fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Łukasz Necio: wewnętrzne problemy Polski odbijają się również na wschodzie

Nasze problemy wewnętrzne odbijają się również na wschodzie.

Pod koniec ubiegłego roku w Polsce zaczęły się dziać rzeczy, które zdumiały większość świadomych prawnie obywateli. Wówczas odezwał się do mnie kolega z Kijowa, jeden ze zdolniejszych ukraińskich prawników młodego pokolenia: „Myślałem, że to Ukraina ma naśladować Polskę, a nie Polska Ukrainę". W jakimś sensie trafił w sedno. W tym tygodniu odezwał się znowu. Głosowanie parlamentarne przeprowadzone w chaosie i bez obecności opozycji musiało mu przypomnieć styczeń 2014 r., kiedy posłowie z partii Janukowycza w jarmarczny sposób próbowali zapewnić „legalność" reżimowi za pomocą tzw. ustaw dyktatorskich mających spacyfikować Majdan.

Znowu przedmurze

Nieustannie wzrastająca liczba studentów z Ukrainy i Białorusi zauważyć się dała również na wydziałach prawa i administracji naszych uczelni. Możliwość prowadzenia zajęć w grupach, w których obecność gości zza wschodniej granicy jest bardzo wyraźna, to dla mnie okoliczność bardzo szczególna. Jako potomek Ukraińców wysiedlonych z terenów południowo-wschodniej Polski w akcji „Wisła", mogę przekazywać im wiedzę w Alma Mater Jagiellonica. Ten szczególny splot okoliczności dał mi perspektywę wzmocnioną przekonaniem o słuszności polskiej polityki wschodniej opartej na ideałach prometeizmu. Niewątpliwie, Polska to dawne przedmurze chrześcijaństwa i, wydawałoby się, wschodni bastion cywilizacji zachodniej. Akces do Unii Europejskiej spowodował, iż staliśmy się przedmurzem wolnego świata, a ruch prometejski odnowił się w postaci chociażby projektów Partnerstwa Wschodniego.Wydawałoby się, że nie ma szlachetniejszego i piękniejszego zadania dla współczesnej Polski niż poszerzanie granic wolnego świata jeszcze bardziej na wschód.

Jako doktorant prowadzący zajęcia ze wstępu do prawoznawstwa przekazuję wiedzę o pryncypiach tej dziedziny. Nie ma tam bardzo skomplikowanych treści. Omawiam np. ze studentami choćby hierarchię obowiązywania norm prawnych czy zasadę trójpodziału władzy. Ukraińscy studenci, pewni, że przybyli do kraju praworządnego, w którym „takie rzeczy" się nie zdarzają, wydają się nieco zdezorientowani, gdy padają pytania z sali, „jak to właściwie jest" z naszą konstytucją i porządkiem prawnym.

Trawa nie bardziej zielona

Gdy patrzę na tych niewiele ode mnie młodszych ludzi jest mi przykro. I wstyd. Wielu z nich przybyło do Polski w przekonaniu, że wydostali się z kraju bezprawia, korupcji i beznadziei, aby zaczerpnąć normalności, za którą podziwia się Zachód: prawo, przynajmniej to najważniejsze, jakim jest konstytucja, jest przestrzegane, a wyroki sądów respektowane. Władza nie przekracza swoich kompetencji i nie czyni podstępnych zakusów, aby wykroczyć poza powierzony jej w wyborach mandat. Być może niektórzy z nich wróciliby do kraju, przenosząc na tamtejszy grunt owe standardy. Nasz autorytet jednak gaśnie. Gdy ukraińskie wizje praworządności na ich rodzimym gruncie okazują się mrzonką, okazuje się, że trawa po drugiej stronie rzeki wcale nie jest bardziej zielona. W miejsce wiary w wartości i zasady, w możliwość ich urzeczywistniania pojawia się uśmiech cynika.

W tym samym czasie przedstawiciele mediów przychylnych obecnej władzy wydają z siebie słowa to oburzenia, to zdziwienia, iż nastawione prozachodnio ukraińskie środowiska sympatyzują z naszą dzisiejszą opozycją. Mają ku temu oburzeniu swoje powody. To przecież oni gorąco wspierali Rewolucję Godności, to przecież polskie środowiska prawicowe zbliżone do obecnej władzy gorąco kibicowały walce Ukraińców z reżimem Janukowycza. Dzisiaj czują się niezrozumiane, jeśli nie zdradzone. Nie wiem jednak, jakich retorycznych sztuczek musieliby użyć owi polscy prawicowcy – zwolennicy idei Międzymorza (bądź też polityki „jagiellońskiej"), aby wytłumaczyć ukraińskiemu inteligentowi, dlaczego nasza konstytucja nie jest przestrzegana, nasz sąd konstytucyjny jest bezpardonowo atakowany, a mający być strażnikiem ustawy zasadniczej prezydent, nota bene doktor prawa, podpisuje ustawy co najmniej wątpliwe, jeśli chodzi o zgodność z prawem rzekomo najwyższym.

A byliśmy wzorem...

Oczywiście, celem polskiej władzy powinno być dbanie o polskie interesy, a nie o brak dysonansu poznawczego wśród wschodniej inteligencji, czy ukraińskich studentów. Zapewne wszyscy chcielibyśmy również, aby efekty pracy rządzących naszym krajem były dla nas wszystkich jak najlepsze. Coś jednak straciliśmy i nie są to straty jedynie wizerunkowe. Cóż to bowiem za Prometeusz, który zgaszony knot niesie? Cóż to za wzór i lider? Nasze problemy wewnętrzne odbijają się echem również na wschodzie, osłabiając morale tych, którzy obrali kierunek prozachodni. Gasząc nadzieje ludzi, dla których Polska jeszcze niedawno była wzorem i dowodem na to, że możliwe jest utkanie nad postkomunistycznym społeczeństwem ochronnego sklepienia w postaci rządów prawa. Nawet jeśli materia, z której utkano to sklepienie, pełna było mniejszych lub większych dziur pozwalających na skandaliczne nadużycia.

W każdym razie intuicja podpowiada mi, że wschodnioeuropejski inteligent bez problemu poradzi sobie z opisanym tu dysonansem. Co więcej, o wiele większy z nim problem mogą mieć ci, którzy tak chętnie chcieli przekazywać wartości takie jak praworządność czy demokracja dalej na wschód. Czy jesteśmy zwolnieni z przestrzegania zasad, gdy chcemy, aby stały się podstawą działań innych? Zaskakujące, jak polska prawica „jagiellońska" dała sobie sama zwolnienie z owych podstawowych pryncypiów.

Autor jest doktorantem w Katedrze Teorii Prawa WPiA UJ

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA