Rzecz o prawie

Dzieje Polski a prawo

Fotolia
Opracowywane przez prof. Andrzeja Nowaka „Dzieje Polski" to niewątpliwie bardzo ambitna próba syntetycznego i aktualnego ujęcia całej naszej historii.
Zaletami publikacji są ciekawe interpretacje, przystępny język i sumienne oparcie na historiografii j każdego omawianego okresu. Opublikowany niedawno trzeci tom można więc z czystym sumieniem polecić wszystkim zainteresowanym problematyką. Z jedną tezą autora nie sposób się jednak zgodzić.
Otóż przy okazji charakterystyki statutów z Wiślicy prof. Nowak przywołuje fragment Długosza, charakteryzujący sądy za czasów Kazimierza Wielkiego: sądy polskie (...) są pełne różnego rodzaju oszczerstw, wyszukanych oszustw i fałszerstw (... wskutek nich) cierpią dotkliwie nie możni i winowajcy, ale ludzie ubodzy i niskiego pochodzenia, i to w słusznej sprawie. (...) wobec tej samej osoby ogłaszano coraz to inne wyroki według upodobania zasiadających w trybunale. W konsekwencji trybunał książęcy i królewski były obciążone ogromną liczbą apelacji. Jak komentuje to historyk (wciąż w „Dziejach Polski")? Pisze o „niedoskonałości wymiaru sprawiedliwości", który i przed połową XIV stulecia, i w początku XXI wieku bywa oskarżany (nie bezzasadnie), że służy nie sprawiedliwości, ale tym, którzy są bogaci i lepiej ustosunkowani.
Zastanawiam się, czy z przytoczonego fragmentu Długosza rzeczywiście można takowe wnioski wywodzić i de facto uznawać, że sądy z natury rzeczy są złe i służą tylko bogatym... Z jednej strony przed połową XIV (co wskazuje sam prof. Nowak) dominowało prawo zwyczajowe, stanowiące chyba główne źródło problemów. Przecież jednak w kolejnych wiekach pojawiały się podobne spostrzeżenia, w tym to słynne o prawie, które jest jak pajęczyna, w którym bąk się przebije, zatrzyma muszyna. Można więc z jednej strony uznać, że przez stulecia kształtowaliśmy swoją kulturę prawną nie bez błędów. Z drugiej strony można przypomnieć sobie, że jeden z najstarszych odkrytych starożytnych tekstów zawierał utyskiwanie na nowe czasy i wskazywał, że dawniej było lepiej... I zastanowić się, czy równie uniwersalne jak krytykowanie „nowych, gorszych czasów" nie jest dla ludzkości krytykowanie (często bezzasadnie) sądów... I w końcu – odnosząc się zupełnie do współczesności – skoro sądy zawsze były z natury rzeczy problemem, to obecne argumenty polityków o ich rzekomym „skażeniu czasami PRL" jakby tracą na wartości. Niezależnie od powyższego, z dokonanego przez prof. Nowaka porównania sądów za czasów Kazimierza Wielkiego i obecnych wynika jeden wniosek. Dotyczy nie tyle organicznej „niedoskonałości" wymiaru sprawiedliwości podatnego na wpływy bogatych, ile raczej wpływu regulacji prawnych na funkcjonowanie tegoż wymiaru. I nie chodzi tutaj o populistyczne hasła, ale o to, że problemy w sądownictwie generuje prawodawca. Jeżeli nie zadba o to, aby jakiś trybunał lub sąd zajmował się w dostatecznym zakresie apelacjami, same sądy sobie nie poradzą. Można więc zadać pytanie, czy zamieszczona w „Dziejach Polski" dygresja nie jest podstawą do wnioskowania o „niedoskonałości władzy publicznej", która przed połową XIV stulecia i w początku XXI wieku bywa oskarżana (nie bezzasadnie) o brak zrozumienia, czym jest tak naprawdę władza sądownicza. - Autor jest radcą prawnym, historykiem
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL