fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Nowe zarzuty w infoaferze

Śledczy twierdzą, że przy wybieraniu firmy obsługującej imprezy polskiej prezydencji w UE (druga połowa 2011 r.) doszło do zmowy przetargowej (na zdjęciu jedno ze spotkań w ramach prezydencji – ministrów obrony we Wrocławiu)
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Zawartość twardych dysków przejętych przez CBA i prokuraturę pozwoliła namierzyć kolejnych zamieszanych w ustawianie przetargów.

Infoafera, czyli milionowa korupcja przy rządowych zleceniach informatycznych, ma nową odsłonę – zapewne nie ostatnią. Zarzuty usłyszały kolejne osoby zamieszane w nadużycia przy przetargach informatycznych, w tym jednego z najważniejszych: wartego 34 mln zł na obsługę polskiej prezydencji w UE – ustaliła „Rzeczpospolita".

– Zarzuty udziału w zmowie przetargowej i fałszerstwa dokumentu postawiliśmy łącznie pięciu nowym osobom. Dotyczą dwóch przetargów – potwierdza „Rzeczpospolitej" Waldemar Tyl, wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

Nikt nie sprawdził

Infoafera wybuchła w 2011 r., gdy CBA zatrzymało Andrzeja M., byłego dyrektora Centrum Projektów Informatycznych MSWiA, dziś oskarżonego o wzięcie od firm informatycznych 3 mln zł łapówek (akt oskarżenia jest już w sądzie).

CBA i prokuratura zabezpieczyły mnóstwo nośników (laptopów, komputerów stacjonarnych itd.), które okazały się kopalnią informacji. Tym bardziej cenną, że przedstawiciele firm informatycznych czuli się pewnie i w e-mailach otwarcie pisali o kulisach swych działań.

W efekcie dwie osoby dostały zarzuty związane z przetargiem na kompleksową obsługę spotkań i konferencji prezydencji RP w Radzie UE. W 2011 r. wygrało go konsorcjum trzech firm (CAM Media, Easy Log i IT Expert). Od początku przetarg budził kontrowersje, bo odpadły firmy doświadczone w organizacji tzw. eventów, a zwycięzca za wykonanie zlecenia zaoferował dokładnie tyle, ile na ten cel przeznaczyło MSZ.

Śledczy twierdzą, że doszło do zmowy przetargowej, i już wcześniej postawili zarzuty 11 osobom. Teraz, jak twierdzą, mają dowody, że pozycję startujących w przetargu poprawiły sfałszowane referencje. Rzekomo wystawił je renomowany operator telefonii komórkowej. Z referencji wynikało, że pewna agencja marketingowa (której zatrudnienie miało być dodatkowym atutem zwycięskiego konsorcjum) za 56 mln zł przeprowadziła cykl konferencji związanych z wprowadzeniem na rynek nowej marki. W istocie tylko magazynowała sprzęt biurowy, biorąc za to 5,2 tys. zł.

Fałszywkę podpisał Jacek B. – Referencje miały datę 2008 r., a powstały w 2011 r., kiedy już nie było go w zarządzie firmy telekomunikacyjnej – mówi nam jeden ze śledczych.

B. to pierwsza z osób z zarzutami. Drugą jest Piotr C. – właściciel agencji, dla której wystawiono lewy dokument.

Zdaniem śledczych referencje bardzo zwiększyły szanse konsorcjum na wygraną, choć w istocie była to tylko podkładka, bo cały przetarg miał być ustawiony.

Dlaczego MSZ referencji nie sprawdziło i dało się oszukać? Powód był prosty: według śledczych za wszystkim stał Janusz J., powiązany z jedną z firm wchodzących w skład konsorcjum i drugi z głównych rozgrywających w infoaferze. Resort dokumentu nie sprawdzał, bo J. był partnerem życiowym wysoko postawionej urzędniczki tego ministerstwa, która odpowiadała za przetargi (oboje w ich wspólnym mieszkaniu w 2013 r. zatrzymało CBA; usłyszeli zarzuty). Taki układ pozwalał ustawiać zlecenia.

Janusz J. spędził w areszcie kilka miesięcy, a po wyjściu – na wyrok czeka na wolności – nadal zdobywał rządowe zlecenia (co ujawnił serwis Kulisy24). We wrześniu 2015 r. jego nowa firma wygrała przetarg w Centrum Projektów Polska Cyfrowa, instytucji podległej ówczesnemu Ministerstwu Administracji i Cyfryzacji, na organizowanie konferencji o innowacyjnej gospodarce.

Warunki poznali przed przetargiem

W gronie nowych podejrzanych w infoaferze są też trzej menedżerowie z konsorcjum firm, które wygrały przetarg na budowę i wdrożenie informatycznego Systemu Wspomagania Obsługi Policji.

– Podejrzewamy, że w tym przypadku doszło do zmowy przetargowej, a startujące w nim firmy uzyskały informacje dotyczące warunków zamówienia, jeszcze zanim przetarg ogłoszono – mówi „Rzeczpospolitej" prok. Andrzej Michalski prowadzący śledztwo w sprawie infoafery.

Żadna z osób, którym teraz postawiono zarzuty, nie przyznaje się do winy. Z kolei firma CAM Media już wcześniej oświadczyła, że „nie uczestniczyła nigdy w żadnych mechanizmach czy relacjach o charakterze korupcyjnym".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA