fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Sąd bliżej, ale czy będzie łatwiej?

Adobe Stock
Od tego, kogo pozywamy, zależy, gdzie złożymy pozew.

Zmianom w kodeksie postępowania cywilnego, których celem jest zapobieganie przewlekłości postępowań sądowych, poświęciłem tekst „Poza przepisem liczy się praktyka" („Rzecz o Prawie" z 13 sierpnia 2019 r.). Ostatnia nowela kodeksu, którą nazwałem tam „wielką", w przyjazny sposób reguluje dostępność do sądów. Przykładem są zmiany w przepisach dotyczących właściwości sądów.

Doprecyzowując niektóre przepisy o właściwości przemiennej, kodeks postępowania cywilnego wychodzi naprzeciw potencjalnym powodom, którzy swoich praw z tytułu nienależytego wykonywania umów dochodzić muszą od sprzedawców i usługodawców.

W takich przypadkach ustawodawca jednoznacznie zdefiniował pojęcie miejsca wykonywania umowy, ograniczając wątpliwości, jakie występowały dotychczas, czy też mogłyby występować w przyszłości. Przy umowie sprzedaży rzeczy ruchomych miejscem tym jest to, do którego zgodnie z umową rzeczy mają być dostarczone. Przy świadczeniu usług natomiast jest to miejsce, gdzie usługodawca usługę ma zrealizować. Nie tylko osoby o statusie konsumentów, ale też przedsiębiorcy zamawiający zakup czy też zlecający usługę będą mogli udać się do sądu właściwego dla adresu ich zamieszkania lub siedziby. Takiej dogodniejszej logistycznie i ekonomicznej możliwości powód mógłby być pozbawiony, jedynie gdyby w umowie sprzedawca (usługodawca) przemycił „sprytne" dla niego postanowienia dotyczące wykonania umowy. Prawna ocena projektowanych czy też tylko zamierzonych umów sprzedaży (szczególnie wysyłkowej) czy świadczenia usługi, dokonywana z punktu widzenia interesu kupującego (usługobiorcy) powinna więc skupiać się na postanowieniach dotyczących lokowania realizacji tych umów.

Nie dla wszystkich to samo

Na ewentualne „kruczki umowne", które miałyby wykluczyć korzystanie z właściwości przemiennej przez usługobiorców, nowela kodeksu nie pozwala już jednoznacznie w przypadku roszczeń wynikających z usług (czynności bankowych). Już sam fakt miejsca zamieszkania (osoba fizyczna), czy też siedziby (osoba prawna, przedsiębiorca) rozstrzyga o możliwości skorzystania z właściwości sądu dogodnej dla powoda, tj. sądu właściwego miejscowo dla tegoż.

Ustawodawca nie zdecydował się niestety na dopuszczenie opisanej właściwości przemiennej przy powództwach przeciwko Skarbowi Państwa. Tutaj nadal obowiązywać będzie właściwość miejscowa siedziby państwowej jednostki organizacyjnej, z której działalnością wiązać się będzie ewentualne roszczenie przeciwko niej. Szkoda, tym bardziej że lektura uzasadnienia ustawy nowelizacyjnej nie ukazuje zasadności ewentualnej zmiany przepisu w tej kwestii.

Czas na pouczenia

Wyraźnie dostrzegalna w mojej opinii jest jeszcze jedna intencja ustawodawcy. Dyscyplinując zachowania tak sądu, jak i stron postępowania, czego celem jest zapobieganie przewlekłości, ustawodawca chciał jednocześnie uczynić postępowanie bardziej przejrzystym i zrozumiałym dla podsądnych. Szczególnie tych, którzy decydują się wszczynać i prowadzić sprawy, czy też będą w nich występować bez pomocy profesjonalnych pełnomocników.

W specjalnie wydzielonym przez nowelizację rozdziale dotyczącym organizacji postępowania pomieszczone zostały m.in. przepisy określające wyraźne powinności w obszarze, który nazwałbym komunikowaniem się sądu ze stronami. Mam tu na myśli w szczególności przepisy o obowiązkowych pouczeniach, tak co do fazy postepowania, w której sąd powinien je przekazywać stronom, jak i wyraźnie oznaczonego zakresu przedmiotowego tych pouczeń. Na uchybienia sądu w tych czynnościach strony będą mogły się powoływać w każdym stadium postępowania, a w sytuacji, gdy nie są reprezentowane przez adwokatów czy radców prawnych, nie stracą możliwości podnoszenia tych zarzutów nawet wówczas, gdy nie zgłoszą wcześniej zastrzeżeń na te uchybienia do protokołu najbliższego posiedzenia.

Dysonans w intencjach

Ustawodawca jest bardzo zdeterminowany, co do znaczenia wywiązywania się w praktyce przez sąd z powinności właściwego pouczania stron i jednolitości tej praktyki. Świadczy o tym zapisana już we wstępnych przepisach znowelizowanego kodeksu postępowania cywilnego delegacja dla ministra sprawiedliwości do określenia w drodze rozporządzenia wzorów tych pouczeń.

Nie oceniając w tym miejscu racjonalności – celowości i potrzeby – takiego uregulowania, dziwi fakt, iż wspomniany przepis delegacyjny jako jedyny z wszystkich objętych nowelą wejdzie w życie dopiero w sierpniu przyszłego roku, podczas gdy przepisy dotyczące stosowania przez sąd obowiązkowych pouczeń stron już 7 listopada tego roku. Ten wyraźny dysonans między intencją ustawodawcy a literą prawa pozwala wątpić w autentyczność tej intencji.

Można się pogubić

Wielka – jak ją nazywam – nowela kodeksu przywraca co do zasady, zaniechaną raptem przed kilkoma laty, odrębność postępowania w sprawach gospodarczych. Ustawodawca zdecydował się jednak pozostawić niektórym stronom możliwość opcjonalnego uchylenia się od stosowania tych odrębnych uregulowań. Tworzą one wprawdzie warunki do szybszego procedowania, wymagają jednak od stron profesjonalizmu i większej dyscypliny procesowej. Skutkują większym ryzykiem dla strony niedotrzymującej tej dyscypliny. Ze wspomnianej opcji, mimo że rodzaj i przedmiot sprawy będą ją kwalifikować jako gospodarczą, mogą skorzystać strony niebędące przedsiębiorcami, a także przedsiębiorcy będący osobami fizycznymi. Chcący skorzystać z „dobrodziejstwa" wspomnianej opcji, będą musieli zawsze zważyć pozytywy i negatywy decyzji, co wymagać będzie analizy prawnej jej skutków, a w konkretnej sytuacji tak rzeczowej jak i procesowej.

Przepisy przywracające odrębność postępowania w sprawach gospodarczych wejdą w życie w listopadzie bieżącego roku. Część innych istotnych przepisów, mających zastosowanie również do postępowań wszczętych przed wejściem w życie ustawy, już obowiązuje, ponieważ zastosowano tu jedynie 14-dniowy termin od opublikowania ustawy. To ryzykowne i niekomfortowe rozwiązanie tak dla sądów, jak i uczestników postępowań. Ustawodawca zdecydował się na bardzo zróżnicowane (od 14 dni do nawet roku) wprowadzanie obowiązywania poszczególnych grup przepisów. Trudno w tym przypadku mówić o racjonalności tego rozwiązania. Powoduje ono trudności nie tylko w doinformowaniu podmiotów, którym przyjdzie stosować nowe prawo, ale też koniecznych w takim przypadku działań szkoleniowo-edukacyjnych.

Autor jest radcą prawnym, byłym prezesem Krajowej Rady Radców Prawnych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA