fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Jarosław Kuisz: Solidarność na eksport?

Strajk sierpniowy w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Tablice z 21 postulatami Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego umieszczone na budynku portierni przy Bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej im. Lenina
Wikimedia Commons, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Poland license, fot. ecs.gda.pl
Wysłanie polskich dysydentów na Białoruś byłoby niedźwiedzią przysługą.

Powinniśmy szybko wysłać na Białoruś Jurka Borowczaka, Władka Frasyniuka... – mniej więcej tymi słowy rzucił śmiałą myśl redaktor starszego pokolenia. Piękny pomysł padł kilka dni temu podczas porannej rozmowy radiowej. Eksport byłych dysydentów z Polski miałby na celu dopomóc rewolucji u naszego sąsiada i służyć podzieleniu się cennymi dysydenckimi doświadczeniami. Wzniosła w intencjach propozycja na tle ciągnących się sporów o Solidarność wprawić jednak może w osłupienie. A przed nadchodzącymi obchodami 40. rocznicy powstania związku zawodowego można się było, słysząc ją, zakrztusić poranną kawą.

Albowiem w 2020 r. do rangi symbolicznie najważniejszego wydarzenia „upamiętniającego" Sierpień urasta spór o dwie legendarne tablice z 21 postulatami. Przypomnijmy, że wykonane na sklejce wisiały na dachu portierni stoczniowej jednej z bram. Obecnie znajdują się one na wystawie stałej w Europejskim Centrum Solidarności. Jednak robotniczą „relikwię" chce odzyskać Narodowe Muzeum Morskie, w którym istotnie była ona przechowywana przez całe lata. W grudniu 2019 r. złożone zostało pismo o wypowiedzeniu umowy o wypożyczeniu tablic. ECS się sprzeciwia. Część dysydentów protestuje przeciwko przeniesieniu tablic, część ten postulat popiera – i tak dalej.

Jeśli dojdziemy do etapu egzekucji komorniczej w świetle kamer, fleszy i iPhone'ów, będzie to jeden z bardziej „wychowawczych" performance'ów pokolenia Solidarności. Swoiste „kłócić się jak Polak z Polakiem", wersja 2.0 dla młodych obywateli.

Oczywiście impulsy do sporu o tablice płyną z wielkiej polityki. Jednakże nawet ów rytualny spór przeszedł pewną ewolucję. Od pewnego czasu w nowy sposób zasila on politykę międzypartyjną. Polemiki, kto dorósł do sierpniowego ideału Solidarności, a kto nie, bo go zdradził – trwają niemal tak długo jak sam związek zawodowy – i same już mają swoją historię. Sukces Sierpnia'80 miał zbyt wiele matek, a już na pewno zbyt wielu ojców, by w warunkach wolności można było się nie pokłócić.

Jednakże w obecnych sporach o tablice widać coś więcej. Otóż wybór tej, a nie innej interpretacji Sierpnia'80 wraz z następstwami ma usprawiedliwiać i legitymizować – oczywiście na tle historii – dzisiejszą bezkompromisowość w polityce międzypartyjnej. W 2020 r. obecnie rządzący politycy i przynajmniej część ich sympatyków hołduje tej interpretacji historii najnowszej, wedle której zgniłe jabłka znajdowały się w solidarnościowym koszyku już w 1980, później komunie należało „mocniej przyłożyć", nie układać się z „czerwonymi" itd. Tu interpretacja historii ma ewidentnie posłużyć obecnym działaniom, dozwolone są wszystkie chwyty na drodze do dalszego likwidowania rzekomo „skażonej" moralnie III RP.

Od samych początków III RP część opozycjonistów czy osób ich wspierających odczuwało przecież niesmak, że Sierpień'80 był piękny, ale później niektórzy „sprzeniewierzyli się" sprawie i w ogóle „za gładko to poszło". Na to, że nikogo nie zabito, narzekali niektórzy bardowie opozycji, choćby Zbigniew Herbert. W głośnym wywiadzie w 1994 r. wyznawał: „Sam zastanawiałem się, dlaczego budząc się co dzień ze świadomością, że żyję w niepodległym kraju – odczuwam pewien dyskomfort. Myślę, że wynika to z tego, że nie wywalczyłem tego. Niepodległość dostaliśmy w prezencie od historii, za wolność nie zapłaciliśmy ani kropli krwi". Po jego śmierci pałeczkę interpretacji przejęli inni nieusatysfakcjonowani twórcy, ale także politycy i historycy. Ze słów Herberta można było wywnioskować, że lepiej już było pozostawać w zniewoleniu, niż cieszyć się takim „byle czym" jak niepodległość zdobyta w drodze kompromisu.

To nurt myślenia jak najbardziej żywy i zasilający bieżącą politykę XXI w. Herbert ma dziś legion epigonów. Z takich źródeł dziejowego nieusatysfakcjonowania ostatecznie wywodziły się nieszczęsne zapowiedzi zbudowania IV RP. W praktyce, jak widać, skończyły się one tylko turboupartyjnieniem instytucji państwowych. Z takich źródeł moralnego „oczyszczania" też bierze się część uzasadnienia dla pseudoreform wymiaru sprawiedliwości czy mediów publicznych - co, jak wiadomo, stanowi zapowiedź działań PiS od jesieni. Bezkompromisowa interpretacja dziejów Solidarności jest bardzo potrzeba, by takie działania nie wyglądały wyłącznie na to, czym są – samowolą jednej partii.

Nie mam zatem przekonania, czy zachęcanie dysydentów, nawet tych jawnie anty-PiS-owskich, do wyjazdu na Białoruś, to nie byłaby typowa niedźwiedzia przysługa. Już wcześniej próbowano przecież eksportować „jesień ludów" 1989 w czasie „wiosny arabskiej" – i, eufemistycznie rzecz biorąc, średnio to wyszło. Wspierajmy zatem potrzebujących sąsiadów z trzeźwą głową i adekwatnie do ich prawdziwych potrzeb. A biorąc pod uwagę temperaturę polsko-polskich sporów o Solidarność, nasi bohaterowie może lepiej niech zostaną w domu.

Autor jest publicystą „Kultury Liberalnej", wykładowcą UW. Autorem pracy o porozumieniach sierpniowych. W najbliższych dniach ukaże się jego książka pt. „Propaganda bezprawia".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA