fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Pierwszy dekret Trumpa

AFP
Pierwszym, wydanym tuż po zaprzysiężeniu rozporządzeniu Trumpa był nakaz takiego interpretowania uchwalonej w 2010 r. ustawy o ubezpieczeniach zdrowotnych (Obamacare), by jak najmniej obciążała finansowo obywateli i ubezpieczycieli.

Rozporządzenia (executive orders) umożliwiają prezydentowi powoływanie wykonawczych agencji rządowych, ale dają mu też prawo uściślania niejasnych i ogólnych ustaw Kongresu. To skutek zdecentralizowania jego prac legislacyjnych z powodu braku dyscypliny partyjnej w Kongresie i nacisku grup interesu. Daje to prezydentowi olbrzymią władzę interpretowania prawa. Rola rozporządzeń wzrasta, gdy Kongres daje prezydentowi ogólny mandat ich wydawania, np. na czas wojny.

Z perspektywy europejskiej tradycji państwa opiekuńczego opór społeczeństwa amerykańskiego wobec powszechnych ubezpieczeń wygląda na brak solidarności. To jednak nieporozumienie. Przed Obamacare zdecydowana większość Amerykanów miała prywatne polisy zdrowotne, zazwyczaj wykupywane przez pracodawców, łącznie z emerytami powyżej 65. roku życia objętymi świadczeniami federalnymi (Medicare). Grupa ludzi nieubezpieczonych obejmowała 25–40 mln osób, bezrobotnych czy pracujących bez ubezpieczenia, głównie młodych.

Dla Amerykanów sceptycznych wobec scentralizowanego państwa opiekuńczego najważniejsza jest praca dająca możliwość ubezpieczenia. Jednak na skutek globalizacji, eksportu przemysłu i masowej imigracji biedniała klasa średnia, w tym przedsiębiorców, co przekłada się na mniejsze świadczenia dla zatrudnionych . Luki w systemie ochrony zdrowia rosły wraz z kosztami. Świadomość potrzeby reformy narastała. Republikanie, opierając się federalnym rozwiązaniom, nie przedstawiali jednak żadnego planu. Demokraci forsowali z kolei reformę etatystyczną, biurokratyczną i kosztowną.

Próba reformy za prezydentury Billa Clintona nadzorowana arogancko przez pierwsza damę zantagonizowała republikanów. Projekt upadł w 1994 r. Obama przepchnął swój plan mimo radykalnie już spolaryzowanej sceny politycznej. W historii Ameryki ważne ustawy zatwierdzano w warunkach kompromisu, np. reformy zdrowotne Medicare i Medicaid z 1965 r. Tymczasem Obamacare uchwalono przy jednomyślnym sprzeciwie republikanów. I polityka, i społeczeństwo Stanów Zjednoczonych są obecnie głęboko zantagonizowane, tak jak cały świat Zachodu. To sytuacja nieporównywalna z czasami Ronalda Reagana uzyskującego zgodę na radykalne ustawy nawet kontrolowanego przez demokratów Kongresu. Runął narodowy konsensus, a spór jest sporem fundamentalnie kulturowym, a nie politycznym, poddającym się kompromisom.

Obamacare oznaczała zmianę systemu politycznego. Znacjonalizowała praktycznie 16 proc. gospodarki, tworząc potężną, 200-tys. biurokrację zarządzającą systemem zdrowotnym. Dziewięćsetstronicowa ustawa jest nieprecyzyjna, umożliwia dowolną interpretację, z tysiącem klauzul wyłączających, obejmujących ok. 2,6 mln ludzi. Daje urzędnikom prawo arbitralnego decydowania o rodzaju świadczeń. Z przepisów ogólnych wyłączone są np. przywileje dla związków zawodowych czy pracowników sektora publicznego.

Obamacare nałożyła na pracodawców obowiązek ubezpieczeń pracowniczych, nie kontrolując wzrostu opłat firm ubezpieczeniowych, niszcząc drobną i średnią przedsiębiorczość. Wykupione usługi miały też gwarantować dostęp do środków antykoncepcyjnych, początkowo też aborcji, naruszając zasady wolności religijnej i sumienia organizacji i pracodawców religijnych. To wywołało lawinę pozwów sądowych i niejednoznaczne rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego. Wprawdzie nacisk organizacji pro-life i w tej materii podzielonych kongresmanów zmusił Obamę, by ograniczył rozprządzeniem zakaz finansowania z funduszy federalnych „zdrowotnych", usług aborcyjnych, niemniej zakaz taki w każdej chwili prezydent może cofnąć. Trump wydaje się tutaj sojusznikiem organizacji religijnych, zakazał bowiem rozporządzeniem finansowanie z budżetu zagranicznych organizacji pozarządowych propagujących aborcję i mianował do Sądu Najwyższego przeciwnika aborcji sędziego Neila Gorsucha.

Obamacare okazała się niewypałem krytykowanym przez ok. 70 proc. społeczeństwa. Choć liczba nieubezpieczonych Amerykanów spadła z 15,7 proc. w 2011 r. do 8,6 proc. w 2016 r., to składki i minimalne opłaty za wizyty lekarskie rosną, ponieważ firmy ubezpieczeniowe przerzucają koszty dodatkowych obowiązków wymaganych przez reformę na pacjenta.

Trump rozporządzeniem rozszczelnił ustawę, nakazując urzędnikom, by interpretowali ją w sposób najmniej obciążający ubezpieczycieli i obywatela, np. nie egzekwując kar za brak ubezpieczenia. Prezydent może przekonać republikański Kongres do zmiany prawa. Wątpliwe jednak, by ten zdecydował się na to bez przedstawienia alternatywnego planu. Jego celem ma być przywrócenie stanom roli regulacyjnej w kwestii zdrowia, odrzucenie nakazu wykupienia ubezpieczenia i zakazu definiowania przez państwo „podstawowych świadczeń". Zachętą do elastycznego wykupywania usług mają być zwolnienia podatkowe. Alternatywą dla Obamacare staje się przedstawienie całościowej kontrpropozycji, a nie powrót do status quo. To duża zmiana w świadomości Ameryki.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA