. Posiadał klasę mistrzowską. Większą część swojej pracy biegłego badań poligraficznych wykonał i wykonuje nadal na rzecz prawie wszystkich śledztw prowadzonych przez krakowskie policyjne „Archiwum X".

– Ta sprawa z Miłoszyc przypomina mi zabójstwo i rozkawałkowanie zwłok pewnej bezdomnej kobiety z Krakowa w roku 2005. Prowadzili je policjanci z „Archiwum X". Z moich badań wynikało, kto w tym zabójstwie brał udział, kto zatajał jego rzeczywisty przebieg i jak to wszystko po kolei przebiegało – opowiada Bieńkuński.

Krakowski sąd uznał jego badania za jeden z istotnych dowodów w sprawie. W roku 2012 zapadły prawomocne wyroki podtrzymane przez sądy wyższych instancji. Bezpośredni sprawca zbrodni został skazany na 25 lat więzienia. Jego pomocnicy dostali mniejsze wyroki.

Pytany o to, czy zlecono mu jeszcze dodatkowe badania poligraficzne dotyczące zgwałcenia i zabójstwa Małgorzaty Kawiatkowskiej, Bieńkuński zaprzecza. Zlecająca te badania w kwietniu 1997 r. prokurator Ranata Procyk-Jończyk ma zakaz wypowiadania się dla mediów. Dwukrotnie wysyłane przez „Rzeczpospolitą" pytania do rzecznika Prokuratury Krajowej, prokurator Ewy Bialik w sprawie zleconych w 1997 roku badań wariograficznych pozostały bez odpowiedzi.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA