fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Morawiecki i Ziobro stracą wpływy w spółkach Skarbu Państwa

W PiS mówi się o ograniczaniu wpływów Mateusza Morawieckiego
Piotr Molecki/East News
Wpływy w państwowym biznesie mają stracić Mateusz Morawiecki i Zbigniew Ziobro. To efekt reaktywacji ministerstwa zarządzającego Skarbem Państwa.

Zbigniew Jagiełło to jedna z najważniejszych postaci w polskiej bankowości. Od dziesięciu lat stoi na czele państwowego giganta PKO BP. Wkrótce może jednak pożegnać się ze stanowiskiem prezesa. Nasze źródła w PiS twierdzą, że jego odwołanie będzie konsekwencją powołania ministerstwa zajmującego się Skarbem Państwa. Będzie być może nosić nową nazwę Ministerstwo Zasobów Narodowych, i pokieruje nim obecny wicepremier Jacek Sasin z PiS.

Przyjaciel premiera

Ministerstwo Skarbu istniało do końca 2016 r., a po jego likwidacji nadzór nad spółkami przejęli ministrowie branżowi. Jeszcze wcześniej, bo w 2016 r. kontrolę nad PKO BP przejął ówczesny minister rozwoju Mateusz Morawiecki. Nieoficjalnie mówiło się, że uratował posadę Jagiełły, który przetrwał na stanowisku mimo zmiany ekipy rządowej z PO na PiS.

Skąd ten gest? Morawiecki jest w świetnych relacjach w Jagiełłą, które korzeniami sięgają PRL. Wówczas przyszły prezes PKO BP działał z Kornelem Morawieckim, ojcem późniejszego premiera, w Solidarności Walczącej. O zażyłości premiera z prezesem banku świadczy też fakt nagrania ich rozmowy w restauracji Sowa & Przyjaciele. Z kolei latem Zbigniew Jagiełło zagroził pozwem autorom książki „Delfin", kłopotliwej dla premiera.

Jagiełło nie jest jedynym przyjacielem Morawieckiego, który może pożegnać się ze stanowiskiem. Z naszych informacji wynika, że rozważana jest też dymisja Pawła Borysa kierującego Polskim Funduszem Rozwoju. To spółka powołana w 2016 r. do finansowania nowych przedsięwzięć gospodarczych, która brała m.in. udział w repolonizacji Banku Pekao. O zażyłości Pawła Borysa z premierem świadczy to, że w 2017 r. był typowany do zastąpieniu Morawieckiego w fotelu ministra finansów.

Ograniczanie wpływów

Czy rzeczywiście Jagiełło i Borys zostaną zastąpieni ludźmi wskazanymi przez Sasina? Ten ostatni nie odbierał od nas telefonu.

– Nic mi na ten temat nie wiadomo. Dopiero jak powstanie nowa formuła zinstytucjonalizowanego nadzoru, dowiemy się, jak będzie szeroka – ucina z kolei wicerzecznik PiS Radosław Fogiel.

W partii od wyborów dużo jednak mówi się o ograniczaniu wpływów premiera Morawieckiego. Mają o tym świadczyć m.in. słabe miejsca dla jego ludzi na listach PiS.

Przykładowo doradca premiera Paweł Jabłoński dostał dopiero dziesiąte miejsce w Katowicach, czyli w okręgu, gdzie liderem listy PiS był Morawiecki. Warszawska radna Olga Semeniuk była dopiero 12. w Warszawie, Bartłomiej Orzeł – 20. w Kielcach, a Piotr Patkowski – 18. w Lublinie. Ostatecznie z całej świty premiera mandat zdobyła tylko wiceminister inwestycji i rozwoju Anna Gembicka, której ta sztuka udała się z szóstego miejsca w Toruniu.

– W kierownictwie partii widać zaskakującą dbałość o to, by premier nie zbudował sobie zbyt dużego zaplecza – mówi jeden z polityków PiS. Jednak reaktywacja Ministerstwa Skarbu może też mieć skutek pod postacią dymisji szefów spółek związanych z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry: Michała Krupińskiego i Pawła Surówki.

Zasada symetrii

Pierwszy, nazywany „złotym dzieckiem PiS", od 2017 r. kieruje Bankiem Pekao. W tym samym roku Surówka został prezesem PZU. – Odwołanie prezesów popieranych przez Ziobrę ma odbyć się na zasadzie symetrii względem Morawieckiego. Celem jest też zastopowanie sporów o nadzór nad spółkami – mówi wpływowy polityk PiS.

Wojna Ziobry z Morawieckim najlepiej była widoczna w przypadku PZU. Po likwidacji Ministerstwa Skarbu ze stanowiska prezesa ubezpieczyciela odwołano człowieka Ziobry Krupińskiego. Jego miejsce zajął tymczasowo Michał Chludziński, były prezes Fundacji Republikańskiej, a Morawiecki próbował na stale w fotelu prezesa zainstalować któregoś ze swoich ludzi.

Kontrolę nad PZU dzięki poparciu ówczesnej premier Beaty Szydło odzyskał jednak Ziobro.

– Na Nowogrodzkiej panuje przekonanie, że takie spory nie są potrzebne – mówi jeden z polityków PiS. – Jest też zgoda co do tego, że szefami największych spółek powinny być osoby łatwo sterowalne. Dotąd Morawiecki sięgał chętnie po ludzi z biznesu, niedoświadczonych politycznie. To ma się już skończyć – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA