fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Migalski: Dyplomatyczna zdrada dzień po dniu

Czy katastrofa Tu-154 niczego nie nauczyła Polaków? Na zdjęciu: kondukt na ulicach Warszawy, 15 kwietnia 2010 r.
Fotorzepa
Dlaczego z tragedii z 10 kwietnia 2010 roku żadna partia nie wyciągnęła wniosków?

Państwo polskie nie zdało egzaminu przed Smoleńskiem, w czasie Smoleńska i po nim. Dziś taka tragedia, jaka wówczas się wydarzyła, jest jeszcze bardziej prawdopodobna. I winne są temu obie strony sporu politycznego.

Jarosław Kaczyński ma rację, oskarżając PO o skandaliczne zachowania i zaniedbania, które poprzedzały wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku. Bałagan, który panował w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, niefrasobliwość służb specjalnych, ze szczególnym uwzględnieniem BOR, gorszący konflikt z Pałacem Prezydenckim, zły stan wyszkolenia pilotów, brak nowoczesnych maszyn lotniczych – to wszystko, i wiele innych rzeczy, działo się w państwie rządzonym przez PO.

Bez jeńców

Prawdą jest, że Donald Tusk podjął grę z Putinem, mającą na celu upokorzenie polskiego prezydenta; że wierzył, iż tak można. Prawdą jest także i to, że jego najbliższy współpracownik spotykał się w moskiewskich restauracjach z „siłowikami", wypraszając wcześniej nawet tłumaczkę, i ustalał zasady tej gry. Tego wszystkiego nie wymyślili sobie ludzie z Nowogrodzkiej. To miało miejsce. W państwie Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska.

Ale też jest i druga strona medalu – bo prawdą jest także i to, że Lech Kaczyński leciał do Smoleńska rozpocząć z przytupem kampanię prezydencką. Właśnie dlatego jego przeciwnicy polityczni chcieli mu to utrudnić. Walczył z obozem władzy w sposób zawzięty i zdeterminowany – tak samo zawzięcie i zdeterminowanie, jak w latach 2005–2007 wspierał obóz rządzący swojego brata. Obie strony wykorzystywały instrumenty państwa do tej wyniszczającej Rzeczpospolitą wojenki. Platforma, korzystając z pomocnej dłoni podanej przez Putina, a PiS, nieco wcześniej, z usług „wycieraczki SLD", jak kiedyś był łaskaw określić Samoobronę Kaczyński, oraz z pomocy „agenta Moskwy", jak swego czasu mówił o o. Rydzyku.

Ta wojenka nie tylko nie ustąpiła, ale jeszcze nasiliła się po Smoleńsku. Najpierw PO zrobiła wszystko, by obsadzić swoimi ludźmi każdy urząd, który został osierocony po tragedii smoleńskiej, a potem PiS rozpoczął, po zakończonej kampanii prezydenckiej, proces dyfamacji swoich konkurentów, odbierając im za każdym razem prawo moralne do sprawowania władzy, kwestionując demokratyczny charakter jej zdobycia oraz oskarżając o zdradę narodu, współudział w zamordowaniu 96 osób oraz o bycie targowicą. Nie aluzyjnie. Wprost.

Rozpoczęła się wojna domowa, w której nie brano jeńców, a polem rywalizacji był każdy obszar życia społecznego – wojsko, policja, służby specjalne, bank centralny, media, uniwersytety, szkoły, strategiczne spółki Skarbu Państwa.

Słabe państwo

Stan Rzeczypospolitej ani na jotę się nie poprawił – było jeszcze gorzej niż przed 2010 rokiem. Nie wyciągnięto z tamtej tragedii żadnych wniosków. Pogłębiono tylko istniejące wówczas patologie i dysfunkcje aparatu państwowego.

Zarówno PO do 2015 roku, jak i PiS po wyborach, które odbyły się w tamtym roku, wykorzystywały instytucje państwowe do partyjnych interesów oraz do gnębienia przeciwnika politycznego. Doprowadziło to do stanu całkowitego paraliżu Rzeczypospolitej i uwiądu żywych jeszcze gdzieniegdzie oznak myślenia państwowego.

Z życia publicznego eliminowano po kolei ludzi, środowiska oraz mechanizmy działające na rzecz wspólnoty i dobra ogólnego. Państwo stawało się coraz słabsze i coraz bardziej partyjne. Prezydent Komorowski posłusznie spełniał rolę notariusza swojego obozu politycznego, będąc wiernym raczej statutowi swojej byłej partii, a nie zapisom konstytucji. To samo robi obecnie prezydent Duda.

Dziś do zabójstwa polskiego prezydenta czy premiera nie potrzeba bomby termobarycznej, sztucznej mgły czy spisku kontrolerów lotu – wystarczy seicento lub niezmieniona, łysa opona. Nie trzeba w podziemiach Kremla produkować fakenewsów – partyjne i „tożsamościowe" polskie portale i gazety same wytwarzają wystarczającą ich liczbę.

Bezbronna Polska

Rosjanie nie muszą umieszczać w polskich instytucjach swoich agentów, bo polscy patrioci w komisji Berczyńskiego wystarczająco ośmieszają prace mające wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej. Zachodni rewizjoniści mogą spać spokojnie – polskie spółki Skarbu Państwa im nie zagrożą, bo każdego miesiąca kierowane są do nich kolejne tabuny Jasińskich i Misiewiczów.

Smoleńsk niczego nas nie nauczył, a podobna tragedia jest dziś jeszcze bardziej prawdopodobna, niż była w 2010 roku. W siedem lat po tamtych wydarzeniach państwo polskie jest słabsze, niż było wówczas, społeczeństwo bardziej skonfliktowane i podzielone, a instytucje i służby Rzeczypospolitej jeszcze intensywniej zaangażowane do wojny z politycznymi przeciwnikami formacji rządzącej.

Skala wzajemnej nienawiści, niewydolności aparatu państwowego, upartyjnienia agend rządowych, łamania procedur, wykorzystywania instytucji RP do prywatnych interesów są większe niż w chwili, gdy doszło do tego, co stało się w Smoleńsku.

Winne temu są obie strony sporu politycznego – politycy PO do 2015 roku, a obóz PiS po tej dacie. Oni uczynili państwo polskie bezbronnym wobec zewnętrznych zagrożeń. Tak bardzo skupili się na walce ze sobą, że stracili z pola widzenia sprawy całego państwa i jego relacji z otoczeniem zewnętrznym. Dodajmy – coraz bardziej niebezpiecznym otoczeniem zewnętrznym.

Czy to nie wyczerpuje aby znamion zdrady dyplomatycznej? ©?

Autor jest politologiem, byłym europosłem PiS i PJN

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA