fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Jak można tłumaczyć świat Polakom

AFP
Krytycznie, a czasami nawet alarmująco, wypowiedziały się już o sytuacji w Polsce i stanie praworządności w naszym kraju Komisja Europejska oraz Parlament Europejski. A także Rada Europy, Departament Stanu USA, odpowiednie organy OBWE i ONZ oraz kilkanaście międzynarodowych organizacji zajmujących się przestrzeganiem praw człowieka, demokracją i wolnością mediów. Możliwe są trzy wytłumaczenia tego stanu rzeczy.

Według pierwszego ludzie ci nie mają bladego pojęcia o tym, co się u nas dzieje. Nie działa u nich internet, a swoją wiedzę czerpią z „donosów totalnej opozycji". Są manipulowani przez Tuska, Schetynę, Petru, Lubnauer, Kosiniaka-Kamysza, a nawet Czarzastego. W Polsce przeprowadzamy po prostu dobrą reformę, a świat jest zbiorem ignorantów, którzy – podjudzeni przez polityków, którzy stracili władzę – nic z tego nie rozumieją i bez sensu zabierają głos. Amerykańscy senatorowie, eurodeputowani, członkowie Komisji Weneckiej oraz liderzy zachodnich stowarzyszeń są gapami, które nie nadążają za dynamiką „dobrej zmiany", niczego nie czytają i nic nie pojmują. Należy im zatem spokojnie i systematycznie tłumaczyć, jak bardzo się mylą i jak bardzo są manipulowani.

Drugie wytłumaczenie jest dużo mroczniejsze: oto Polska wstaje z kolan, zyskuje silną pozycję w Europie i na świecie, przeprowadza demokratyczne reformy, realizuje konserwatywną kontrrewolucję, sprzeciwia się dyktatowi możnych tego świata i właśnie to jest powodem brutalnego ataku na rząd PiS. W tej narracji UE, OBWE, ONZ czy Rada Europy nie są gapami, ale narzędziami w rękach Niemców, masonów, banksterów i może nawet Żydów, którym nie w smak polska podmiotowość i wzrastanie w siłę Rzeczypospolitej. To zmasowany i skoordynowany atak na nasz kraj, którego celem jest utrzymanie dotychczasowej dominacji nad światem przez jego obecnych panów. Polska, kontynuatorka Imperium Lechitów, które pokonało starożytny Rzym, przedmurze chrześcijaństwa, nosiciel konserwatywnych wartości, musi się bronić przed tego typu spiskiem. Wiara, konsolidacja, trwanie przy wartościach oraz upór powinny być odpowiedzią na plan Sorosa, eurobiurokratów, masonów i międzynarodowej finansjery.

Jest wreszcie trzecie wytłumaczenie: według niego w naszym kraju wprowadzane są reformy stojące w sprzeczności z zasadami demokracji i państwa prawnego, a zewnętrzni partnerzy reagują na to w mniej czy bardziej adekwatny sposób. W tej perspektywie aktywność Brukseli, Waszyngtonu czy Strasburga byłaby czymś oczywistym i dobrym dla naszego kraju; byłaby radami udzielanymi przez lekarza rozgorączkowanemu pacjentowi, który nie za bardzo wie, w jakim jest stanie. W takim ujęciu racje byłyby po stronie krytyków, a nie polskiego rządu.

Dwa pierwsze z omówionych wytłumaczeń są charakterystyczne dla elektoratu PiS, z tym że drugie z nich dla twardego i betonowego; trzecie zaś cechuje wyborców opozycji. Po uruchomieniu przez KE artykułu 7 walka polityczna w naszym kraju idzie o to, które z nich okaże się dominujące. Partyjni liderzy od pierwszej chwili, gdy doszły do nas wieści z Brukseli o wszczęciu procedury, ruszyli do ataku, przekonując swoje elektoraty do jednego z trzech wytłumaczeń. Politycy rządzący mają zadanie nieco łatwiejsze: do swoich bardziej umiarkowanych wyborców mogą pójść z narracją o nic nierozumiejącej Europie i zamkniętych w wieży z kości słoniowej biurokratach, zaś do „prawego sektora" o spisku Zachodu przeciwko Najjaśniejszej. Opozycja znajduje się na gorszej pozycji, bo zostało jej tylko jedno wytłumaczenie. Jej sytuację utrudnia jeszcze dylemat, czy dołączyć się do głosów z zewnątrz lub nawet o nie zabiegać. Wszak łatwo być w tej sytuacji oskarżonym o zdradę narodową.

Na tym konflikcie wygra jednak ta strona, która zdoła przekonać Polaków do jednej z trzech wymienionych narracji. Jeśli dominująca okaże się pierwsza lub druga, zwycięsko z tej potyczki wyjdzie PiS; jeśli jednak opozycji uda się przekonać większość z nas do trzeciego wytłumaczenia, to nawet jeśli Polski dotkną sankcje polityczne lub finansowe, wygranymi okażą się liderzy PO, Nowoczesnej, PSL i SLD. Spór o to, jak interpretować konflikt między Polską a „resztą świata", będzie, obok spraw socjalnych, tożsamościowych, gospodarczych czy aksjologicznych, jednym z najistotniejszych dla naszej debaty publicznej. To będzie w nadchodzących miesiącach jedno z decydujących pól konfliktu – kto je zlekceważy, może przegrać czwórbój wyborczy lat 2018–2020. Kto wygra, znacząco zwiększy swoje szanse wyborcze w nachodzących elekcjach: samorządowej, europejskiej, parlamentarnej oraz prezydenckiej.

Autor jest politologiem, byłym europosłem PiS i PJN

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA