Administracja Donalda Trumpa wprowadza politykę najwyższego uprzywilejowania, jeżeli chodzi o ceny leków importowanych do Stanów Zjednoczonych, co ma spowodować, że będą one tam najtańsze na świecie. Jakie stwarza to zagrożenie dla rozwoju innowacji i konkurencyjności europejskiego przemysłu farmaceutycznego?

Nie ma wątpliwości, że polityka administracji prezydenta Donalda Trumpa stawia przed branżą farmaceutyczną ogromne wyzwania. Każdego dnia obserwujemy, jak daleko idące są oczekiwania strony amerykańskiej. Równie pewne jest, że przełożą się one na przyszłe decyzje firm farmaceutycznych. Oczekiwania te są formułowane wprost: chodzi zarówno o obniżenie cen leków na rynek amerykański, jak i o przeniesienie produkcji oraz badań i rozwoju do Stanów Zjednoczonych. Patrząc na to z szerszej perspektywy, powinniśmy przede wszystkim mieć świadomość, że ta rzeczywistość jest „tu i teraz" i że Europa, w tym Polska, nie pozostanie na marginesie tej dyskusji. Będziemy widzieć efekty tych decyzji.

Jakie to będą efekty?

Podstawowym efektem będzie zmiana priorytetów w zakresie rejestrowania leków.

Co to w praktyce oznacza?

To oznacza, że nowoczesne terapie będą później dostępne w Europie i w Polsce. Właśnie ten scenariusz jest dziś najpoważniejszym wyzwaniem, z którym przyjdzie nam się mierzyć. Oczywiście nie stanie się to z dnia na dzień – mówimy o procesie rozłożonym na lata, nie tygodnie czy miesiące. Kiedy jednak przyjrzymy się celom administracji Trumpa i posłuchamy wypowiedzi jej wysokich urzędników, przekaz jest jednoznaczny: leki potrzebne Amerykanom mają być produkowane w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem dziś znaczna część leków stosowanych na rynku amerykańskim powstaje w europejskich fabrykach – tych samych, które zaopatrują również europejskich pacjentów. Pytanie brzmi: czy w przyszłości leki te będą równie dostępne i równie przystępne cenowo dla Europejczyków?

Europejskie firmy ulegną i zaczną przenosić fabryki do Stanów Zjednoczonych?

W istocie, jesteśmy w środku tego procesu już teraz. Obserwujemy kolejne umowy zawierane przez firmy farmaceutyczne z amerykańską administracją, toczą się negocjacje. Nie możemy wykluczyć, że polityka przyjęta przez największy rynek świata przyniesie efekty. Przypomnijmy, że Stany Zjednoczone są liderem pod względem sprzedaży we wszystkich branżach. I pamiętajmy: efekty korzystne dla Stanów Zjednoczonych będą niekorzystne dla Europy.

Przemysł farmaceutyczny wydaje się jedną z pereł w koronie przemysłu unijnego, zarówno jeżeli chodzi o poziom innowacyjności, jak i udział w PKB. Czy możemy tę perłę utracić w najbliższych latach przez politykę amerykańską?

Już zaczęliśmy tracić tę perłę. W ciągu ostatnich dwudziestu lat inwestycje w innowacje farmaceutyczne w Europie spadły o 25 proc., a nakłady na badania kliniczne zmniejszyły się o połowę. Polska co prawda wymyka się temu trendowi – staliśmy się jednym z największych rynków badań klinicznych na świecie, zajmując dziewiąte miejsce w globalnym rankingu. Musimy jednak pamiętać, że o inwestycje firm farmaceutycznych toczy się dziś gigantyczna konkurencja. Mówiliśmy już o presji ze strony Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie bardzo podobna presja – może mniej nagłośniona medialnie, może mniej wyraźnie artykułowana – pojawia się ze strony Azji. Zarówno Chiny, jak i Indie konsekwentnie prowadzą działania mające na celu uatrakcyjnienie swoich rynków dla badań klinicznych oraz dla inwestycji w obszarze badań i rozwoju. Tymczasem w Europie funkcjonuje wiele dodatkowych ograniczeń i regulacji na poziomie unijnym – choćby znacznie dłuższe niż w innych regionach świata terminy rejestracji leków.

Warto też zadać pytanie o ochronę własności intelektualnej – czy wszędzie wygląda tak samo? Bardzo często okazuje się, że Europa wcale nie jest tu liderem. Do tego dochodzą regulacje krajowe: każde państwo członkowskie wprowadza własne przepisy, które uszczegóławiają unijne wymogi lub dokładają kolejne bariery. W efekcie Europa przegrywa w wyścigu ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. W Stanach obowiązują federalne decyzje przekładające się na szybkie, spójne działanie. W Chinach niedemokratyczny, autorytarny model zarządzania umożliwia natychmiastową realizację podjętych decyzji. Europa takiego modelu nie ma i mieć nie będzie. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że ta inercja bezpośrednio przekłada się na zainteresowanie inwestycjami. Konieczne jest szukanie sposobów na redukcję barier biurokratycznych i przyspieszenie kluczowych procesów. Pamiętajmy, że od czasu uchwalenia pierwszych przepisów regulujących rynek farmaceutyczny rzeczywistość zmieniła się diametralnie. Pakiet farmaceutyczny, nad którym zakończyły się negocjacje odpowiada na część tych wyzwań – ale wyzwań będzie przybywać.

Jak można wyjść im naprzeciw?

Liczymy na to, że rozwiązania deregulacyjne będą systematycznie zdejmowały kolejne obciążenia z podmiotów, które chcą wynajdywać i produkować w Europie. Przede wszystkim jednak potrzebne są realne zachęty, otwartość oraz gwarancja stabilności i przewidywalności. Kiedy pytamy przedstawicieli globalnych branż o warunki inwestycji w danym kraju lub regionie, odpowiedź jest zawsze ta sama: stabilność i przewidywalność. Jeśli ich nie ma, rozmowy o pieniądzach w ogóle się nie zaczynają, bez względu na to, jak atrakcyjne są parametry ekonomiczne, koszty pracy czy potencjał rynku. Do tych warunków dodałbym jeszcze jeden: otwartość na dialog ze stroną biznesową. Jeśli nie będziemy spotykać się z przedstawicielami branży – z tymi, którzy podejmują decyzje inwestycyjne – i jeśli nie będziemy otwarcie mówić: „jesteście tu mile widziani", nie możemy liczyć na to, że inwestycje się pojawią.