fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Sąd gospodarczy oddał spółkę w ręce przestępców

Na podstawie całkowicie sfałszowanych dokumentów sąd gospodarczy w Warszawie oddał spółkę w ręce przestępców.

Sabri Bekdas, najbardziej znany turecki biznesmen prowadzący interesy w Polsce, został okradziony – nieznani sprawcy w majestacie prawa przejęli kierowaną przez niego spółkę deweloperską należącą do tureckich właścicieli. Przestępcy podstawili warszawskiemu sądowi fałszywy akt zmian właścicielskich, nowego zarządu i adresu siedziby – na ich podstawie sąd KRS, niczego nie weryfikując, dokonał zmian, które zalegalizowały przestępstwo, a oszustom pozwoliły całkowicie przejąć spółkę. Wszystko wydarzyło się w ciągu zaledwie trzech tygodni. Bekdas to właściciel kilku spółek, centrum handlowego, hotelu i przez pewien czas klubu Pogoń Szczecin. Interesy w Polsce robi od lat 90. Historia przejęcia jego spółki Reformer Development pokazuje, jak łatwo ukraść w Polsce każdą spółkę.

– To, co nas spotkało, jest po prostu nieprawdopodobne – burzy się Sabri Bekdas.

Fakt, że spółka Reformer Development, której prezesem jest od lat Bekdas, została przejęta przez nieznanych przestępców wyszedł przez przypadek.

11 stycznia do korespondencyjnego biura spółki w Raszynie (mieści się tu księgowość) zadzwoniła pracowniczka ING Banku z prośbą o uzupełnienie danych do otwarcia rachunku spółki w banku – podania dokładnego adresu przy Marszałkowskiej 111 w Warszawie – zlecenie złożył prezes spółki Kennet Markus Ljung. Główna księgowa, która odebrała telefon, powiedziała, że to pomyłka, że spółka ma konto w PKO BP, nie mieści się na Marszałkowskiej, a prezesem jest Sabri Bekdas. – Pomyśleliśmy wtedy, że doszło do nieporozumienia – mówi Bekdas. Jednak następnego dnia pracowniczka z ING zadzwoniła raz jeszcze i potwierdziła, że takie dane są w KRS. W spółce Reformer Development nastąpiło trzęsienie ziemi. Prezes z prawnikami sprawdzili dokumenty spółki w warszawskim KRS. I oniemieli. Okazało się, 20 listopada 2018 r. doszło do nadzwyczajnego zgromadzenia wspólników w siedzibie spółki. Przybyć na nie mieli właściciele z Turcji – Sabri Sami Yilmaz i Cork Bekdas. Zgromadzenie protokołować miała Elżbieta Dyś, dyrektor spółki. Wspólnicy usunęli poprzedni zarząd i powołali jednoosobowy – prezesem został 48-letni Kennet Markus Ljung. Szkopuł w tym, że takie zgromadzenie w ogóle nie miało miejsca, a protokół, który wysłano do sądu rejestrowego przy Czerniakowskiej 100, był sfałszowany – podrobiono podpisy Elżbiety Dyś i dwóch właścicieli i Sabri Bekdasa. Protokół rzekomego zgromadzenia liczy jedną stronę, bez potwierdzenia notarialnego. Jak to się stało, że sąd dał wiarę podrobionym dokumentom? „Sąd ocenił, że przedstawione dokumenty są zgodne co do formy i treści z przepisami kodeksu spółek handlowych; nie powziął także wątpliwości co do zgodności ze stanem rzeczywistym złożonego podpisu wspólnika – przewodniczącego zgromadzenia, z uwagi na jego podobieństwo do już znajdującego się w aktach rejestrowych, i dokonał wpisu" – twierdzi w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej" warszawski sąd. Czy niejaki Ljung to nazwisko prawdziwe czy fałszywe? Sąd nie sprawdził też prawdziwości jego paszportu, którego numer podał w dokumencie.

Ekstratempo

W kolejnym dokumencie, jaki Bekdas z prawnikami zobaczył w aktach KRS, była „prośba o przyspieszenie wpisu w bazie KRS", złożona 7 grudnia o godz. 12.59 w biurze podawczym sądu. Ljung prosi o szybkie zmiany w bazie przedsiębiorców o odwołaniu i powołaniu zarządu, danych wspólników, adresu spółki oraz informacji o adresie poczty elektronicznej i adresu strony internetowej. Swoją prośbę tłumaczy tym, że po wielu miesiącach negocjacji za długi właścicieli przejął spółkę. Jak czytamy we wniosku Ljunga „z racji, iż spółka otrzymała pozytywną decyzję kredytową na finansowanie dużego projektu deweloperskiego (hotel, restauracja, spa), którym zajmuje się od wielu lat i posiada pozwolenie na budowy. Zainwestowałem w ten projekt wszelkie środki własne na zakup gruntu, projekt i przygotowanie (ok. 15 mln zł)" – pisze Ljung do sądu. Twierdzi on, że spółka otrzymała pozytywną decyzję kredytową na sfinansowanie reszty inwestycji przez fundusze PSF i Saturn TFI w wysokości ok. 40 mln zł. „Jednocześnie decyzja jest ważna do 15.12.2018 r. i do tego dnia spółka ma podpisać umowę". Ljung straszy sąd utratą kredytu, co spowoduje opóźnienie inwestycji i kłopoty spółki. I tak, w ekspresowym tempie, 14 grudnia Sąd Rejonowy dla miasta stołecznego Warszawy dokonał zmian w zarządzie i adresie spółki. Wskazany przez Ljunga adres Marszałkowska 111 jest numerem biurowca, w którym mieszczą się dziesiątki firm. Wysyłane przez sąd zawiadomienia wracają do nadawcy.

14 stycznia do Polski przylatują tureccy właściciele, by prawnie odzyskać ukradzioną im spółkę – bezskutecznie. Stawiają się osobiście w sądzie, by ten przywrócił poprzednie wpisy w KRS – pokazują dokumenty, że nic się nie zgadza, że to oszustwo. Ale sąd każe pisać pisma, które rozpatrzy. Odpisy pism kieruje też... na nowy, fałszywy adres spółki w Warszawie. Tymczasem w ostatnich dniach do spółki w Raszynie zadzwonił pracownik firmy pożyczkowej, by dograć szczegóły pożyczki na 5 mln zł, którą rzekomo spółka planuje zaciągnąć.

Biznesmen szuka ratunku

Sabri Bekdas nie może uwierzyć, że sąd gospodarczy nie chce naprawić swojego błędu. – To może kosztować nas stratę majątku i wpędzić w kłopoty, jakie trudno sobie wyobrazić –mówi. Sąd nie ma sobie nic do zarzucenia – pisze, że jest niezawisły i kieruje się procedurami. A czas ma tu kluczowe znaczenie, bo szkoda właścicieli może okazać się ogromna – sprawcy mogą nie tylko zaciągać kredyty. Bekdas obawia się, że celem przestępców była warta ok. 15 mln euro nieruchomość gruntowa przy ul. Żelaznej w Warszawie, gdzie mieści się główna siedziba firmy. Aby oszuści, którzy ukradli spółkę, nie zaciągnęli na nią kredytu lub jej nie obciążyli w inny sposób, prawnicy Bekdasa dokonali wpisu w księdze wieczystej, ostrzeżenie o podejrzeniu nieuprawionego podmiotu. Sama spółka ma także kapitał zakładowy w wysokości 14 mln zł wpłacony w całości.

„Sprawa dotyczy bezpieczeństwa tureckich inwestycji w Polsce" – alarmuje Marek Nowakowski, prezes Polsko-Tureckiej Izby Gospodarczej w Polsce w piśmie do Jadwigi Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, podkreślając, że „niespieszna reakcja polskiej administracji na oczywiste oszustwo jest bardzo złym sygnałem dla podmiotów tureckich, które m.in. z naszej inicjatywy rozważają możliwości inwestycji w Polsce" . Zdaniem Nowakowskiego: „Opisany przypadek ujawnia lukę w polskich przepisach prawa, przy wykorzystaniu której oszuści, fałszując podpisy na uchwałach walnego zgromadzenia, i na tej podstawie uzyskując wpis do KRS, mogą przejąć dowolną spółkę w Polsce". O kradzieży spółki Reformer Development wie ambasador Turcji w Polsce, który poprosił o pilną interwencję ministra Zbigniewa Ziobry. Ani policja, ani prokuratura, którą zawiadomił Bekdas, nie zrobiły w sprawie oszustwa nic. Nie zabezpieczono nawet monitoringu. Spółkę Reformer Development już dosięgły straty wizerunkowe. Spółka, która podpisała list intencyjny na zakup nieruchomości przy ul. Żelaznej, wycofała się z umowy. Warszawski sąd naocznie stwierdził, że podpisy złożone na protokole nadzwyczajnego zgromadzenia zgadzają się z tymi w dokumentach spółki. Choć teraz sąd już wie, że parafował oszustwo, nie wszczął ani postępowania wyjaśniającego, ani nie zawiadomił prokuratury.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA